Blog bardziej brytyjski niż sama królowa.


CIEKAWE BLOGI:




Warning!
Blog zawiera głupi humor i długie
zdania. Praktykuje kult absurdu
i pewnych seriali.









Kontakt: ukulore@wp.pl

Kategoria kreatywna

czwartek, 17 lipca 2014

Dzień dobry. Weszłam w posiadanie tajnej informacji i jak zwykle spieszę, aby się nią podzielić (tylko cśśś, to tajne. Nie chcemy przecież, żeby wszyscy się dowiedzieli). Aby nie marnować czasu na zbędne wstępy takie jak to zdanie, od razu przejdę do rzeczy. Informację, którą za chwilę zdradzę uświadomiłam sobie pod prysznicem, ale miałam wam tego nie mówić, więc przejdę w końcu do tej rzeczy. Pierwotnie tytuł Genezy Planety Małp miał brzmieć Hail Hydra, a film miał być manifestem Hydry, która zapragnęła ogłosić światu, że nim rządzi (o Hydrze szczegółowo pisałam tutaj). Potęgę Hydry miały uosabiać inteligentne małpy, które w wyniku kłopotów z ludźmi nie mającymi ochoty ich zaakceptować zaszyły się w cieniu. W ostatniej chwili zmieniono jednak tytuł i ukryto wszelkie jawne nawiązania do Hydry. Okazało się bowiem, że znaleziono największego wroga organizacji - Kapitana Amerykę, i przywódcy uznali, że nie są jeszcze gotowi na konfrontację ze szczwanym superżołnierzem ubranym we flagę. Osobiście pochwalam tę decyzję, ponieważ dzięki niej Hydra miała czas na obmyślenie kolejnego planu, tym razem z udziałem Zimowej Pandy.

 


A teraz poszlaki, które doprowadziły mnie do tajnych informacji. Sprawa została zatuszowana niemal perfekcyjnie, pozostały jedynie dwie wskazówki. Po pierwsze, daty. Światowa premiera Kapitana Ameryki wyprzedza Genezę Planety Małp o dwa tygodnie (Kapitan - 19 lipca 2011, Małpy - 3 sierpnia 2011). Osobnik odpowiedzialny za dystrybucję filmów w Polsce znał plan Hydry, lecz prawdopodobnie bał się ujawnić go wprost, zrobił to więc potajemnie, synchronizując daty polskich premier filmów. Zarówno Kapitan, jak i Planeta Małp ukazały się w polskich kinach 5 sierpnia. Drugą wskazówką jest scena z Planety Małp bardzo podobna do tej, którą wykorzystano w oficjalnym manifeście (Zimowa Panda, przyp. ja). Scena została tak dobrze zatuszowana, że domyślono się jej prawdziwego znaczenia dopiero po ujawnieniu analogicznej sceny z Zimowej Pandy. Oto ona:




Jak widać, Hydra jest niezwykle szczwana. Hail Hydra!

 

Live long and prosper.

sobota, 05 lipca 2014

Dzień dobry. Ostatnio cierpię na straszliwy brak czasu, dlatego blog również cierpi. Brak czasu nie przekłada się jednak na brak pomysłów. Jako fanka Wielkich Trolli BBC (czyli Stevena Moffata i Marka Gatissa) mam naturalną słabość do trollowania w sposób radosny wszystkiego, co żyje. Jest to trollowanie bardzo specyficzne, polegające na tym, że osoby znające i lubiące źródła nawiązań mogą się przez nie ucieszyć, a osoby nie znające źródeł zazwyczaj nie zwracają uwagi. Postanowiłam, że przedstawię tu co jakiś czas pomysł na mały i nieszkodliwy trolling, który nie kosztuje wiele wysiłku, a może sprawić nieco radości - być może ktoś zrobi z niego użytek i wzbogaci życie jakiejś istoty ludzkiej o nadprogramowy uśmiech.

Pomysł numer 1 - transformerowe trololo:
1. Znajdź znajomego z samochodem.
2. Dyskretnie dowiedz się, czy znajomy kojarzy/zna/lubi Transformers.
3. Jeśli już znajdziesz znajomego z samochodem, który zna Transformersów, poszukaj karteczki samoprzylepnej.
4. I narysuj na niej logo Autobotów (tylko nie pomyl z logiem Decepticonów, bo wtedy właściciel samochodu może zginąć).
5. Przy pierwszej okazji przyklej na kierownicę logo Autobotów.
6. Schowaj się za najbliższym krzakiem i obserwuj reakcję właściciela samochodu na widok karteczki.
7. Możesz się diabolicznie śmiać (byle cicho!).
8. Milcz i za żadne skarby świata nie przyznawaj się, że to twoja sprawka.

Metoda sprawdzona, oto Autobot mojego taty.

 

Live long and prosper.

piątek, 09 maja 2014

Dzień dobry. Jean-Luc Picard jest mutantem, pochodzi z planety Vulcan i prowadzi podwójne życie, a Deanna Troi jest hologramem mającym zatuszować jego sekret. Oczywiście to bardzo tajny wpis, nie wolno go czytać.

Zdradzonej wyżej tajemnicy nie widać wprawdzie po uszach (co byłoby logiczne), ale widać w trailerze X-Men: Days of Future Past, a konkretnie w pewnej bardzo krótkiej scenie. Przedstawia ona piękne, klasyczne, wolkańskie mind meld w wykonaniu bohatera, który w przyszłości jest kapitanem statku Federacji USS Enterprise. Według chronologii i praw rządzących uniwersum X-Men młody Xavier (bo o nim mowa) to ta sama osoba co starszy Xavier z twarzą Picarda, dlatego wszelkie czyny popełnione przez któregokolwiek z nich należy powiązać także z drugim. Czyli Xavier z twarzą Picarda także potrafi robić mind meld, skoro potrafi to młodszy.

 

Xavier starszy i Xavier młodszy. Czyli Picard i Picard.

 

Oficjalnie Xavier i Picard nie mają ze sobą nic wspólnego, chociaż na pierwszy rzut oka widać, że to ta sama osoba. Gdyby Xavier wykrzyknął nagle i niespodziewanie "Mr Worf, hail Hydra", to pewnie nikt by się za bardzo nie zdziwił, tak samo zresztą jak na widok Picarda szukającego Cerebro w Akademii Gwiezdnej Floty.

Odkrycie to oznacza, że:
a) Picard jest telepatą (może dlatego niełatwo dorównać mu w byciu idealnym kapitanem).
b) Deanna Troi (doradca, empatka, prawa ręka kapitana czytająca ludziom w głowach) to hologram mający zatuszować zdolności Picarda.
c) Jean-Luc zna wolkańską sztukę zlania jaźni (mind meld).
d) Skoro zna wolkańską sztukę zlania jaźni, to znaczy, że pochodzi z planety Vulcan lub ma przodków w jej pobliżu. Możliwe też, że po prostu odbył tam szkolenie z zakresu telepatii i wymazał je z pamięci scenarzystów Star Treka (w końcu potrafi modyfikować wspomnienia).
e) Sentinele z Days of Future Past na pewno nie przyszły na Ziemię za Xavierem po tym, jak wkurzył Borg w trzecim sezonie TNG. Ależ skąd.

 

Scena, która zdradziła Xaviera (z pierwszego trailera X-Men: DOFP).

 

Pamiętajcie, że to sekret. Lepiej nie prowokować snajperów Marvela do snajperzenia w waszych ogródkach.

Live long and prosper.

niedziela, 23 marca 2014

Dzień dobry. Zjawiam się na tym śpiącym blogu na chwilę i niespodziewanie, aby coś oświadczyć. Odkryłam prawdziwą tożsamość Kapitana Ameryki, i wcale nie jest to Steve Rogers - okazuje się bowiem, że Rogers jest tylko kolejnym przebraniem. Zanim to przeczytacie, musicie jednak obiecać, że nikomu o tym nie powiecie - nie chcielibyśmy przecież ujawnić światu pilnie strzeżonego od lat sekretu. Kapitana zdradziła pewna kwestia z komiksu Winter Soldier: Winter Kills, którą wypowiedział lekkomyślnie podczas bożonarodzeniowej zabawy. Wygląda ona tak:

 


Równie wielką wpadką dla zamaskowanego superbohatera mógłby być chyba tylko Bruce Wayne odbierający przesyłkę na poczcie w kostiumie Batmana. Wiadomo przecież, że istnieje na tym świecie tylko jeden osobnik lubujący się w radosnym biciu hitlerowców. Osobnik podróżuje w czasie, dzięki czemu mógł być widziany zarówno w czasie wojny, jak i współcześnie, co jest zgodne z historią Kapitana, który żył w  dwóch wiekach (aby wyjaśnić to zjawisko bez angażowania kosmitów i latających budek policyjnych, komiksiarze wykorzystali odrobinę zmodyfikowaną bajkę o Śpiącej Królewnie). Osobnik nazywa się Rory Williams, znany także jako Rory Pond, Roranicus Pondicus, Ostatni Centurion i The Nose.



Drugim potwierdzeniem tożsamości Rogersa jest okładka Kapitana Ameryki z 1941 roku, na której bije on biednego Hitlera, prawdopodobnie z zamiarem zamknięcia go później w komórce. Po zapoznaniu się z nagraniami archiwalnymi z tamtego okresu (DW: Let's Kill Hitler) nie ulega wątpliwości, że Steve jest tylko Rorym, a największy bohater Ameryki to tak naprawdę Brytyjczyk udający Rzymianina.

 


Pamiętajcie, twarze na kłódkę i ani słowa. To sekret.

Live long and prosper.

poniedziałek, 03 marca 2014

Dzień dobry. Przybywam w to poniedziałkowe popołudnie, w które nikomu nie chce się nigdzie przybywać (powinien być międzynarodowy zakaz podejmowania wszelkich wysiłków w poniedziałki, aby ludzie z czystym sumieniem mogli dokończyć oglądanie seriali rozpoczętych w niedzielę), żeby przedstawić kilka sposobów zachowywania się w miejscu, do którego warto czasami przybyć. Miejsce nazywa się teatr, a sposoby zostały zaobserwowane podczas przedstawienia na Enterprise (Star Trek: The Next Generation, 4x19). Na podstawie analizy zdjęć można wyróżnić następujące typy widzów:

1. Widzowie radośni grupowo, zazwyczaj spotykani w liczbie mnogiej. Dostosowują mimikę i sposób siedzenia do sytuacji na scenie, dzielą się z sąsiadami opiniami, uwagami, tajemniczymi uśmieszkami i znaczącymi spojrzeniami. Są to odbiorcy aktywni, dlatego jeśli chowają w sobie dżentelmenów, to zajmują miejsca w ostatnich rzędach (dzięki temu nikt nie próbuje ich zamordować za przeszkadzanie). Niektórzy mogą odnieść wrażenie, że sztuka ich nudzi, tymczasem jest dokładnie na odwrót - odbiorca radosny śledzi pilnie wydarzenia na scenie, aby móc dostosować do nich swoje reakcje. Jeśli odbiorca radosny grupowo zaczyna konsumować grupowo chipsy serowe w szeleszczącym opakowaniu, inni widzowie zazwyczaj przestają być radośni.

 


2. Odbiorca radosny wewnętrznie. Uważnie ogląda sztukę i delikatnie dostosowuje mimikę do sytuacji na scenie.  W przeciwieństwie do odbiorcy radosnego grupowo, nie zawraca głowy osobom siedzącym w pobliżu, a jego uśmiechy są naturalnym objawem zadowolenia ze sztuki (brak uśmiechu jest za to złym omenem dla aktorów). Jest to ulubiony typ widza na całym świecie - nie komentuje, nie wierci się i nie zasypia, nikomu nie przeszkadza, a mimo to osoby stojące na scenie mogą bez problemu dostrzec na ich twarzach zainteresowanie. Osobiście uważam, że dla takich widzów powinny być specjalne zniżki na bilety.

 



3. Odbiorca radosny zewnętrznie. Jest bardzo podobny do odbiorcy radosnego wewnętrznie, jednak charakteryzuje się większym współczynnikiem wiercenia, a jego mimika jest znacznie bardziej intensywna. Gdy taki odbiorca znajduje się w pobliżu odbiorców radosnych grupowo, przekształca się w jednego z nich, za to w pobliżu innych typów odbiorców atakuje mimiką najbliższą osobę wyglądającą przyjaźnie, lub samych aktorów (mimikę widza radosnego zewnętrznie widać nawet z kilometra). Zazwyczaj nie przeszkadza innym, chociaż w przypadku bardzo złego przedstawienia grozi mu gwałtowna gestykulacja, która może zasłonić widok lub uszkodzić komuś twarz.

 



4. Odbiorca radosny w innych okolicznościach. Jak łatwo się domyślić, nie jest to radosny odbiorca. Łatwo go rozpoznać po minie, która sugeruje, że wolałby się znaleźć w innych okolicznościach. Taki widz zazwyczaj a) nie jest zadowolony ze sztuki, b) nie ma pojęcia co się dzieje, c) nie pamięta skąd się wziął w teatrze, d) liczy całki w pamięci, e) ułamał sobie zęba, żując ukradkiem gumę balonową, f) zauważył, że aktor przekręcił cytat Szekspira (niepotrzebne skreślić). Wbrew pozorom tacy widzowie są bardzo potrzebni, dzięki nim aktorzy nie popadają w samouwielbienie i starają się nie przekręcać cytatów Szekspira.

 

 

Istnieją także inne typy widzów, ale w tym odcinku ograniczono się do pokazania powyższych czterech, a nie będę przecież zmyślać. Jeśli pojawią się w innych odcinkach, to możecie liczyć na ciąg dalszy notki.

 

Live long and prosper.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 14