Blog bardziej brytyjski niż sama królowa.







wtorek, 24 grudnia 2013

Dzień dobry. Z okazji dnia, w którym rozpakowywane są prezenty życzę wszystkim papierom prezentowym, aby wpadły w ręce ludzi troskliwych niczym komandor Data (uprzejmie proszę o przekazanie życzeń papierom, ponieważ nie mają mózgów i nie mogą przeczytać tego same).

 


Poza tym tradycyjnie życzę wszystkim (nie tylko papierom prezentowym) wesołego tego, co świętują (dziś jest dzień wielu świąt), mnóstwo fandomowej radości i Daleka pod choinką (jest o tym nawet piosenka!).

No i przede wszystkim - live long and prosper.

11:15, adeenah , Inne
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 22 grudnia 2013

Dzień dobry. Ze względu na okoliczności (święta, święta!), które sprawiają, że wiele ludzi zapuszcza się w nieznane rejony swych domów w ramach generalnego i nienaturalnie dokładnego sprzątania, pragnę wystosować pewne ostrzeżenie. Bez względu na to, jak bardzo musicie posprzątać kąty, do których na co dzień nie zaglądacie, musicie wiedzieć, że nie wolno tego robić bez należytego oświetlenia. Jeśli będziecie sprzątać kąty bez światła, to istnieje niebezpieczeństwo, że wyjdzie z nich Vashta Nerada i was zje.

 



Vashta Nerada to mikroskopijne robaki zjadające ludzi. Żyje w cieniu, dlatego najlepszą obroną przed nimi jest poruszanie się wyłącznie w rejonie oświetlonym (dobrym pomysłem jest zamontowanie sobie latarki na głowie. Lub kilku latarek). Naturalnym środowiskiem Vashta Nerady są lasy, dlatego w zamkniętych pomieszczeniach często dopada je nostalgia i chowają się w książkach. Porządkowanie książek jest więc najbardziej niebezpiecznym elementem sprzątania, pochłaniającym najwięcej nieświadomych żywotów. Przydaje się także liczenie cieni - jeśli człowiek ma ich więcej niż 1, to albo znaczy, że Vashta Nerada już zaczęła zjadać człowieka i można mu zaśpiewać "Always Look on the Bright Side of Life", albo zamontowano zbyt wiele źródeł światła powodujących zbędną panikę.

Bądźcie dzielni i nie dajcie się zjeść.
Live long and prosper.

środa, 18 grudnia 2013

Dzień dobry. Dnia wczorajszego, gdy wszystkie hobbity poszły już spać, przypomniałam sobie, że mam blog. Dzięki temu odkryciu przepędziłam szybko lenistwo i poświęciłam kilka chwil oraz akapitów na opisanie kilku przypadków telewizyjnych fanów Sherlocka Holmesa, którzy nie boją się czapki z dwoma przodami i skomplikowanych śledztw opartych na dedukcji. Mam nadzieję, że lektura tej notki będzie wspaniałym przeżyciem dla deerstalkerów pochowanych w czeluściach szafek. Tak, drodzy wszyscy! Sherlock powraca już całkiem niedługo, dlatego najwyższa pora przypomnieć sobie o lupach i sztucznych fajkach, i dać się wciągnąć w sherlockistyczny wir dobrej zabawy (WZiKS UJ już się bawi - za pomocą plakatów, ulotek, kolorowych długopisów i cierpliwych ścian budynku). Opisane przykłady pochodzą ze Star Treka i Doctora Who - są stworzeniami z kosmosu, które zignorowały bezmiar wspaniałości świata science fiction i straciły głowy dla wiktoriańskiego detektywa z jednym i całkowicie ludzkim mózgiem.

Pierwszym i najlepszym jak dotąd Sherlockiem jest porucznik komandor Data ze Star Treka: The Next Generation. Jest to przykład kompletnego fanostwa z uwzględnieniem przebierania się, prowadzenia śledztwa, biegania z lupą po Enterprise, przybierania majestatycznych póz z fajką oraz naśladowania stylu mówienia i poruszania się Holmesa. Rolę odegrał Brent Spiner, który prawdopodobnie widział niejeden klasyczny film... widać tu m.in. inspirację Basilem Rathbone, przez którego wszyscy z wyjątkiem nazistów chętnie powtarzają frazę "Elementary, my Dear Watson". Wyjątkowość roli nie polega jednak wyłącznie na naśladowaniu klasycznych filmów - główną cechą Holmesa Spinera jest to, że nie ma najmniejszej wątpliwości, że jest on Datą, który udaje Holmesa. Pomimo Holmesowej aparycji i zachowania łatwo dostrzec Datowy charakter i sposób bycia. Być może ogólna doskonałość Holmesa-Daty (obiektywny tryb pisania kaput) bierze się stąd, że niektóre cechy Daty podkreślają cechy Holmesa, poza tym porucznikowi bardzo do twarzy z fanowskim uwielbieniem, które sprawia, że jego cosplay ma w sobie więcej pasji, niż zwyczajne, tradycyjne role. Jeśli Brent Spiner we własnej osobie nie jest psychofanem Sherlocka, to nie wiem jak to zrobił i chylę czoła w podziwie za to, że zrobił (a jeśli jest, to druga połowa zdania i tak nie ulega zmianie).

 

Data-Sherlock i La Forge-Watson.

Data-Sherlock pykający fajkę w holodekowym 221B.

Data-Sherlock grasujący z lupą na Enterprise i Picard zbyt zaskoczony, aby zrobić facepalm.


Czwarty Doktor (zagrany przez Toma Bakera) porzucił kiedyś swój największy (i najdłuższy) skarb w postaci kolorowego szalika i wyruszył do wiktoriańskiego Londynu w przebraniu wielkiego detektywa. Towarzyszyła mu dzielna Leela, która nie ma kanonicznego odpowiednika w świecie ACD i tak bardzo psuła atmosferę, że pan Baker musiał starać się podwójnie, aby ją uratować (atmosferę, Leela sama się ratuje). Doktor miał na sobie klasyczne, Holmesowe wdzianko, death frisbee i elegancką laskę, a na Ziemi zajmował się rozwiązywaniem pewnej kosmicznej zagadki, która sprawiała wrażenie typowej sprawy dla policji. Doktor nie zdradzał żadnych przejawów fanowania Holmesa i nie chwalił się każdej napotkanej istocie, że przebrał się za bohatera książki. Był po prostu Doktorem, który ubrał się stosownie do epoki i postanowił rozwiązać zagadkę tajemniczych zaginięć... pomimo braku bezpośredniego potwierdzenia, że mamy do czynienia z Sherlockiem, wszyscy o tym wiedzą, ponieważ Tom Baker zagrał go tak charakterystycznie, że nie pozostawił żadnych wątpliwości. Odrobinę zmieniona ekspresja Doktora, a także jego typowa i wcale nie zmieniona, ale odpowiednio wykorzystana arogancja i pewność siebie sprawiły, że Doktor stał się Sherlockiem, nie przestając być Doktorem. Podobnie jak w przypadku Daty-Holmesa, cechy głównego bohatera podkreśliły cechy bohatera granego przez bohatera, a brak oczywistej w pierwszym przypadku pasji zastąpiono powagą i udawaniem, że jedyni fani znajdują się po drugiej stronie ekranu. Panu Bakerowi zdarzyło się też zagrać prawdziwego Holmesa, ale spuśćmy na tę rolę zasłonę milczenia, bowiem jest straszliwie nudna (prawdopodobna przyczyna: Holmesowi Bakera zabrakło doktorowatości, która uczyniła Holmesa-Doktora-Bakera interesującą postacią).

 

Czwarty-Sherlock siedzi i jest Sherlockiem.


Nie tylko Czwarty Doktor szczyci się znajomością prozy Sir Arthura Conan Doyle'a, Jedenastka także nie mogła się oprzeć deerstalkerowi. Matt Smith zrobił mniej więcej to, co Brent Spiner - zagrał kogoś, kto posiada wszelkie informacje na temat Sherlocka Holmesa i gdy tylko nadarzyła się okazja, wskoczył radośnie w jego mundurek i pobiegł z lupą rozwiązywać sprawę w wiktoriańskim Londynie. Rozwiązywał ją metodą dedukcji, naśladując holmesowatość. Pod względem technicznym wyszło mu tragicznie, ale nadrobił braki zawsze niezawodną doktorowatością i entuzjazmem, który zdezorientował nawet inteligencję samą w sobie, co dało całkiem zabójczy efekt. Zobaczyliśmy nie Sherlocka, tylko Doktora bawiącego się w Sherlocka w sposób, w jaki bawią się osoby prowadzące z nudów skomplikowane badania nad rozkładami jazdy pociągów, które mogły przejechać Cadogana Westa (albo jak psychofani). Mówiąc wprost - Holmes Jedenastego jest niezbyt przekonujący, ale pełen radosnej pasji, której nie da się nie zauważyć.

 

Jedenasty-Sherlock otwiera drzwi bez pomocy dedukcji.

Jedenasty-Sherlock dedukujący.

 

Spock nie jest fanem Sherlocka. Tak przynajmniej brzmi oficjalna wersja. Mniej oficjalna wersja mówi, że albo jest kosmiczną odmianą Holmesa, albo jego potomkiem, który odziedziczył pewne elementy mózgu w stanie nienaruszonym. Podobieństwo nie polega na naśladowaniu wyglądu czy zachowania, przejawia się raczej w charakterze Spocka i jego niezłomnym uwielbieniu logiki. Prawdopodobnie gdyby zastąpiono Spocka kanonicznym Sherlockiem, wiele scen nie uległoby najmniejszej zmianie, za to gdyby zastąpiono Sherlocka Spockiem, byłoby tylko więcej krzyku z powodu spiczastych uszu detektywa, przez co czapka z dwoma przodami byłaby noszona klapkami na boki. Zamiłowanie do przesadnie wręcz logicznego analizowania otoczenia i informowania go o wyciągniętych wnioskach to główna cecha łącząca bohaterów. Twórcy Star Treka nie pozostają na szczęście głusi na oczekiwania fanów - zdarzyło się parę razy, że Spock wypowiedział klasyczną kwestię Sherlocka z właściwym sobie spokojem i zabrzmiała ona tak naturalnie, że jeśli w pobliżu nie ma fana podskakującego na kanapie z radości, to nieuświadomiony widz nie ma prawa zorientować się, że coś zostało namieszane. Jeśli ktoś cytujący kogoś innego brzmi tak naturalnie, że ciężko zauważyć cytat, to można bezpiecznie założyć, że znaleziono bliźniacze charaktery.



Spock cytujący Sherlocka.

Spock cytujący Sherlocka i przyznający, że jest jego potomkiem.


Trzecim Doktorem fanującym Sherlocka jest numer Osiem. Jego przypadek jest nieco inny - wydarzył się w słuchowisku, więc nie wiemy jak wyglądał, poza tym Doktor nie podjął żadnej inicjatywy polegającej na naśladowaniu kogokolwiek. Po prostu ucieszył się na widok trupa i wesoło zacierając ręce, zabrał się za rozwiązywanie zagadki. Znajdująca się w pobliżu Lucie Miller zwróciła uwagę, że zachowanie Doktora coś jej przypomina, a Doktor słysząc porównanie jeszcze bardziej się ucieszył. To był właśnie moment, w którym, wszyscy sobie uświadomili, że sprawa bestii z Orlok zostanie rozwiązana, bo do akcji wkracza Sherlock Holmes z umysłem Władcy Czasu. Ósmy jako Sherlock prezentuje się bardzo sympatycznie, chociaż ze względu na łagodny głos dekadenta z martwym kwiatkiem sprawia wrażenie, jakby zbyt dużo czasu spędzał na łące. Brakuje mu typowego, holmesowego chłodu. Gdyby ustawić Doktorów w kolejności chronologicznej, można by potraktować go jako zapowiedź zupełnie nieholmesowatego, ale ciekawego jak diabli Sherlocka Jedenastego (albo po prostu jako Ósmego, który napatoczył się na morderstwo i wielce się z tego powodu ucieszył).

 

Okładka słuchowiska, w którym grasuje Ósmy-Sherlock.


W zeszłorocznym odcinku świątecznym Doctora Who przedstawiono niejednego Sherlocka. Pierwszy to opisany już 11 Doktor, a drugi jest zielonym przedstawicielem Homo reptilia płci żeńskiej, zwanym Madame Vastra (John Watson to z kolei żona Madame Vastry - Jenny). Madame jest opisana jako postać, która stanowi inspirację dla Sir Arthura Conan Doyla. Początkowo trudno uwierzyć, że przygody Sherlocka Holmesa są tak naprawdę kalką przygód gadziej pani z pradawnych czasów, lecz wystarczy tylko chwila, aby przekonać się, że Madame jest wyśmienitym detektywem. Przyjmuje mdlejących klientów w domu niczym pan Holmes w mieszkaniu przy ulicy Baker Street, a okoliczne zbrodnie nie mają dla niej tajemnic.


Vastra-Sherlock prowadząca śledztwo.

Wniosek z tego taki, że nawet w kosmosie nie można być pewnym, że zza rogu nie wyskoczy Sherlock z fajką. Na szczęście jest to zjawisko pozytywne. Im więcej Sherlocków wyskakuje zza rogu na niewinnych ludzi, tym większa szansa na to, że zło się wystraszy i pójdzie spać.

 

Live long and prosper.

wtorek, 17 grudnia 2013

Dzień dobry.

W ramach przygotowań do pożegnania Jedenastego Doktora River Song przygotowała plakaty. Rozwieszone w miejscach publicznych sprawiają, że Whovianie ocierają łzy wzruszenia i rysują w rogach kartek małe muszki, a nie-Whovanie łączą się czym prędzej z Wi-Fi i sprawdzają co to za dziwactwa widnieją znowu na tablicach ogłoszeń. Zachęcam do drukowania i wieszania ich póki Jedenastka jeszcze żyje, a River wręczam wyimaginowany worek pełen pysznych żelek, bo odwala kawał ładnej, minimalistycznej roboty.

 

1.


2.

3.

4.

5.

6.

 

 

 Live long and prosper.

sobota, 14 grudnia 2013

Dzień dobry. Małymi krokami zbliża się zima powodująca zamarzanie wody, dlatego polecam wykorzystać ten czas (który być może jest już ostatnią okazją) na zabawę w krasnoluda uciekającego przed elfami.

 



Zabawa polega na tym, aby:

-znaleźć nieprzeciekającą beczkę
-zanieść beczkę nad brzeg rzeki (lub innej wody szybko płynącej)
-pozbyć się pokrywy
-wejść do beczki
-poprosić kogoś dużego i żywego, aby zepchnął beczkę do wody
-podczas wpadania do wody w beczce trzymać się jej mocno i starać się utrzymać pozycję pionową (jeśli się nie uda, to beczka zatonie i jej zawartość być może też)
-płynąć hen przed siebie i krzyczeć "ja , Thorin nieustraszony, znów uciekłem przed elfami!"
-(opcjonalnie) można pomachać mieczem, aby poczuć się bardziej bohatersko
-gdy zabawa się znudzi, znaleźć jakiś mądry sposób na wyjście z beczki i wyciągnięcie jej z wody bez utopienia się

 

Oni uciekli przed elfami.


Mniej więcej na tym polega cała zabawa. Można oczywiście improwizować w niektórych punktach, aby zabawa była zabawą jeszcze bardziej, lecz należy to czynić w granicach rozsądku, bo inaczej można stać się świeżym trupem.

Live long and prosper.



PS: dzieci, nie róbcie tego w domu.