Blog bardziej brytyjski niż sama królowa.







niedziela, 14 września 2014

Dzień dobry. Widziałam rzeczy, którym wy ludzie nie dalibyście wiary. Większość z tych rzeczy znalazłam na poczcie w ciągu ostatniego tygodnia. Na szczęście żadna z nich nie przepadnie w czasie jak łzy w deszczu* (chyba że padną serwery bloxa), ponieważ im nie pozwolę. Chodzi o rysunki przedstawiające TARDIS na koniu, które wysłali do mnie czytelnicy bloga i Gallifrey.pl w odpowiedzi na absurdalne wyzwanie rysunkowe, które zorganizowałam z niemałą pomocą Batmana. Powstała galeria jest drugim po galerii Clary dowodem na to, że Doctor Who ma najwspanialszych fanów na świecie. TARDIS z rysunków znajduje się na grzbiecie konia, co jest dość niebezpieczne dla Budki, dlatego na początek posłuchajmy Cloister Bell.

 

Jeśli koniecznie musicie wiedzieć co to za dźwięk, to kiedyś to wyjaśniłam.


A  teraz niespodzianka - Mnustwo Orkuw przygotowało bardzo tematyczną nagrodę dla najlepszej pracy - broszkę z TARDIS na koniu! Ponieważ wszystkie są piękne i nie potrafię wybrać zwycięzcy, postanowiłam zrobić głosowanie. Każdy, kto chce się przyczynić do wręczenia broszki autorowi najładniejszego rysunku proszony jest o podanie w komentarzu numeru pracy, która najbardziej mu się podoba (numery z facebooka też się liczą). Rysunki są ułożone w kolejności przypadkowej - chyba częściowo alfabetycznej i chronologicznej, ale głównie losowej.

 

Nagroda od Mnustwo Orkuw

 

 A oto galeria:

 

1. Diana Woch

 

2. Al

 

3. Ala Granieczny

 

4. Asia Żak

 

5. Batman

 

6, 7, 8. Marcin Cichoń

 

 

9. Ginny i Pan Tygrysek

 

10. Maja Lulek

 

11. Płaszczymonka

 

12.Ponder


 

13. Qlka

 

14. Zosia11

 

15. Tauremornalome

 

16. silver-key

 

17. Kasia Z.

 

18. Jarosław Yeti Pałys

 

19, 20, 21. Rykoszetka


 

Wyniki głosowania ogłoszę w środę.

Live long and prosper.

 

*wszelkie podobieństwa do Blade Runnera zamierzone.

poniedziałek, 08 września 2014

Dzień dobry. Zaraz udowodnię, że postać 12 Doktora jest beznadziejnie napisana, ale to nic, ponieważ Peter Capaldi i tak nie nadaje się na Doktora. Na razie wyemitowano tyko trzy odcinki, więc ograniczę argumentację do tych trzech. Oczywiście ze spojlerami.


Zły Doktor.


1. Jest za stary.
Ale przecież Doktor jest stary. Peter Capaldi jest o ponad 1000 lat młodszy od Doktora. Właściwie to jest za młody. Pogubiłam się, ten argument chyba nie ma sensu.


2. Jest za brzydki.
Zacznijmy od tego, że Capaldi nie jest brzydki. Wygląda wprawdzie jak sowa z Marsa z niepodległymi brwiami, ale "dziwne" nie jest synonimem słowa "brzydkie". Capaldi nie wpisuje się w klasyczne kanony piękna, ale przecież gra kosmitę, więc mu wolno. Tak naprawdę specyficzny wygląd jest wręcz wskazany, bo ekscentryczny Władca Czasu podróżujący przez czas i przestrzeń budką policyjną, wyglądający jak gość z plakatów Zmierzchu przestałby być ekscentryczny i nikt nie uwierzyłby mu, że jest Władcą Czasu.


3. Nie jest zabawny.
Dokładnie, Doktor-Capaldi nie jest zabawny. I nienawidzi śmiechu. Och, jakże nienawidzi śmiechu! Krzyczy na śmiejących się ludzi, kpi z nich, nie jest w stanie wytrzymać z nimi w jednej celi... tak nie może być, bo Doktor zawsze był zabawny. To nic, że jego narzekanie jest fantastycznie zagrane, a naburmuszone miny podbijają serca i avatary fanów. To, że kilka razy cofałam kłótnię w lochu ze śmiejącym się Robin Hoodem też nic nie znaczy. Eee... a może znaczy. No dobrze, przyznaję, że anty-zabawny Doktor to ciekawe zjawisko, ale wcale nie cofałam tej sceny tak wiele razy, jak mogłoby się wydawać (no dobrze, cofałam). Kurcze, znowu nie wyszedł mi argument.


4. Jest Szkotem.
Czy to nie cudowne? Ten piękny, szorstki akcent, ta bojowa natura, swoboda narzekania, czepianie się Anglików, przypadkowe lądowania w Glasgow... zaraz zaraz, to zmierza w złym kierunku. Ekhem ekhem. Doktor nie może być Szkotem, ponieważ to angielski serial. To nic, że Doktor-Szkot jest genialny. Nie może i kropka.


5. Jest obojętny.
Doktor przeżył więcej, niż jakikolwiek człowiek, poznał więcej, niż możemy sobie wyobrazić. Dla podróżnika w czasie wszystkie istoty umierają zanim zdąży pstryknąć palcami - są wiecznymi duchami. Czy to wystarczający powód, aby zezwolić mu na bycie obojętnym wobec ludzi? Logika podpowiada, że tak. Poprzednie dwa wcielenia Doktorów, że nie. Doktor-Capaldi nie traktuje obcych tak uprzejmie jak jego poprzednicy, jest bardziej chłodny i zdystansowany. I dobrze, ma prawo do odrobiny obojętności. Poza tym jest Szkotem. Ojej, chyba znowu nie wyszło...


6. Nienawidzi Daleków.
Wstydziłby się, taka piękna rasa... 12 Doktor nienawidzi ich tak bardzo, że Dalekowie zachwyceni ogromem nienawiści z dumą nazywają go jednym z nich. To jeszcze nic... poprzednie wcielenia Doktorów także nienawidziły Daleków! To dziedziczne! To... to... to argument, który wcale nie pomaga wytłumaczyć dlaczego Capaldi jest kiepskim Doktorem. Poza tym wiecie, że Peter jest fanem Doctora Who? I że przyszedł na plan drugiego odcinka wcześniej, żeby popatrzeć jak montują Daleków? A na planie robił im fotki i cieszył się, gdy wybuchali... to naprawdę miłe - wiedzieć, że odtwórca głównej roli jest fanem. Fanowstwo też jest chyba dziedziczne wśród Doktorów, bo zdarzało się wcześniej (najbardziej znanym przypadkiem jest David Tennant).


7. Kreda nie czyni geniusza.
Jeśli ktoś uważa, że gdy da Capaldiemu kredę i pozwoli mu zaprzyjaźnić się z tablicą pełną obliczeń zapisanych częściowo gallifreyańskim systemem kołowym, to otrzyma obraz geniusza, który nie nadąża za własnym mózgiem, to... to... to chyba ma rację. Peter Capaldi naprawdę wygląda, jakby nie nadążał za własnym mózgiem. Podstawowa różnica między nim, a pozostałymi Doktorami polega na tym, że inni dostawali ataków słowotoku i dzielili się swoimi przemyśleniami z ludźmi, a 12 najwyraźniej stracił wiarę w ludzi, którzy potrafią go zrozumieć i dzieli się z tablicą.


8. Jest szczery.
Doktor nigdy nie przyznałby się, że nie potrafi pilotować TARDIS. On się przyznał. Z drugiej strony... był w szoku poregeneracyjnym, miał nawet problem z odróżnieniem Clary od wielkiego Ziemniaka (wybacz Strax). Pytanie osoby, której nie może odróżnić od Ziemniaka jak się lata statkiem, którym lata całe życie nie było jego największą wpadką w pierwszych chwilach życia.


9. Łyżeczka nie czyni mistrza szermierki.
Jeśli ktoś uważa, że gdy da Capaldiemu łyżeczkę i pozwoli mu pojedynkować się z Robin Hoodem uzbrojonym w szpadę, to komuś opadnie szczęka z wrażenia, to... ale zaraz, przecież opadła. 12 Doktor walczący łyżeczką z Robin Hoodem to jedna z najlepszych scen tego sezonu. Peter Capaldi nie potrzebuje nawet odpowiednich rekwizytów, żeby jego sceny wypadły wiarygodnie. On chyba naprawdę jest Władcą Czasu. Ojej, zepsułam kolejny argument.


10. ......

Poddaję się, to zestawienie jest do niczego, w życiu nie uda mi się udowodnić, że 12 Doktor jest beznadziejny. I nawet strój ma taki ładny...

 

Jednak dobry Doktor.



Podsumowując - wygląda na to, że obaliłam wszystkie moje dowody. Z żalem stwierdzam, że Peter Capaldi nie zasłużył na miano kiepskiego Doktora. Mianuję go więc bohaterem miesiąca (nr. 19) i polecam zainteresowanie się inicjatywą koronowania go na Króla Polski.

Live long and prosper.

 

PS: przypominam, że zostało 6 dni na narysowanie TARDIS na koniu.

niedziela, 07 września 2014

Dzień dobry. Dziś bawię się w refleksyjny serwis informacyjny. Wpis zawiera drobny spojler z ostatniego odcinka Doctora Who (8x03, ostatnie ostrzeżenie), ponieważ serwis informacyjny nie może obiektywnie przemilczeć sceny, którą opisuje.

Istnieje duże prawdopodobieństwo (duże, wielkie, ogromne), że w "Robocie z Sherwood" nastąpił TEN MOMENT Petera Capaldiego jako Doktora. Krótkie wyjaśnienie dla tych, którzy nie wiedzą o co chodzi - TEN MOMENT to kluczowa scena dla każdego nowego Doktora. Chwila, w której fani zapominają, że jeszcze przed chwilą nie wiedzieli czy akceptują nową postać i lubią, czy wolą obrazić się na serial i skupić się na tęsknocie za poprzednim Doktorem. Wybór TEGO MOMENTU często jest subiektywny - różni ludzie podejmują decyzje na temat Doktorów podczas oglądania różnych scen, a najważniejsze z nich można wyróżnić na podstawie ilości gifów krążących po Internecie i towarzyszących im serduszek w opisach. W pierwszym odcinku wielu pospadało z krzeseł podczas pierwszej sceny 12 Doktora, gdy wychylił on głowę z TARDIS i zrobił niespodziewane "shush", po czym trzasnął drzwiami. Scena była dość zaskakująca i pomimo srogiej miny miała w sobie znacznie więcej uroku, niż pierwsze wychylenie głowy z Budki w wykonaniu kilku poprzednich Doktorów. Był to jednak zaledwie ułamek sekundy, a o Doktorze nie wiedzieliśmy jeszcze praktycznie nic (z wyjątkiem jego opinii na temat koloru nerek i tego, że w końcu się przyznał, że nie potrafi pilotować TARDIS), a więc było zdecydowanie za wcześnie aby podejmować ważne decyzje.

 



Drugi odcinek ukradli Dalekowie (a zwłaszcza jeden), więc wszelkie momenty Doktora zostały nieco przyćmione zachwytami nad jego wrogami.

 


Trzeci odcinek nie zawiera Daleków, więc nic (może z wyjątkiem ładnej sukienki Clary. Dlaczego Clara zawsze ma ładne sukienki?) nie rozprasza widzów próbujących wyrobić sobie opinię na temat Doktora Capaldiego. A co zrobił Doktor Capaldi? Dokładnie to, co należało. Przy pierwszej okazji wyjął z kieszeni łyżeczkę i po raz kolejny w ciągu ułamka sekundy wszystkich zaskoczył. Tym razem zrobił to tak przekonująco, że po upewnieniu się, że on naprawdę to powiedział można z czystym sumieniem podjąć decyzję. Shush nie było przypadkiem. Łyżeczka także nie była przypadkiem. Ci, którzy drugi raz zapomnieli z wrażenia jak się nazywają wiedzą już, że Peter Capaldi zasłużył na imię Doktora - posiada bowiem cechę, bez której żaden Doktor nie może być Doktorem - niekonwencjonalną zawartość głowy, która potrafi zaskoczyć nawet gdy wydaje nam się, że dobrze ją znamy (wersja dla nowych Doktorów: po tym, co wyprawiali Tom Baker i Matt Smith nic mnie już nie zdziwi).



TEN MOMENT.

PS: między pierwszym screenem a drugim miało miejsce jeszcze jedno zaskakujące wydarzenie.

 

PS2: Mistrz painta narysował już alternatywną wersję tej sceny. Jest piękna. (LINK).

PS3: To nie był żart, Doktor naprawdę pojedynkował się za pomocą łyżeczki. I to także było piękne.

PS4: Przypominam, że został równy tydzień na narysowanie TARDIS na koniu.

sobota, 06 września 2014

Dzień dobry. Dawno nie urządzałam na blogu żadnej zabawy, a to niedobrze, ponieważ ludzie muszą się bawić, żeby nie umrzeć z nudów. Dlatego właśnie powstało wyzwanie rysunkowe. Wszystko co musicie zrobić, aby wziąć w nim udział to narysować TARDIS na koniu dowolną techniką (paint, ołówki, długopis, farby, wycinanki, kolaże itp - wszystkie chwyty dozwolone), a gotowy rysunek przesłać na maila (ukulore@wp.pl), facebooka (najlepiej pw) lub zostawić w komentarzu. Właściwie możecie zostawiać dzieła gdziekolwiek, i tak je znajdę. Nie zaszkodzi też podpisać się w sposób, w jaki chcecie zostać podpisani na blogu (dopytywanie o podpis to najbardziej stresujący element organizacyjny).

Pomysł narodził się przypadkiem, gdy pewien Batman zamiast "TARDIS in the house" (radosny okrzyk TARDIS) przeczytał "TARDIS on the horse" i zgodnie uznałyśmy, że wizja jest zbyt piękna aby pozwolić jej umrzeć.

Na zachętę pierwsze prace.

Autorstwa Batmana:


I moja:




Wszystkie prace zaprezentuję w niedzielę 14 września (za tydzień). Rysujcie śmiało, jak widać na załączonych przykładach nawet półminutowe bazgroły znajdą przytulny dom na Baker Street. Przede wszystkim niech żyje zabawa!

Live long and prosper.

sobota, 30 sierpnia 2014

Dzień dobry. Czy macie ochotę spaść z krzesła?

-A dlaczego mielibyśmy chcieć spaść z krzesła? - zapytali czytelnicy.

Otóż przyczyn jest bardzo wiele. Potrzeba spadania z krzesła jest głęboko zakorzeniona w każdym człowieku - tak głęboko, że niektórzy nawet o niej nie wiedzą. Najczęściej spadanie następuje jeśli coś zrobi na kimś duże wrażenie. Pełni wtedy funkcję substytutywną, zastępując brak wrażeń w życiu codziennym, czyli innymi słowy jeśli ktoś ma nudny dzień, a pod ręką czynnik mogący spowodować upadek z krzesła (np. najnowszy odcinek Doctora Who), to znaczy, że dzień wcale nie jest nudny. Upadki z krzesła są także częstą reakcją na rzeczy wspaniałe (funkcja estetyczna) - takie rodzaje upadków są pożądane i uwielbiane przez większość człowieków, ponieważ mają ścisły związek z zachwytem. Innym, lecz także często spotykanym rodzajem upadku z krzesła jest reakcja na gwałtowny bodziec strachogenny. Jeśli podczas oglądania pewnego serialu BBC Sherlock nagle zeskakuje z dachu, to naturalną reakcją jest znalezienie się na podłodze obok krzesła i szybkie cofanie przegapionej sceny. Przejdę więc do rzeczy - jeśli macie ochotę spaść z krzesła, to Polly Jean Harvey chętnie w tym pomoże. Wystarczy obejrzeć poniższe video (co najmniej do 1 min. 55 s). Przyczynę upadku możecie wybrać sami.


 

Live long and prosper.



PS: jeśli nie zadziałało, to don't worry, za dwie godziny Doctor Who i wszyscy będziemy oglądać z poziomu podłogi, bo w zapowiedzi są Dalekowie.

PS2: mądrość tego wpisu podkreślona w tytule jest chwytem marketingowym mającym nakłonić jak najwięcej ludzi do słuchania PJ Harvey. Wolkanie nie kłamią, więc musiałam się do tego przyznać.

Tagi: Pj Harvey
18:59, adeenah , Muzyka
Link Komentarze (1) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 78