Blog bardziej brytyjski niż sama królowa.


CIEKAWE BLOGI:




BOHATER MIESIĄCA:



DODATKOWE WYRÓŻNIENIE
ZA BOHATERSKOŚĆ:




Warning!
Blog zawiera głupi humor i długie
zdania. Praktykuje kult absurdu
i pewnych seriali.









Kontakt: ukulore@wp.pl

Kategoria kreatywna

niedziela, 23 marca 2014

Dzień dobry. Zjawiam się na tym śpiącym blogu na chwilę i niespodziewanie, aby coś oświadczyć. Odkryłam prawdziwą tożsamość Kapitana Ameryki, i wcale nie jest to Steve Rogers - okazuje się bowiem, że Rogers jest tylko kolejnym przebraniem. Zanim to przeczytacie, musicie jednak obiecać, że nikomu o tym nie powiecie - nie chcielibyśmy przecież ujawnić światu pilnie strzeżonego od lat sekretu. Kapitana zdradziła pewna kwestia z komiksu Winter Soldier: Winter Kills, którą wypowiedział lekkomyślnie podczas bożonarodzeniowej zabawy. Wygląda ona tak:

 


Równie wielką wpadką dla zamaskowanego superbohatera mógłby być chyba tylko Bruce Wayne odbierający przesyłkę na poczcie w kostiumie Batmana. Wiadomo przecież, że istnieje na tym świecie tylko jeden osobnik lubujący się w radosnym biciu hitlerowców. Osobnik podróżuje w czasie, dzięki czemu mógł być widziany zarówno w czasie wojny, jak i współcześnie, co jest zgodne z historią Kapitana, który żył w  dwóch wiekach (aby wyjaśnić to zjawisko bez angażowania kosmitów i latających budek policyjnych, komiksiarze wykorzystali odrobinę zmodyfikowaną bajkę o Śpiącej Królewnie). Osobnik nazywa się Rory Williams, znany także jako Rory Pond, Roranicus Pondicus, Ostatni Centurion i The Nose.



Drugim potwierdzeniem tożsamości Rogersa jest okładka Kapitana Ameryki z 1941 roku, na której bije on biednego Hitlera, prawdopodobnie z zamiarem zamknięcia go później w komórce. Po zapoznaniu się z nagraniami archiwalnymi z tamtego okresu (DW: Let's Kill Hitler) nie ulega wątpliwości, że Steve jest tylko Rorym, a największy bohater Ameryki to tak naprawdę Brytyjczyk udający Rzymianina.

 


Pamiętajcie, twarze na kłódkę i ani słowa. To sekret.

Live long and prosper.

poniedziałek, 03 marca 2014

Dzień dobry. Przybywam w to poniedziałkowe popołudnie, w które nikomu nie chce się nigdzie przybywać (powinien być międzynarodowy zakaz podejmowania wszelkich wysiłków w poniedziałki, aby ludzie z czystym sumieniem mogli dokończyć oglądanie seriali rozpoczętych w niedzielę), żeby przedstawić kilka sposobów zachowywania się w miejscu, do którego warto czasami przybyć. Miejsce nazywa się teatr, a sposoby zostały zaobserwowane podczas przedstawienia na Enterprise (Star Trek: The Next Generation, 4x19). Na podstawie analizy zdjęć można wyróżnić następujące typy widzów:

1. Widzowie radośni grupowo, zazwyczaj spotykani w liczbie mnogiej. Dostosowują mimikę i sposób siedzenia do sytuacji na scenie, dzielą się z sąsiadami opiniami, uwagami, tajemniczymi uśmieszkami i znaczącymi spojrzeniami. Są to odbiorcy aktywni, dlatego jeśli chowają w sobie dżentelmenów, to zajmują miejsca w ostatnich rzędach (dzięki temu nikt nie próbuje ich zamordować za przeszkadzanie). Niektórzy mogą odnieść wrażenie, że sztuka ich nudzi, tymczasem jest dokładnie na odwrót - odbiorca radosny śledzi pilnie wydarzenia na scenie, aby móc dostosować do nich swoje reakcje. Jeśli odbiorca radosny grupowo zaczyna konsumować grupowo chipsy serowe w szeleszczącym opakowaniu, inni widzowie zazwyczaj przestają być radośni.

 


2. Odbiorca radosny wewnętrznie. Uważnie ogląda sztukę i delikatnie dostosowuje mimikę do sytuacji na scenie.  W przeciwieństwie do odbiorcy radosnego grupowo, nie zawraca głowy osobom siedzącym w pobliżu, a jego uśmiechy są naturalnym objawem zadowolenia ze sztuki (brak uśmiechu jest za to złym omenem dla aktorów). Jest to ulubiony typ widza na całym świecie - nie komentuje, nie wierci się i nie zasypia, nikomu nie przeszkadza, a mimo to osoby stojące na scenie mogą bez problemu dostrzec na ich twarzach zainteresowanie. Osobiście uważam, że dla takich widzów powinny być specjalne zniżki na bilety.

 



3. Odbiorca radosny zewnętrznie. Jest bardzo podobny do odbiorcy radosnego wewnętrznie, jednak charakteryzuje się większym współczynnikiem wiercenia, a jego mimika jest znacznie bardziej intensywna. Gdy taki odbiorca znajduje się w pobliżu odbiorców radosnych grupowo, przekształca się w jednego z nich, za to w pobliżu innych typów odbiorców atakuje mimiką najbliższą osobę wyglądającą przyjaźnie, lub samych aktorów (mimikę widza radosnego zewnętrznie widać nawet z kilometra). Zazwyczaj nie przeszkadza innym, chociaż w przypadku bardzo złego przedstawienia grozi mu gwałtowna gestykulacja, która może zasłonić widok lub uszkodzić komuś twarz.

 



4. Odbiorca radosny w innych okolicznościach. Jak łatwo się domyślić, nie jest to radosny odbiorca. Łatwo go rozpoznać po minie, która sugeruje, że wolałby się znaleźć w innych okolicznościach. Taki widz zazwyczaj a) nie jest zadowolony ze sztuki, b) nie ma pojęcia co się dzieje, c) nie pamięta skąd się wziął w teatrze, d) liczy całki w pamięci, e) ułamał sobie zęba, żując ukradkiem gumę balonową, f) zauważył, że aktor przekręcił cytat Szekspira (niepotrzebne skreślić). Wbrew pozorom tacy widzowie są bardzo potrzebni, dzięki nim aktorzy nie popadają w samouwielbienie i starają się nie przekręcać cytatów Szekspira.

 

 

Istnieją także inne typy widzów, ale w tym odcinku ograniczono się do pokazania powyższych czterech, a nie będę przecież zmyślać. Jeśli pojawią się w innych odcinkach, to możecie liczyć na ciąg dalszy notki.

 

Live long and prosper.

środa, 19 lutego 2014

Dzień dobry. Ten wpis zawiera teorię spiskową opartą na logicznym rozumowaniu. Otóż odkryłam, że Cybermeni (czyli srebrne blaszaki z Doctora Who) są przodkami Borg (czyli kolektywu ludzi zasymilowanych z maszynami ze Star Treka).


Cybermeni.


A oto dowody:

1. Konwersja Cybermenów polegająca na połączeniu mózgu człowieka z cyber-technologią ewoluuje w kierunku całkowitej asymilacji istot żywych i maszyny. Początkowo wykorzystywano tylko mózg, który podłączano do blaszaka (Cybermeni), a skończy się na człowieku zespolonym z blachami i kabelkami na poziomie molekularnym (Borg). Początki takiego zespolenia można zauważyć na twarzy Doktora w "Nightmare in Silver" i wszystko wskazuje na to, że było ono korzystne dla Cybermenów, a więc kontynuowanie takich praktyk i postępy w tej dziedzinie to jedynie kwestia czasu.

2. Wszyscy Cybermeni zachowują się tak samo, mówią tak samo i wyglądają tak samo. Nie są zbyt inteligentni, dlatego zapewne musi minąć sporo czasu zanim zorientują się, że fizyczne połączenie sił i utworzenie jednego, wielkiego cyber-bytu nie tylko poprawi ich wspólną koordynację, ale także zwiększy siłę i możliwości. Borg to właśnie taka odmiana bystrych Cybermenów, która połapała się, że nad jednostkami trudniej zapanować, niż nad całością.

3. A co mają zrobić Cybermani po przekonwertowaniu na swoich wszystkiego, co żyje w okolicy, gdy nie chce im się wyruszać w poszukiwaniu nowych ofiar? Pozostaje przełączyć się na tryb lenistwa, albo spróbować przekonwertować coś innego. Najlepszym kandydatem jest technologia, która ułatwia życie wszystkiemu, co żyje. Cyberman połączony z komputerem, tosterem, fazerem i suszarką do włosów zyskuje przewagę nad samotnym Cybermanem niepołączonym z niczym. Gdyby tylko Cybermani zorientowali się jak korzystne jest takie eksperymentowanie, nie spoczęliby, dopóki nie udałoby się doprowadzić połączenia do perfekcji. Istnieje ktoś, komu się to udało, a nazywa się Borg.

4. Borg słynie z tego, że potrafi przystosować się do warunków w ciągu zaledwie kilku sekund, dlatego m.in. strzelanie do wielu cyborgów z jednej broni to kiepski pomysł (padnie kilku, a następni dostosują się i uodpornią). Ten aspekt żywota Cybermeni zaczęli już opracowywać, a dowód dostaliśmy w "Nightmare in Silver", gdy Clara zarządziła usmażenie Cyber-armii za pomocą prądu.

5. Biorąc pod uwagę powyższe czynniki, z czasem tempo konwertowania przez Cybermanów nowych form życia powinno nabrać takiego tempa, że mogą przestać nadążać z polerowaniem blachy na stylowe, srebrne wdzianka. Skutkiem ubocznym asymilacji technologii są z kolei różne elementy i kable sterczące w dziwnych miejscach, co znacznie utrudnia utrzymanie gładkiej powierzchni i schematycznego kształtu. Gdyby Cybermani z czasem zyskali trochę inteligencji, to bez problemu połapaliby się, że szkoda energii i środków na zabawę w Iron Mana. W efekcie zostawiliby kable i kawałki sprzętu sterczące ze zasymilowanych nieszczęśników, co dałoby podobny efekt, jak u Borg.

Jedyną przeszkodą jest dość zauważalna głupota Cybermenów, ale gdyby przypadkiem przekonwertowali kogoś mądrego, to sytuacja mogłaby się zmienić w mgnieniu oka.



Na koniec przeurocze zdjęcie kapitana Picarda pozującego z Borg.

Live long and prosper.

poniedziałek, 10 lutego 2014

Dzień dobry. Zawsze jest dobra pora, aby przypomnieć o kulturze, dlatego zwrócę dziś uwagę na ważny element ludzkiego zachowania wspomniany w Star Treku. Tak się składa, że siadanie w fotelu kapitana jest czynnością znacznie bardziej skomplikowaną, niż mogłoby się wydawać. Mistrzem kulturalnego siadania jest porucznik komandor Data - zawsze dba on o to, aby istoty przejawiające choćby odrobinę inteligencji nie zostały przypadkiem urażone. Instrukcję siadania w fotelu kapitana według Daty można streścić w trzech punkach:

1. Zainicjować proces siadania.
2. Jeśli ktoś zaczyna coś mówić, natychmiast zastygnąć w bezruchu i wysłuchać co ma do powiedzenia.
3. Gdy osoba mówiąca zamilknie, dokończyć proces siadania.

 

Data demonstrujący proces poprawnego siadania w fotelu kapitana.


Najlepiej zminimalizować w miarę możliwości czas siadania, ponieważ jeśli znajdująca się w pobliżu osoba zacznie mówić w niespodziewanym momencie, gdy siadanie będzie na etapie wiszenia w powietrzu pod kątem utrudniającym utrzymanie równowagi, to nagłe zastygnięcie w bezruchu może się zakończyć bolesnym upadkiem i wstydem na całą Federację.

Live long and prosper.

 

PS: siadanie w fotelach nienależących do kapitana nie wymaga przestrzegania zasad Daty, ale może się przyczynić do budowania pozytywnego wizerunku i przyspieszenia awansu na kapitana.

środa, 29 stycznia 2014

Dzień dobry. Ze względu na smutny fakt oficjalnego rozpoczęcia sesji postanowiłam opisać kilka metod na nakłonienie mózgu do nauki. Metody te przy okazji zachęcają też do zatracenia własnej tożsamości i rozwijania i tak już bujnej wyobraźni, ale nic tak nie motywuje jak łączenie zabawy z obowiązkami, dlatego mimo wszystko zachęcam do udawania, że wcale nie zaszkodzi wam to na mózg. W razie potrzeby egzaminy pojawiające się w tekście można zamienić na prace, zadania domowe, sprawdziany, referaty albo inne ważne, ale obowiązkowe wyzwania dla umysłu.

1. Gallifrey znowu gdzieś się chowa, a podczas regeneracji przez dziurę do naszego świata wpadła rozpaczliwa wiadomość od Romany - okazuje się, że K-9 został skazany na śmierć za przypadkowe podłączenie się do Daleka i tymczasowe zasymilowanie jego interfejsów, co zakończyło się zwarciem w obwodach i powtarzaniem przez jakiś czas słowa EXTERMINATE. Władcy Czasu wielce się przerazili i postanowili na wszelki wypadek stracić biedaka o świcie. Osoba ucząca może zapobiec tragedii, jednak musi nauczyć się czegoś straszliwie nudnego, bo tylko dzięki temu uda się ponownie odnaleźć Gallifrey. Wiedza jest kluczem, a egzamin ostatnią szansą dla K-9. Na co czekasz, osobo? For Gallifrey! For victory! For K-9! For the end of time itself! Allons-y!

 

12 Doktor szukający Gallifrey.


2. Osobo ucząca się... smutno ci, bo musisz się uczyć? Nie martw się! Właśnie zostałaś przyjęta na stanowisko oficera naukowego USS Enterprise! Lecisz w nieznane pięknym statkiem gwiezdnym, w każdej chwili możesz zamówić pyszną earl grey z replikatora żywności, a szef ochrony uczy cię słówek klingońskich, o których nie mają pojęcia nawet profesjonalne słowniki. Znajdujecie się właśnie blisko granicy strefy neutralnej, gdy nagle coś zaczyna strzelać w kieunku statku. Czy to Romulanie? Nie... Romulanie nie mogą strzelać z włączonym systemem maskującym (a może jednak?). Czy to jakaś biologiczna forma życia wyżerająca dziurę w kadłubie? (chyba coś tu żyło miliony lat temu...). A może po prostu szczwany Borg hakuje komputer pokładowy? Czas na odkrycie problemu - do egzaminu. Jeśli materiał nie zostanie opanowany, problem nie zostanie odkryty i USS Enterprise zakończy swoją wieloletnią wędrówkę poprzez nieznane światy - wszystko w twoich rękach, osobo ucząca się.

 



3. Znowu egzaminy! - powiedziała radośnie Hermiona, po czym zakopała się w książkach i notatkach. Wprawdzie zgubiła zmieniacz czasu, ale to nic, ponieważ z tak tęgim umysłem spokojnie wyrobi się nawet bez wspomagającego timey-wimey. Osobo ucząca się - tak, o tobie mowa. Wpradzie zmieniłaś fryzurę, ale nawet nie myśl, że mogłabym nie rozpoznać Hermiony. Przepraszam za oderwanie cię do nauki - wracaj do niej szybko, bo Hogwart musi być z kogoś dumny.

 



4. No ładnie, znowu Moriarty włamał się do twojego telewizora i śmieje ci się w twarz, Sherlocku. Myślisz, że tym razem cię przechytrzy? On też tak myśli. Ilość wiedzy do przyswojenia jest ogromna - Napoleon Zbrodni wie, że nikt nie zdąży nauczyć się wszystkiego na czas. Dlatego porwał twoją babcię/siostrę/brata/męża/żonę/Watsona/chomika/psa/ukochanego laptopa, ukrył w nieznanym nikomu miejscu i ogłosił radośnie, że jeśli egzamin nie zostanie napisany na 5, babcia/siostra/mąż/żona/Watson/chomik/pies/ukochany laptop wyleci w powietrze wraz z pałacem Westiminsterskim i wydziałem Lestrade'a. Zegar tyka. The game is on!

 



5. O, trup. Jakże interesujący ten... trup. Tego jeszcze nie było. Wszystkie fakty są już znane dzięki szybkiej i dokładnej pracy techników i agentów FBI, do ciebie należy zrozumienie motywów i metod działania osoby, która przyczyniła się do powstania trupa. Jeśli zrozumiesz, znajdziesz mordercę. Być może morderca siedzi tuż obok i częstuje cię nerkami ofiary - tak to już bywa z trudnymi sprawami, ale nie zniechęcaj się. Załóż wianek na głowę i próbuj zrozumieć, choćby miało cię to kosztować nieprzespaną noc - a gdy już zrozumiesz, opisz wszystko na egzaminie, powiedz głośno "this is my design" i wróć do gromadki psów, która czeka na ciebie w domu.

 



6. Ojej, Pippin rozpalił ognisko ze starych map Śródziemia narysowanych przez Bilba, a nie ma w pobliżu żadnych innych. Nazgule utknęły na herbatce w Bree i w każdej chwili mogą wyruszyć tropem osoby uczącej się, dlatego osoba musi zrobić wszystko, aby nie iść na zachód, w stronę Bree. Na wschodzie jest z kolei Mroczna Puszcza - nie wolno do niej iść, bo celem podróży nie jest herbatka u Thranduila, tylko Mordor, poza tym w Mirkwood są straszne pająki i lepiej ich unikać. Trzeba gdzieś skręcić. Ale gdzie? W rozwikłaniu zagadki pomoże wiedza do egzaminu - jeśli nie zostanie opanowana na czas, Nazgule skończą pić herbatkę i przyjdą zjeść całą drużynę pierścienia.

 



7. Metatron znowu coś knuje... kto uratuje przed nim świat? Pomyślmy: Sam jest zajęty byciem biednym łosiem, Dean jest zajęty pomaganiem Samowi w walce z byciem biednym łosiem oraz spoufala się z królem piekła, więc zaraz będzie miał dużo szkód do naprawiania... Castielowi kiepsko idzie ratowanie świata przed Metatronem (zresztą ostatnio nie radzi sobie nawet z jedzeniem kanapek), Crowley ma problem z Abaddonem, a inni łowcy to mięczaki. Osobo ucząca się, jesteś ostatnią nadzieją. Niedawno widziano Metatrona na wykładzie, więc klucz do odkrycia jego szczwanego planu musi znajdować się gdzieś w notatkach.

 

Pamiętaj kto jest twoim prawdziwym wrogiem.


8. Ależ nudno w tym Asgardzie, prawda? Wszyscy ćwiczą techniki walki, popijają zacne trunki i szkolą się w sztuce dobierania sukienek do fryzury... ale istnieje ktoś, komu nie wstarczają zwyczajne, codzienne wyzwania. Ten ktoś nazywa się Loki i zaraz zrobi coś sprzecznego z nudną, boską egzystancją - pouczy się na egzamin. No, bo pomyślcie - skąd Loki zna tyle sztuczek i tajnych przejść? Kiedy opanował iluzję i nauczył się manipulować wszystkim, co żyje? Odpowiedź tkwi przede wszystkim w podstępnym działaniu na przekór prawym i leniwym obywatelom Asgardu - gdy wszyscy leżą brzuchami do góry i wcinają winogrona, Loki śleczy nad grubymi księgami lub marznie, szukając tajnych korytarzy w Jotunheimie. Osobo ucząca się - właśnie wyszłaś z lochu za zepsucie Nowego Jorku, pora przetestować jak umysł zniósł całą tą nudę i spróbować się czegoś nauczyć.

 


9. Myślisz, że przechytrzysz trolla, ucząca się osobo? (Troll - inteligentny osobnik piszący scenariusze, których nie spodziewa się żaden człowiek, największymi trollami BBC są Steven Moffat i Mark Gatiss - przyp. ja) To nie takie proste. Aby nauczyć się sposobów rozumowania trolli i przewidywania ich następnych ruchów, należy najpierw nauczyć się radzić sobie z klasycznymi wyzwaniami, do jakich należą m.in. egzaminy. Sesję można więc potraktować jako trening mózgu przed właściwym wysiłkiem, jakim jest rozpisywanie na tumblrze teorii na temat finału trzeciej serii Sherlocka (oczywiście ta z Hulkiem jest prawdziwa).

 

Tennant nie przechytrzył trolla.


10. Jeśli żadna z opisanych tu metod nie pomoże, to pozostaje usiąść w kąciku i zapłakać.

Live long and prosper.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 13