Blog bardziej brytyjski niż sama królowa.







środa, 31 października 2012

Dzień dobry. Z okazji Halloween przygotowałam zestaw zdjęć dyni, które sprawiły, że moja znudzona twarz się uśmiechnęła. Wprawdzie nie powinnam teraz pisać (powinnam cyrylicą), ale przecież niecodziennie zdarza się okazja, żeby pouśmiechać się do zdjęć dyni słuchając Burzum przy blasku księżyca. Halloween to - pomimo celtyckich korzeni - amerykańskie święto, ale ze względu na dynie z Dalekami i antymagiczne kampanie kościelne, z którymi trzeba walczyć (kto stanie u boku Harry'ego Pottera, jeśli ludzie będą się bali założyć wiedźmi kapelusz?) popieram je i świętuję (głównie przegrzebując wyszukiwarki graficzne). Pomimo dobrych chęci nie przebieram się za wiedźmę, bo to dość kłopotliwa sprawa - nie mam pojęcia który sweter jest bardziej czarny od fryzury ani czy muszę pastować glany, żeby pasowały odcieniem do spodni. Poza tym nie wiem czy spodnie powinny być bardziej czarne od swetra, ani jak pogodzić z tą paletą barw głęboką czerń szalika. Wiem jedynie, że wielki metalowy topór idealnie pasuje do czarnego swetra (i ani odrobinę nie pasuje wiedźmie), a skórzane rękawiczki i skórzane buty to dobry komplet (tylko nie wiem co powinno być bardziej czarne). Wiem też, że spodnie lepiej zastąpić długą spódnicą, ale to znowu komplikuje dobór odcienia swetra, poza tym w kontakcie ze śniegiem grozi hipotermią. Można ubarwić nieco strój czymś, co wcale nie jest czarne (na przykład krwistoczerwonym szalikiem), ale to już będzie raczej neowiedźma z ambicjami, a w Halloween każda wiedźma powinna być prawdziwa. Kapelusz nie może być dżentelmeńskim melonikiem, ponieważ melonik nie kończy się szpicem (kapelusz wiedźmy musi kończyć się szpicem). Życie wiedźmy jest ciężkie, dlatego rezygnuję z niego i przebieram się za człowieka (to znaczy w to co pod ręką).

Druga część notki zawiera wspomniane już DYNIE. Wycinanie lampionów z dyni uważam za nie lada sztukę - głównie dlatego, że sama nie potrafię tego robić. Nie wiem czy dynia jest łatwopalna, ale znając moje szczęście, ta, do której się zbliżę będzie bardzo łatwopalna (no i dywan, zasłony i futro z niedźwiedzia, które zaskoczą mnie materializując się obok ognia). Poza tym jak można cierpliwie znosić obecność dyni i nie przerobić jej na coś jadalnego (na przykład ciasto do zjadania przy świetle księżyca)? Albo wyciąć coś w kształcie Daleka i wciąż posiadać wszystkie palce. Uwierzcie mi, z punktu widzenia obserwatora zrobienie dyniowej lampy to wyczyn godny podziwu.

Oto godna podziwu galeria zbrytanizowanych dyni:












 

Wesołego Halloween!

poniedziałek, 29 października 2012

Dzień dobry. Może niedługo coś napiszę, a może nie. Może utknę w korku na całą wieczność i utopię się w przydrożnej zaspie, a może przebiegnę heroicznie po dachach wszystkich samochodów i zdemoluję zaspę moim czcigodnym toporem norskiego bohatera. Cokolwiek zrobię, podejrzewam, że w ciągu najbliższych dwóch dni nie będzie to pisanie (chyba że cyrylicą). Żebyście się nie nudzili zamieszczam pewien krótki skecz, który nadaje się do wielokrotnego oglądania. Skecz jest bardzo dobrze znany przez fanów Doctora Who i stanowi przykład brytyjskiego humoru z udziałem Szekspira i Władcy Czasu.

Oto lekcja angielskiego!

 

niedziela, 28 października 2012

Dzień dobry. Dzisiaj wyjątkowo piszę ustawiona przodem do okna, ponieważ mam cudownie biały widok. Osoba, którą zaprezentuję posiada najbardziej zimowe nazwisko w całej Anglii i jest muzykiem (głównie gitarzystą) znanym w pewnych kręgach ze współpracy z Pink Floyd. Jego styl gry jest na tyle podobny do stylu Gilmoura, że początkujący słuchacze ich nie odróżniają i na tyle charakterystyczny, że po dwudziestym odsłuchaniu koncertowego The Wall pod tytułem "Is There Anybody Out There?" fanów dopadają poważne wątpliwości i kupują wielkie, kolorowe książki pełne informacji o zespole (żeby zrobić z wątpliwościami to, do czego zaprogramowała ich natura). Gitarzysta nagrywa też solo - jego dokonania nie są jakoś szczególnie popularne, tylko jeden utwór przedarł się na stałe do świadomości ludzi... stało się tak, ponieważ upodobało go sobie wiele stacji radiowych oraz dlatego, że jest boski.

Niech Snowy White śpiewający o rajskich ptakach uczyni tę zimę lepszą.





PS: Wpis pod patronatem Neda Starka, który od dawna wytrwale ostrzegał.

sobota, 27 października 2012

Dzień dobry. Dziś na blog wprosiło się coś fińskiego i pełnego trolli. To oczywiście nie moja wina - z trollami tak już jest, że wpychają się wszędzie tam, gdzie nie powinny. Dla równowagi zakończę bardzo brytyjskim akcentem.

Zanim wszyscy stąd uciekną zamieszczam link do pewnego akustycznego coveru nagranego przez dwójkę fanów. Tytuł utworu jest delikatną sugestią, że gdzieś tam czai się przynajmniej jeden troll (Trollhammaren!). W zasadzie cała notka jest pretekstem do przemycenia tego tutaj i pokazania co trollfani wyprawiają na youtube - a wyprawiają rzeczy naprawdę miłe dla ucha.

 

 

Główni bohaterowie wpisu nazywają się Finntroll i są bardzo zgranym zespołem. Wprawdzie mają pecha i co jakiś czas muszą wymieniać muzyków, ale nowi szybko się adaptują i stają się prawdziwymi trollami (najnowszy troll zaczął od pazurów). W swej trollowatości nie pobili jeszcze panów Moffata i Gatissa, ale bardzo się starają. Wykonują muzykę zwaną troll metalem. Trolle to bardzo skryte stworzenia, nikt tak naprawdę nie wie jak brzmi ich muzyka... głównie z tego powodu trudno jednoznacznie stwierdzić, że nie brzmi właśnie tak jak Finntroll. Mamy za to podstawy by podejrzewać, że trolle posługują się na co dzień językiem szwedzkim (grupa zgodnie uznała, że brzmi bardziej trollowato od fińskiego. grupa się zna, w końcu gra troll metal). Tak naprawdę ich muzyka to połączenie black metalu i tradycyjnej fińskiej humppy, przez co ludzie niewierzący w trolle nazywają ją folk metalem. Folk w wydaniu Finntrolla nie jest jednak wpadającym w ucho dodatkiem do właściwej muzyki, jak to się czasem zdarza zespołom lubującym się w podobnej stylistyce. Wręcz przeciwnie, to folk jest głównym trzonem. Wszystko co robią trolle jest przesiąknięte fińskim folklorem i baśniową atmosferą, a większość słuchaczy nic nie może poradzić na to, że w trakcie słuchania tęskni za śniegiem (na jego tle o wiele łatwiej dostrzec trolla maszerującego ochoczo z maczugą w naszym kierunku).

Oto właściwa wersja Trollhammaren:


 

Na zakończenie bardzo brytyjski akcent, czyli "Can You Forgive Her" Pet Shop Boys w wersji wiadomo jakiej (z innym trollem w roli wokalisty - dobrym trollem, bo potrafi zaśpiewać Trollhammaren jak prawdziwy troll) -LINK.

piątek, 26 października 2012

Dzień dobry. Mój termometr właśnie pokazuje 0 stopni, a to oznacza, że nadchodzi zima i moim obywatelskim obowiązkiem jest przypomnienie o zakupieniu szalika. Można też zrobić go na drutach albo zamówić na urodziny u zanudzonej prawie na śmierć babci. Ale uważajcie - szalik jest niezwykle długi, więc łatwo można go przydepnąć i przewrócić się, a przecież żaden szanujący się dżentelmen nie powinien zostać pokonany przez własną garderobę.

 

 

Można również zakupić bardzo brytyjski szalik Sherlocka, ale w przeciwieństwie do Doktorowego może go zabraknąć, gdy zaatakuje mróz i trzeba będzie porządnie się owinąć.

 

***

PS: Jutro będą trolle i nic na to nie poradzę.

Tagi: Doctor Who
19:21, adeenah , Inne
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5