Blog bardziej brytyjski niż sama królowa.







czwartek, 30 sierpnia 2012

Dzień dobry. Dzisiejsza notka jest niezbyt poważna ze względu na brak czasu na głębsze przemyślenia (jestem smoczym dziecięciem, mam elfią zbroję i przed chwilą bandyta zabił mi konia).

No więc... istnieje coś, co bardzo, bardzo chciałabym zobaczyć. Prawdopodobnie nie jestem jedyna, więc pozwolę sobie popuścić wodze fantazji i zaprezentować to tutaj pomimo niebezpiecznie dużego nagromadzenia cudownych ludzi i nie-ludzi, a także monotonii, która oznacza te same przykłady, które podaję we wszystkich innych zestawieniach (dzięki temu zauważycie jak bardziej się wysilę ;). Tym czymś jest brytyjski odpowiednik Avengersów, który prawdopodobnie nigdy nie powstanie. Nie chodzi o remake, tylko o zebranie w jednym miejscu największych brytyjskich bohaterów którzy chodzą po wyimaginowanych światach wyobraźni. Każdy bohater musi mieć swój atrybut, który nadawałby się do drukowania na koszulkach.

Wyobraźmy sobie, że Nick Fury przyjechał na wakacje do Londynu i zajada się rybą z frytkami, gdy nagle z portalu ulokowanego gdzieś blisko Big Bena wyskakuje Loki i straszy wszystkich ważnych ludzi w okolicy. Thor się zdenerwował i permanentnie zepsuł pogodę, więc biedny Nick nie może polecieć do swoich - jedyne co może, to wybrać obrońców świata z tego, co jest w pobliżu. Gdybym byłam biednym Nickiem Fury, który utknął w Londynie, wybrałabym następujących kandydatów:

 

Dzisiejsza inspiracja.

 

1. Doktor.

Temu bohaterowi ktoś musiałby opracować przynajmniej 11 profili psychologicznych. Doktor zazwyczaj oznacza problemy - w zależności od tego który się trafi problemy się zmieniają. Na przykład Dziesiąty nie lubi przemocy, co w organizacji stworzonej do walki nie jest pożądaną cechą, a pierwszy wolno biega, co również jest złe, bo nie zawsze można walczyć siedząc na ławce. Doktor ma również cały szereg zalet w obliczu których o wadach spokojnie można zapomnieć. Główną zaletą jest mózg, a mniej głównych jest tyle, że można im pisać poematy (na przykład akcent z północy - czynnik dezorientujący wroga). Poza tym Doktor może podróżować w czasie i zaskakiwać wroga zanim wróg się zorientuje, że jest wrogiem. Atrybutem Doktora jest soniczny śrubokręt - zawsze w kieszeni.

 

 

2. Sherlock Holmes.

Drugi bohater z cennym mózgiem - znajdzie każdy trop i dowie się wszystkiego o wszystkim. Każda waleczna grupa potrzebuje tropiciela, inaczej istnieje ryzyko bezsensownego miotania się z kółko dumnych ludzi z superbronią. Atrybut - czapka z dwoma przodami, zawsze na głowie nie wiadomo czym do przodu (lub wersja użyteczna - lupa).

 

 

3. Harry Potter.

Chciałam zaproponować Freda i George'a, ale oni pozostaną jednak gośćmi specjalnymi. To w końcu Harry Potter jest bohaterem książek o Harrym Potterze i to za niego przebiera się większość fanów na konwentach. Potter jest dobry w ataku na odległość zwanym magią, poza tym ma przenośną kryjówkę w kształcie peleryny. Atrybutem powinna być różdżka (chociaż okulary aż się proszą, są raczej bezużyteczne).

 

 

4. Gandalf.

Potężny i biały (choć szary też może być) - jego obecność w ekipie gwarantuje, że nic nieproszonego nie przejdzie tam, gdzie nie powinno przejść. Poza tym doda grupie klasy, której nie można mu odmówić (kto dziś chodzi w długich, białych szatach w kształcie własnej fryzury?). Gandalfa nikt nie powinien rozdzielać z koniem, który pomaga mu w unikaniu zmęczenia kości. Atrybut - laska.

 

 

5. Edmund Czarna Żmija.

Mistrz spisków i knucia - jego plany są tak szczwane, że po doczepieniu ogona wyglądają jak lis. Gdyby Loki o nim wiedział, zapisałby się na kurs knucia, a gdyby amerykańscy Avengersi o nim wiedzieli, to film skończyłby się w piątej minucie, bo nikt nie mógłby znaleźć Edmunda z Tesseraktem. Jest tylko jeden warunek - nie wpuszczać jego kompana Baldricka w pobliże powstających szczwanych planów (nigdy). Atrybut - czarna żmija, a cóż innego.

 

 

6. James Bond.

Bohaterowie myślący są bardzo przydatni... ale kto będzie biegał? To oczywiste, że obrońcy Ziemi muszą mieć w ekipie kogoś, kto lubi akcję i ryzyko, a nie ma w historii brytyjskiego kina lepszego kandydata niż James Bond. Zawsze niezawodny, nigdy nie miesza. Atrybut - zegarek.

 

 

7. Hercules Poirot.

Jego obecność w grupie jest niebezpieczna - oznacza, że prędzej czy później ktoś popełni w pobliżu tajemnicze morderstwo. Tajemnicze morderstwo ucieszy Sherlocka Holmesa i zacznie się ostra rywalizacja z między dwoma detektywami, a to może się skończyć chwilową utratą kontaktu z dwoma najchętniej myślącymi członkami ekipy. Poirot najlepiej będzie się czuł w specjalnie wynajętym pokoju pełnym kryminałów, chociaż i tak pewnie w pobliżu ktoś kogoś zamorduje. Nie wolno mu mówić, że jest Francuzem. Jego atrybut nie jest przydatny, ale dla samego bohatera niezwykle ważny - wąsy.

 

 

Z powyższego zestawienia wynika, że brytyjscy bohaterowie większość swych supermocy lokują w mózgach. Nie mamy wprawdzie Hulka, za to "nasi" większość problemów mogliby rozwiązać dyskutując przy herbacie. I wszyscy zmieściliby się do TARDIS, co rozwiązuje problem środka transportu.

wtorek, 28 sierpnia 2012

Dzień dobry, dziś mała propozycja na zmarnowanie kilu godzin przed telewizorem. Co powiecie na serial brytyjski zrealizowany w USA o tym, jak Brytyjczycy próbują nakręcić remake swojego serialu w USA? Serial oczywiście pozostaje brytyjski do szpiku kości, w przeciwieństwie do serialu kręconego w serialu. Oryginalny serial w serialu opowiada o starszym, zabawnym i szanowanym dyrektorze prestiżowej szkoły z internatem, a powstająca wersja zawiera m.in. dużo włosów i czegoś okrągłego. Obsada jest całkiem gwiazdorska - po amerykańskiej stronie występuje m.in. Matt Le Blanc, a po brytyjskiej Tamsin Greig i Stephen Mangan.

 Tytuł brzmi "Episodes".

 

 

Całość zaczyna się sielankowo - para scenarzystów (małżeństwo) na rozdaniu nagród zostaje zauważona przez łowcę talentów z dużej sieci telewizyjnej zza oceanu i dostaje propozycję nakręcenia remake'u. Para scenarzystów jest zaskoczona zainteresowaniem kogoś ważnego i przystaje na propozycję. Są przekonani, że remake to po prostu kręcenie tego samego w innym miejscu i wyruszają do Hollywood przygotowani do pracy zgodnej z ich oczekiwaniami. Dość szybko okazuje się, że problemem jest nie tylko jazda drugą stroną ulicy, a branża telewizyjna jest tak absurdalnie idealna, że tworzą ją głównie statystyki. Ciężko powiedzieć w którym miejscu fabuła się komplikuje - stopień komplikacji fabuły jest wprost proporcjonalny do czasu trwania serialu i w niektórych momentach rośnie skokowo jeszcze bardziej (kulminacją komplikacji jest oczywiście koniec 1 sezonu - tylko, że później wciąż rośnie). Poza tym brytyjska para przeżywa mały szok kulturowy, co objawia się na przykład myleniem krajów w stanie największego zdenerwowania. Miejscowi również się denerwują. Wszyscy się denerwują.

 

 

Matt LeBlanc grając samego siebie wykazał się sporą dawką autoironii i dystansu do siebie. Pachnie Joeyem (czyli bułeczkami cynamonowymi), zabawia się ze wszystkim co się rusza i takie tam. Naprawdę ciężko nie polubić kogoś, kto gra bezmyślnego drania i jeszcze udaje, że to autoportret. Nie za bardzo orientuję się w jego innych rolach, ale i tak muszę przyznać, że potrafi pokazać klasę (chociaż serialowy LeBlanc prawdopodobnie nie zna takiego słowa).

 

 

Tamsin Greig (Beverly) jest tu przeciwieństwem Tamsin jaką znam z Black Books - chodzący ideał i wzór cnót. Nawet rzuciła palenie. Tylko, że... nie wszystko widać na pierwszy rzut oka, prawda? A nawet żywej doskonałości może się zdarzyć mała wpadka - zwłaszcza, jeśli w pobliżu znajduje się mnóstwo pięknych i bogatych ludzi.

 

 

Stephen Mangan (Sean) - przede wszystkim powala grą aktorską w nerwowych sytuacjach. Uśmiech szerszy od twarzy, zmieniony ton głosu, wypowiadanie coraz dziwniejszych słów i spojrzenie kogoś kto szuka czegoś, co mogłoby wybuchnąć i go uratować. Najwięcej nerwowych sytuacji ma miejsce w drugiej serii. Poza tym jego bohater zachłystuje się urokami Los Angeles i jest zdecydowanie bardziej podatny na wpływy niż mu się wydaje.

 

 

Oglądając to odniosłam wrażenie, że pomimo atmosfery Hollywoodzkiego snu serial został nakręcony raczej z myślą o ludziach, którzy wyznają miłość BBC. Szkoda tylko, że "Episodes" ma jedynie 16 odcinków. W końcu nazwa zobowiązuje...

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Witajcie. Po napisaniu notki o Kubie Rozpruwaczu dowiedziałam się, że zagląda do mnie wesołe towarzystwo, które interesuje się tematyką seryjnych morderstw - przez to, że mnie zachęciliście znowu przygotowałam materiał o tematyce kryminalnej. Materiał nie jest zbyt nowy, powstawał w XVIII i XIX wiecznej Anglii przez długi okres czasu, w dodatku nikomu u nas nie chciało się go tłumaczyć, więc mogą to przeczytać tylko osoby zaznajomione z językiem angielskim.

 

Tytuł dzieła brzmi The Newgate Calendar: The Malefactors' Bloody Register.

 

 

Jest to miesięczny biuletyn wydawany przez władze więzienia Newgate - każdy odcinek zawiera opis jednego przestępcy, który działał w tamtych czasach na terenie Wielkiej Brytanii i miał do czynienia z więzieniem. Newgate Calendar miało spełniać funkcję dydaktyczną - uczyć, że nie ma zbrodni bez kary, a jeśli jest, to lepiej nie oddalać się za bardzo od rodziców. Tak, moi drodzy - nie raz czytano to niegrzecznym dzieciom do poduszki. Podobno pod względem popularności był to przez jakiś czas główny konkurent Biblii. Większość kalendarza jest napisana wręcz baśniowym językiem i czasami ciężko uwierzyć, że bohaterowie nie są jedynie wytworem wyobraźni autorów. Można tam spotkać najróżniejszych kryminalistów - od drobnych i pomysłowych złodziejaszków, włamywaczy, trucicieli, aż do najbardziej kontrowersyjnych morderców i kanibali. Wśród pokaźnej kolekcji przestępców znalazło się również kilka miejskich legend, których prawdziwość nie została wprawdzie obalona, ale do dziś stanowi tajemnicę. Opiszę krótko kilka najbardziej popularnych sylwetek, żeby dać wam ogólne pojęcie o zawartości więziennego kalendarza.





Sawney Bean.

Tak naprawdę Aleksandr Bean znany jako Sawney. Historia neguje jego istnienie, ale prawdopodobnie niejeden człowiek w niego wierzył (w końcu znalazł się w rejestrze Newgate). Sawney Bean jest ojcem licznej rodziny (i Szkotem). Uciekł z domu z miłością swego życia i zamieszkał w jaskini z dala od cywilizacji, opiekując się dziećmi i dając przykład całkowitego oddania ukochanym. Udowodnił światu, że ognisko domowe jest ważne i nie wolno o nim zapominać nawet za cenę wykluczenia ze społeczeństwa (poza tym był kanibalem i podobno upolował i zjadł około tysiąca osób, które miały przyjemność zabłąkać się w rejony jego jaskini, a jego 46 potomków i żona "wiedźma" pomagały mu dojadać resztki ludziny, żeby się nie zmarnowały i nie przyciągnęły drapieżników, które nie są aż tak smaczne. Niedojedzone resztki marynowali, a niejadalne topili w rzece). Istnieje podejrzenie, że rodzinę Sawneya wymyślili Anglicy, którzy nie lubili Szkotów.

 

Dick Turpin.

Angielski rozbójnik, powieszony w 1739 roku. W porównaniu z rodzinką Beana marny z niego kryminalista - słynął głównie z kradzieży koni, chociaż przy okazji zdarzało mu się kogoś zastrzelić. Jest postacią bez wątpienia prawdziwą, w dodatku z czasem dostrzeżono w nim duszę romantyka i ludzie, którzy bardzo się nudzili zaczęli pisać o nim heroiczne poematy oraz malować równie heroiczne obrazy. Uważano go za kogoś w rodzaju Robin Hooda, który rozdawał własność bogatych biednym. Nawet grupa Monty Pythona doceniła rzekomy romantyzm Turpina, tworząc wzorowaną na nim postać Dennisa Moore'a, który kradł łubin.

 

Mary Frith.

Siedemnastowieczny zbój płci żeńskiej, znana głównie z drobnych kradzieży. Nie została skazana, za to zdarzało jej się bywać w szpitalach psychiatrycznych. Na ilustracjach przypomina człowieka przebranego za skrzata. Lubił ją John Milton,  napisał dla niej nekrolog.

 

Jack Ketch.

Najbardziej znany kat na świecie - wieszał ludzi i obcinał im głowy bardzo chętnie, tylko zazwyczaj trochę zbyt powoli. Próbowano znaleźć zastępcę, który wykonywałby egzekucje mniej okrutnie, ale nie był to szczęśliwy czas dla poszukiwaczy uczciwych katów i jego zastępca po czterech miesiącach musiał wyjechać na własną egzekucję. Powolne wykonywanie egzekucji nie było wynikiem braku doświadczenia Jacka - tego miał aż zbyt dużo. Wszyscy dobrze wiedzieli, że to człowiek ze skłonnościami sadystycznymi, który lubował się powolnym obcinaniu głów, jednak ze względu na deficyt katów pozwalano u na zaspokajanie skłonności w sposób legalny i jeszcze mu za to płacono. Jack Ketch jest jednym z powodów kojarzenia imienia Jack z czymś złym.





Newgate Calendar można przeczytać online - całość została zebrana, czytelnie posegregowana i udostępniona. Podzielono przestępców w zależności od charakteru ich kariery, a najbardziej znane przypadki zaprezentowano na początku. Czytając to można zapomnieć na chwilę o współczesnej kryminalistyce i DNA i poczuć się prawdziwy mieszkaniec Wysp wciągnięty w przeszłość. To jedna z takich metod marnowania czasu, która zmienia znaczenie słowa "marnować".

Ciekawostka na koniec (uwielbiam ciekawostki na koniec): według Holmesologów, którzy się bawią opisany tu kalendarz był jedną z lektur dzieciństwa Sherlocka Holmesa. Zważywszy na to co z niego wyrosło, wydaje się to całkiem prawdopodobne.

niedziela, 26 sierpnia 2012

Dzień dobry. No więc... nie za bardzo wiem gdzie byłam i co widziałam (jak zwykle), wiem za to bardzo dobrze co słyszałam. Oprócz dwóch sezonów Cabin Pressure słyszałam również wampira przemawiającego głosem Davida Sucheta. Nie był to byle jaki wampir - to sam Hrabia Dracula w adaptacji radiowej książki Brama Stokera. Słuchowisko jest przewyborne, dlatego polecam je wszystkim miłośnikom mówiących Anglików. W obsadzie obecni są również m.in. Ann Mitchell i Tom Hiddleston.

 

sobota, 25 sierpnia 2012

Dzień dobry. Nie mam za bardzo czasu na męczenie klawiatury (jutro też), za to Daleków nigdy nie dość, więc oto jeden z nich. Piękne, whoviańskie "Uwaga zły pies".

 

 

Wybaczcie lenistwo przymuszone, ale ktoś mi przypomniał, że są wakacje. Zaraz ruszam w trasę z Cabin Pressure i będę podziwiać uroki relacji członków MJN Air, oraz może jakąś górę. Dobrze wiem jak to się skończy, ale poza Yellow Car nie pisałam jeszcze o CP, więc zdecydowanie nie jest to temat do unikania ;)

Tagi: dalek
10:31, adeenah , Inne
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6