Blog bardziej brytyjski niż sama królowa.







poniedziałek, 22 grudnia 2014

Dzień dobry. W odpowiedzi na wyzwanie Zwierza Popkulturalnego (czytać!) postanowiłam wybrać 10 filmów, których obejrzenie nikogo nie zabije. Podczas wyboru kierowałam się jednym kryterium - filmy muszą posiadać charakterystyczną atmosferę, która nawet po wielu latach od obejrzenia ma szansę pozostać w głowie oglądającego. Nie ma bowiem lepszej zachęty do brnięcia w świat filmu, niż zaaplikowanie sobie czegoś, o czym nie można zapomnieć. Głównym atutem filmów z klimatem jest oko reżysera, a wbrew powszechnym opiniom każdy reżyser ma tylko jedno oko, i każdy widzi świat inaczej (dlatego remake jest czasami beznadziejnym pomysłem). Tak więc przedstawiam 10 filmów patrzących na świat okiem, którym według mnie warto choćby zerknąć.

 

Martwica Mózgu (Braindead, 1992), reż. Peter Jackson.

 

Peter Jackson kręci nie tylko epickie filmy fantastyczne. Swoją karierę zaczynał od tworzenia niszowych filmów z dużą ilością sztucznej krwi i flaków. Oprócz flaków filmy te zawierają także sporo czarnego humoru i specyficzną atmosferę małego nowozelandzkiego miasteczka. Ich bohaterowie są przerysowani do granic możliwości, ale sympatyczni - podczas oglądania naprawdę można się do nich przywiązać i z całych sił trzymać kciuki, żeby nie stali się flakami. Najlepszym wczesnym filmem Jacksona jest Martwica Mózgu, która przy okazji jest też niezwykle pouczająca. Dzięki niej można np. dowiedzieć się, że okrzyk "Twoja matka zjadła mi psa!" nie musi oznaczać końca związku.

 

Scena, którą trzeba znać - dziecko zombie w parku

 

 

Propozycja (Proposition, 2005), reż. John Hillcoat

 

Australijskie (anty)westerny nie należą do popularnych odłamów kina, ale są na tyle ciekawe, że warto wiedzieć o ich istnieniu. Akcja Propozycji skupia się na ludziach wyklętych przez społeczeństwo, których ocenianie i wartościowanie nie należy do najłatwiejszych zadań, dlatego odradzam oglądanie tego w piątkowy wieczór po trzech piwach. Estetyka filmu też do prostych nie należy. Propozycja jest filmem pełnym brudu i brzydoty, z których wyciśnięto piękno za pomocą paru sprytnych zabiegów (dokładnie to samo, tylko na piśmie robi Cormac McCarthy, w efekcie można popłakać się ze wzruszenia czytając opis starej deski). Tutaj jednym z zabiegów jest muzyka, którą skomponowali Nick Cave i Warren Ellis, inny to wykorzystanie światła i cienia, a jeśli ktoś chce poznać resztę, to musi sięgnąć po film.

 

 

 

Przekręt (Snatch, 2000), reż. Guy Ritchie

 

Spójrzmy prawdzie w oczy, każdy prędzej czy później sięgnie po klasyczne filmy Tarantino, dlatego zamiast po raz kolejny polecać Pulp Fiction warto poświęcić chwilę filmom od Quentina Wielkiej Brytanii - Guya Ritchiego. Przekręt to charakterystyczny kawał kina, który można cytować przy kolacji i wspominać podczas słuchania Dublinersów albo zabawy z psem (ostrożnie z piszczącymi zabawkami). Jeśli kogoś nie interesują filmy o brytyjskich gangsterach, którzy nie potrafią upilnować psa, to niech obejrzy chociaż dla Brada Pitta, który przesiaduje w cygańskim obozie i podbija ludziom oczy równie efektownie, jak w Fight Club.

 

Frankie 4 Palce myślący o Las Vegas

 

 

X-Men: Pierwsza Klasa (X-Men: First Class, 2011), reż. Matthew Vaughn

 

Nie trzeba lubić filmów o superbohaterach, żeby obejrzeć Pierwszą Klasę. Jest to bowiem film o ludziach, którzy odkrywają, że coś im zmutowało i próbują sobie z tym faktem poradzić. Możliwe, że dopiero podczas oglądania końcowego starcia widz zorientuje się, że ogląda wysokobudżetową produkcję zawierającą stworzenia w pelerynach i kolorowych kombinezonach. Główni bohaterowie są przypadkami skomplikowanymi do tego stopnia, że ich analizą zajmuje się nawet koło psychologów na Uniwersytecie Jagiellońskim. W pakiecie świetne aktorstwo, boska muzyka Henry'ego Jackmana i atmosfera lat 60. I różowe czułki na hełmie Magneto.

 

Boska muzyka Henry'ego Jackmana

 

 

Interstellar (2014), reż. Christopher Nolan

 

Wbrew wielu oczekiwaniom Interstellar nie jest filmem o kosmosie. To film o dronach zwiadowczych ludziach, którzy w czasach kryzysu nie dali się ściągnąć na ziemię, i zamiast szukać nadziei w pyle odważyli się poszukać jej trochę wyżej. To także film o wielu innych rzeczach, ale nie mówmy wszystkiego ludziom, którzy go nie oglądali. W pakiecie czarna dziura, teoria względności i trochę innych teorii naukowych, a także dodatkowy pakiet estetyczny m.in. z przepiękną muzyką Hansa Zimmera i scenami, na których można dostać zawału (takimi jak pewna scena dokowania, która nie przejmuje się krytyką i jest idealna). Jak przystało na film Nolana, Interstellar nakręcono z minimalnym użyciem efektów CGI, co zaowocowało nie tylko podniesieniem jakości produkcji, ale także przygodami. Po obejrzeniu filmu polecam poszukać ciekawostek z planu, można np. znaleźć historię reżysera, który przymocował kamerę IMAX do samolotu, aktorki, która nie musiała udawać szoku, bo ukrywała objawy hipotermii albo wytwórni, która płaciła odszkodowanie za zasypanie pyłem ważnych generatorów (pył w filmie jest równie prawdziwy, jak aktorzy). 

 

 

 

Droga (The Road, 2009), reż. John Hillcoat

 

Ekranizacja książki Cormaca McCarthy'ego o takim samym tytule. Według oficjalnej wersji głównymi bohaterami są ojciec i syn wędrujący przez pustkowie, ale postapokaliptyczny świat bez słońca jest tu równie ważną postacią. Film przedstawia rzeczywistość pozbawioną (prawie) wszystkiego co sprawia, że ktokolwiek chciałby w niej żyć, mimo to jest to obraz pełen nadziei. Obraz szary jak diabli - szary szarością, która pozostaje w pamięci na długo.

 

Soundtrack Cave'a i Elllisa

 

 

Kapitan Ameryka: Zimowy Żołnierz (Captain America: Winter Soldier, 2014), reż. Anthony & Joe Russo

 

Och, wspaniałości. Trochę boję się pisać o tym filmie, bo wyjdzie poemat miłosny. Umówmy się, że zostawię tu trailer i sobie pójdę. Najchętniej zostawiłabym pewną scenę walki (sceny walki w Zimowej Pandzie są perfekcyjne), ale dla osób, które nie widziały filmu byłoby to okrutnym spojlerem.

 

 

 

Moon (2009), reż. Duncan Jones

 

Brytyjski film science fiction nakręcony z udziałem dwóch aktorów, jednego głosu i muzyki. Akcja dzieje się w opustoszałej bazie na Księżycu, na powierzchni Księżyca oraz w głowie głównego bohatera. Księżycowa kołysanka Clinta Mansella i klaustrofobiczny klimat filmu prześladuje po nocach nawet wiele miesięcy po obejrzeniu (do czasu kolejnego seansu, gdy licznik się zeruje).

 

 

 

Monty Python i Święty Graal

(Monty Python and the Holy Grail, 1975), reż. Terry Gilliam, Terry Jones

 

Kopalnia mądrości życiowych zawierająca najpiękniejsze konie w historii kina i humor, który pewnie rozbawiłby Lucyfera w razie niespodziewanej Apokalipsy. Nie wiem czy istnieją ludzie, którzy nie widzieli filmów Monty Pythona, ale na wszelki wypadek postanowiłam zamieścić jeden z nich w zestawieniu. A tak w ogóle to NI!

 

Legendarne starcie z morderczym króliczkiem

 

 

Ściana (The Wall, 1982), reż. Alan Parker

 

Historia Pinka, który budował Mur. The Wall to film muzyczny, który chyba można nazwać ekranizacją płyty. W roli głównej muzyka Pink Floyd i Bob Geldof, który nie tylko odgrywa swoją rolę, ale także ją śpiewa. Psychodeliczny klimat potęgują animacje i świadomość o czym śpiewa Bob. Jak powiedziałby Spock, film jest fascynujący, ale osoby, które nie tolerują muzyki Pink Floyd prawdopodobnie będą na nim spały.

 

Coś nieśmiertelnego na koniec

 

 

 

Live long and prosper.

11:40, adeenah
Link Komentarze (6) »
piątek, 05 grudnia 2014

...czyli krótki, ilustrowany poradnik modowy na podstawie The Walking Dead.

Każdy powinien wiedzieć jak się ubrać w razie nagłej apokalipsy. Nie jesteśmy jednak skazani na intuicję, ponieważ wiele wskazówek na ten temat zawiera pewien popularny serial o zombie. Okazuje się, że ubieranie się podczas apokalipsy nie jest trudne, w The Walking Dead obowiązują właściwie trzy podstawowe trendy:

1. Dajcie mi ubranie, a znajdę sposób aby je nosić.
2. Moje na zawsze.
3. Daryl i tak wygląda lepiej.

Wszystko jasne? Nie? Za chwilę będzie, albowiem przechodzę do wyjaśnienia.

 

Uczmy się od najlepszych.

 

1. Większość ubrań znajdujących się na bohaterach The Walking Dead równie dobrze mogłaby znaleźć się na innych bohaterach The Walking Dead. W czasach, gdy szwendacze mogą czaić się nawet na suficie nikt nie ma czasu na dobieranie rozmiaru koszuli, ani koloru spodni do butów. Gdy coś jest niedopasowane, najlepiej zasłonić to kamizelką, a jeśli kolory się gryzą, to nie szkodzi, ponieważ i tak za chwilę znikną pod warstwą krwi i błota. Kolory i rozmiar nie są więc priorytetem przy wyborze ubrania. Oczywiście nie można popadać w skrajność. Za małe rozmiary są złe, ponieważ utrudniają poruszanie się (tylko czasami zdarza się taka Michonne, która potrafi biegać po lesie w obcisłych ciuchach i nie tracić ich przy każdym gwałtownym ruchu). Zbyt duże rozmiary także są złe. Potykanie się o spodnie i zahaczanie rękawami o paznokcie szwendaczy zazwyczaj kończy się szybkim zgonem. Za to kolorami wolno się przejmować tylko w dwóch sytuacjach: gdy opanowało się walkę do absolutnej perfekcji - wtedy nawet po zabiciu grupy szwendaczy różowa koszulka wciąż ma szansę pozostać różowa, albo gdy nie trzeba na co dzień zajmować się wbijaniem sztyletów w głowy. I jeszcze jedno - chociaż kolory nie są zbyt ważne, trzeba pamiętać o regularnym praniu. Zdarza się, że na podstawie stanu ubrań można odróżnić człowieka od szwendacza (zwłaszcza z dużej odległości), a nikt nie chciałby przypadkiem dostać kulki w głowę od wystraszonego turysty. Ponadto bardzo ważne jest znalezienie dopasowanego elementu ubioru, z którego da się wykonać kamizelkę i wykonanie z niego kamizelki, która pomaga okiełznać górną część stroju. Jeszcze szczęśliwsi są ci, którzy znajdą prawdziwą kamizelkę. W razie problemów można zastąpić kamizelkę kurtką, lecz znalezienie dopasowanej kurtki jest trudniejsze, niż znalezienie dopasowanej kamizelki. Mistrzem survivalowego ubioru jest Daryl Dixon, który przez większość czasu hasa w kamizelce wykonanej z kurtki. A, i pasek też się przydaje. Noszenie dużej ilości broni w kieszeniach może źle się skończyć.

Czasami udaje się trafić do bezpiecznego zakątka, w którym szafy są pełne, a na sufitach nie ma szwendaczy - wtedy można sobie pozwolić na luksus wyboru. Spójrzmy jednak prawdzie w oczy, i tak zaraz trzeba będzie stamtąd uciekać, więc lepiej wykorzystać okazję i postarać się znaleźć coś praktycznego i ładnego (jeśli się uda, to znalezisko prawdopodobnie awansuje na trend nr 2).

 

Krew.

 

Krew i błoto.

 

Kamizelki i luźne koszule.

 

Luźno i wygodnie.

 

Jeszcze bez krwi i błota.

 

Luźno i wygodnie 2.

 



Na ciemnym słabiej widać krew.

 

Luźno i wygodnie 3.

 

Naturalnie kolorowa koszulka.

 

Luźno i wygodnie 4.

 

Im mniej rękawów, tym lepiej.

 

 

Kamizelki i kolory.



 Pancerz zawsze spoko.

 

Luźno i wygodnie 5.

 

 Chyba niezbyt wygodnie...

 

 
2. W czasach, w których krew i błoto pokonały modę i większość ludzkości, bardzo łatwo przywiązać się do rzeczy, zwłaszcza jeśli więź wykiełkowała jeszcze przed powstaniem pierwszego trupa. W takich przypadkach związek z przedmiotem (np. ubraniem) ma charakter nostalgiczny do tego stopnia, że czasami może nawet podlegać dziedziczeniu. Najbardziej nostalgicznym bohaterem serialu jest Rick, który ubiera się w swój stary mundur policyjny gdy tylko może, a gdy nie może, znajduje coś podobnego. Jeden jego element - kapelusz - przekazał synowi, który od tej pory chodzi w nim tak często, że pewnie niejeden widz zapomniał w jakim kształcie ma głowę. W późniejszych sezonach Rickowi udało się zdobyć charakterystyczną kurtkę, która natychmiast awansowała.

 

Mundur policyjny.

 

Kurtka.

 

Odziedziczony kapelusz.

 

Kurtka 2.

 

Czapka.

Strój Michonne.

 

3. Smutna prawda. Tylko Daryl potrafi ukraść poncho drewnianemu Indianinowi i nie zabić się o nie podczas strzelania do szwendaczy, wyglądając przy tym bosko niczym Clint Eastwood na dzikim zachodzie. Najczęściej noszonym przez niego elementem garderoby jest skórzana kamizelka ze skrzydłami na plecach, która nie boi się krwi i błota. Daryl może więc wytarzać się w błocie, a i tak nie zaszkodzi zbytnio swojemu wizerunkowi. Nawet jeśli nie ma przy sobie żadnych boskich dodatków, to zawsze ma pod ręką kuszę oraz grzywkę Pingwina (są na sali fani Gotham?). Poza tym to nie może być przypadek - gdy podczas epidemii wszyscy zasłaniali twarze chustami, tylko on wylądował na koszulkach.

 

Skrzydlaty.

 

Indianin.

 

Zdjęcie, które wylądowało na koszulkach.

 

 

 

Więcej wskazówek znajdziecie w serialu. Powodzenia!

* Tytuł to chwyt marketingowy - szwendacz zawsze pluje na mundurek.

 



sobota, 15 listopada 2014

Dzień dobry. Z okazji jutrzejszych wyborów samorządowych pragnę oświadczyć, że nie jestem bezstronna politycznie. A ponieważ blogi istnieją właśnie po to, aby dzielić się swoimi poglądami i przemyśleniami, postanowiłam poinformować was o TYM JEDYNYM kandydacie, który na pewno nie zawiedzie. Mogę to powiedzieć z całą pewnością, ponieważ on nigdy nie zawodzi.

Nazywa się Harold Saxon


Pan Saxon jest Władcą Czasu, lecz o tym nie mówi, ponieważ udaje człowieka (nie wszyscy mają wystarczająco otwarte umysły, aby głosować na kosmitę). Jest ekspertem od szczwanych planów i wygląda bardzo podobnie do brytyjskiego aktora Johna Simma. Eksperci od relacji międzyludzkich uważają, że nie przepada za Obrońcą Ziemi - Doktorem, ale fani Doctora Who nie zgadzają się z tą tezą. Tak naprawdę pan Saxon jest starym przyjacielem Doktora, któremu bardzo się nudzi, a telewizja szukająca sensacji wykorzystała jego ponadprzeciętną ambicję i uczyniła z niego symbol knucia i złoczyństwa. Racja, Saxon czasami knuje. I tak, w pełni zasłużył na przydomek "Master". I zgadza się, chciałby podbić świat... ale dlaczego mielibyśmy mu w tym przeszkadzać? Świat potrzebuje odrobinę szalonego kosmity na wysokim stanowisku. Głosujmy na Saxona!


PS: Niektóre okręgi wyborcze zapominają o Saxonie (wybory mają charakter lokalny, a on reprezentuje wszechświat), więc jeśli zabraknie go na liście, to można dopisać.

PS2: Przy okazji zachęcam do udziału w Jedynych Prawdziwych Wyborach organizowanych przez Informacje Oczywiste. Plakaty kandydatów są naprawdę cudowne i multifandomowe, można je znaleźć w galerii (klik).

piątek, 07 listopada 2014

Dzień dobry. To nie jest poważny wpis, choć powstał w ramach walki z bardzo poważnym problemem (zniechęcanie ludzi do oglądania filmów budzi we mnie żądzę mordu. Jeśli ktoś kiedyś zabije Internet, to może nawet się przyznam). Ze względu na pewne okoliczności (czyli premierę Interstellar - filmu, który zobaczy wiele istnień ludzkich) postanowiłam pomóc nieco w przygotowaniach do seansu. Na podstawie doświadczeń własnych oraz obserwacji osobników na sali kinowej udało mi się stworzyć mini instrukcję. Jeśli chcecie, aby seans Interstellar był w pełni udany, nie pomijajcie ani jednej czynności!

 

Ładny plakat? Film też ładny, i to na wielu płaszczyznach.

 

Instrukcja chodzenia do kina na Interstellar:

1. Zdecydować się na obejrzenie Interstellar lub pozwolić zawlec się do kina siłą (bardzo ważny punkt!)
2. Przygotować koc na szok.
3. Kupić batoniki.
4. Zabrać zegarek do sprawdzania czasu bez świecenia ludziom po oczach telefonem (film jest długi, a ekrany zbyt jasne, zwłaszcza w kosmosie).
5. Podążyć do kina (najlepiej za wielkim napisem IMAX), kupić bilet (lub zakupić bilet 2 tygodnie wcześniej, dzięki czemu można się do niego uśmiechać podczas napadu kryzysu egzystencjalnego).
6. Wejść do sali, znaleźć swoje miejsce i usiąść... (to także bardzo ważny punkt).
7. Przespać reklamy (można w tym czasie popatrzeć na piękną ulotkę Kosogłosa znalezioną przy kasach). Warto chociaż minimalnie zwracać uwagę na to, co dzieje się na ekranie, bo prawdopodobnie gdzieś tam czai się Bilbo Baggins, i do niego także trzeba się uśmiechnąć.
8. (;wd;esjas563d6855s5SDSAD'AD;;wd,;.llm2) <3 <3 <3 <3
9. Zdziwić się, że film się skończył.
10. Wysłuchać okrzyków z sali (w tym przypadku można zaobserwować bardzo ciekawe reakcje - jedni krzyczą "arcydzieło!", a inni "czemu mnie budzisz?!").
11. W autobusie przypomnieć sobie o batonikach i szybko je zjeść.
12. W domu przypomnieć sobie o zegarku i zdenerwować się na koc o to, że na niektórych scenach tak się bał, że sam potrzebował kocyka.
13. Polecić komuś film (nawet jeśli się nie podobał). Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy będą przez trzy godziny siedzieli sparaliżowani z wrażenia. Do wielu nie trafi przesłanie (nie chodzi o zrozumienie - zakładam, że ludzie mają mózgi), czarna dziura nie zakręci im w głowie, niektórzy na samą wzmiankę o teorii względności pójdą spać, a epicka muzyka Zimmera będzie działała drażniąco na ich uszy i głowy. Inni z kolei zanudzą się na scenach dramatycznych, albo dostaną zawału na widok czegoś dużego i groźnego. Mimo to uważam, że Interstallar to twór wyjątkowy, któremu warto poświęcić kilka godzin. Nie pogryzie (a jakby pogryzł, to przyjmuję zażalenia).

 

179 zasada prowadzenia bloga: zawsze wykorzystuj okazję do pokazania boskiej muzyki Hansa Zimmera.

 

Live long and prosper.

niedziela, 12 października 2014

Dzień dobry. Clara Oswald nie jest człowiekiem. Jest kameleonem. Jako jedyna towarzyszka Doktora pasuje do KAŻDEJ epoki, w której się znajduje - a jeśli nie wie w jakiej epoce się znajduje i przez chwilę nie pasuje, to szybko zmienia wygląd na taki, który pasuje. Wychodzi jej to tak dobrze, że najczęściej jest ostatnią osobą, którą można podejrzewać o podróże w czasie (przynajmniej dopóki się nie odezwie). Towarzysze Doktora zazwyczaj starają się przybierać wygląd odpowiedni do miejsca, w którym się znajdują, ale jeszcze nikomu nie wychodziło to tak dobrze, jak Clarze. Dlatego właśnie przygotowałam małą galerię stanowiącą przegląd jej kameleońskich zdolności - zawiera zdjęcia z miejsc, w których kamuflowała się Clara wraz ze stosownymi podpisami. Wszystkie zdjęcia to screeny z odcinków Doctora Who (7 i 8 seria).


Azyl Daleków, rozbity statek z przyszłości.

 

Wiktoriański Londyn.

 

Wiktoriański Londyn - kelnerka.

 

Londyn 2013

 

Akhaten - dziwna planeta pełna dziwnych stworzeń.

 

1983, rosyjska łódź podwodna.

 

1974, nawiedzony dom.

 

TARDIS

 

Wiktoriańskie Yorkshire

 

Planeta opanowana przez Cybermanów.

 

Gallifrey

 

Sen

 

Bardzo tajna misja w różnych miejscach.

 

Christmas.

 

Wiktoriański Londyn.

 

Szkoła, Londyn 2014

 

Wnętrze Daleka.

 

Zewnętrze Daleka.

 

Sherwood w czasach Robin Hooda.

 

"Nowa" TARDIS z przygaszonymi światłami.

 

Najlepiej strzeżony bank na świecie.

 

Szkoła, Londyn 2014.


 

"Nowa" TARDIS z zapalonymi światłami.

 

Taksówka (ok, tu trochę nie wyszło).

 

Baza na Księżycu.

 

Orient Express.


 

Prawda, że kameleon? Tak bardzo kameleon, że aż oczy bolą od szukania Clary. Z wyrazami podziwu kończę i zostawiam was z galerią.

Live long and prosper.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 78