Blog bardziej brytyjski niż sama królowa.







wtorek, 31 lipca 2012

Dzień dobry. Widzieliście "Thora?". Ja właśnie obejrzałam. "Thor" to film amerykański (tfu tfu) nakręcony przez pewnego Brytyjczyka (Kenneth Branagh), z dużą ilością przeciętnych aktorów amerykańskich, niewielką ilością dobrych, jednym bardzo dobrym Amerykaninem (strażnik) i jednym bardzo dobrym Anglikiem. Mnóstwo tam efektów specjalnych, naiwnych zwrotów akcji i jest koszmarnie przewidywalny (z wyjątkiem cudownie zaskakującej sceny po napisach), ale mimo wszystko film jest godny polecenia. Ale o tym na końcu. Teraz skupię się na osobniku, któremu najdalej było w filmie do przeciętności.


Imię jego brzmi LOKI.



A prawdziwe - Tom Hiddleston, znany również jako Henry V z fanartami i drugi (po Gaimanie) człowiek, dla którego wymyślono twittera.

Loki jest adoptowanym bratem Thora, syna Odyna. Jest synem nie powiem kogo, bo to byłby bardzo wredny spojler. Bardzo mu się ta sytuacja nie podoba i w związku z tym wprowadza w Asgardzie kompletny chaos, angażując wrogów i przyjaciół. Zachowuje się przy tym naprawdę sprawiedliwie - wrogami manipuluje tak samo, jak przyjaciółmi. Ogólnie mówiąc intrygant jakich mało. W dodatku potrafi doskonale udawać i wykorzystywać słabe punkty innych (co zaprezentował w pewnej scenie pod krawatem). Tak się złożyło, że pomimo tych wszystkich cech Loki nie jest do końca postacią negatywną. Wręcz przeciwnie - od początku można odnieść wrażenie, że to on jest tym dobrym i niedocenianym, przyćmionym przez walecznego Thora z ego większym od Asgardu. Wrażenie to jest tak silne, że aż do końca ciężko o nim zapomnieć.

 

 

Naród angielski bardzo cierpi z powodu powszechnego stereotypu Anglika, który zawsze jest spokojny, flegmatyczny i cierpliwy. Ostatnio coraz częściej wspomniane cechy są łączone ze złym i nieprzyjaznym charakterem. Stereotypy są krzywdzące, ale nic nie da walka z nimi, gdy co jakiś czas popularność na świecie zdobywa brytyjski aktor, który doskonale gra opanowanego, zimnokrwistego psychopatę. Hiddleston nie jest pierwszy - fala zainteresowania najnowszym Sherlockiem (Benedict Cumberbatch) też dotyczyła człowieka z przenikliwym wzrokiem, który wcale nie musi się odzywać ani ruszać, żeby kogoś przestraszyć. Doktorowie tego świata też nie są niewiniątkami - niejeden potrzebował towarzyszki, aby przypominała mu o byciu dobrym dla ludzi. Severus Snape nie lepszy, ale jego nie pilnowały żadne towarzyszki. Loki jest kolejnym przykładem cichego i opanowanego stworzenia, które chowa przed światem mnóstwo sprytu i niekoniecznie pozytywnych emocji. Wyróżnia się tym, że chociaż tak naprawdę jest podstępnym manipulantem (diaboliczny śmiech dla podkreślenia złowrogości określenia) - ma całkiem zrozumiałą i nie do końca złą motywację. [SPOJELR!!!] Loki nie chce opanować świata ani zgładzić ludzkości dla zabawy albo zaspokojenia żądzy władzy - chce tylko dowieść, że wcale nie jest paskudnym lodowym olbrzymem i zasługuje na takie samo zaufanie jak jego brat. [KONIEC SPOJLERA] W takich okolicznościach część widzów tonie w łzach współczucia i sympatii i jest po jego stronie nawet, gdy ma zamiar zabić wszystko, co się rusza.




Jeśli komuś się nudzi, może pobawić się w mądre interpretacje i zanalizować typy bohaterów reprezentowane przez Thora i jego adoptowanego braciszka. Pierwszy jest typowym przykładem bohatera komiksowego -  jest prostolinijny, otwarty, dobry, silny i tak idealny, jak tylko się da. Takich bohaterów najłatwiej znaleźć na naklejkach w czipsach i ludzie zazwyczaj bezgranicznie ich kochają (zwłaszcza ludzie w młodym wieku, dla których tworzone są naklejki w czipsach). Drugi typ - Loki - jest kompletnym przeciwieństwem pierwszego. Podstępny, cichy, inteligentny i skomplikowany. Nawet pod względem wizualnym tworzą przeciwieństwa: Thor to wielki, umięśniony blondyn z równie ogromnym uśmiechem prosto z naklejki i potężną, kwadratową szczęką - Loki to czarnowłosy, chudy człowieczek z upiornymi oczami i szczwanym uśmieszkiem. Co ciekawe, większą popularnością cieszy się typ reprezentowany przez Lokiego (a przynajmniej w środowisku sympatyzującym z latającymi Budkami, Sherlockami i Big Benami). Skracając to wszystko do haseł - w filmie mamy klasycznego amerykańskiego bohatera i angielski czarny charakter. W dodatku obaj się lubią i prawdopodobnie dzielą się płatkami każdego ranka. Całkiem ciekawe połączenie i idealne pole do walki między zwolennikami obu kultur (a właściwie do pojednania, zgody i dzielenia się płatkami).


 

W ramach zbierania informacji do wpisu znalazłam kilka ciekawostek o przygotowaniach Toma do roli Lokiego. Oto trzy z nich:

- Długie, czarne włosy są jak najbardziej prawdziwe. Aktor przeważnie ma blond loki (nie Loki) i wygląda jak golden retriever, ale na potrzeby filmu zapuścił włosy, przefarbował je na czarno i wyprostował. Nie można tego nazwać małą odmianą - włosy nigdy nie chcą szybko rosnąć, a czarna farba nie lubi, gdy się jej pozbywa - chyba, że razem z włosami.

- Początkowo Tom miał zagrać Thora i zmęczył około 10 kilo masy mięśniowej na siłowni, ale w końcu uznano, że nawet gdy wygląda jak duży blond osiłek, to nie wygląda jak duży blond osiłek i bardziej nadaje się na tego sprytnego. W efekcie musiał zrzucić znacznie więcej niż 10 kilo, co oczywiście zrobił.

- Duże, upiorne oczy zawsze takie są i nic nie musiał z nimi robić.

Wiem, wiem... aktorzy często przygotowują się do ról miesiącami, ale żeby przygotowywać się w ten sposób, potrzeba naprawdę sporo motywacji i samodyscypliny (zwłaszcza po zmianie planów w stylu punktu 2.). A wytrwałość zawsze budzi mój podziw i szacunek.


 

Jeszcze kilka słów o samym filmie, który jest tak brytyjski, że powinno go tu wogóle nie być. Jest oparty na komiksie Marvela, efektów specjalnych nie potrafię za bardzo ocenić (na pewno są lepsze niż w Doctorze Who ;), mnóstwo w nim prostych i znanych sztuczek mających zaskoczyć i przestraszyć. To kino wyłącznie rozrywkowe i nie ma zbyt wiele wspólnego z prawdziwą mitologią nordycką. Większość aktorów jest mocno przeciętna, co niestety da się zauważyć (choćby główny bohater). Jednak sama historia jest ciekawa, a scenariusz - chociaż przewidywalny - nie jest wtórny i nudny. Momentami potrafi nawet urzec (na przykład potężny Thor użalający się w barze). Jeśli zasiądziecie przed telewizorami ze świadomością tych wszystkich niedoskonałości, oglądanie może być naprawdę mile spędzonym czasem. Do tego gorące kakao lub bardzo brytyjska herbata i można spokojnie zapomnieć na dwie godziny o zmartwieniach tego świata. I zobaczyć na własne oczy, że angielscy dżentelmeni są świetnymi bogami - pod warunkiem, że są tymi myślącymi, a nie wielkimi i silnymi. (A później trzeba będzie obejrzeć inne filmy Marvela, żeby zrozumieć coś z Avengersów - tam również hasa sobie po ekranie zły Loki przebrany za konika polnego.)

A na koniec ciekawostka:  według oficjalnych danych Marvela z Lokiego jest raczej mięczak, a fani tego nie widzą i oceniają jego umiejętności znacznie wyżej, niż powinni (porównanie w prawym górnym rogu na tej stronie, a jeśli ktoś nie widział "Thora", to radzę zakryć nazwisko Lokiego zawierające spojler ;).

 

Tyle szkód i zamieszania, a wystarczyło okazać komuś więcej ciepła.

poniedziałek, 30 lipca 2012

Dzień dobry. Dobry. Dzień. Dobry. Dobry dzień. Jak się macie? Gorąco, prawda?

Właściwie to nie za bardzo wiem jak jest, nie chce mi się wychodzić z pokoju. Ze względu na porę roku i tendencje proupalne założyłam, że jest gorąco, w związku z czym pokażę zaraz coś zimnego. Wiem, że miało nie być Daleków, ale chwilowo jestem zbyt leniwa, żeby walczyć z lenistwem, a dusza ma rozpacza, gdy statystyki marne. I albo mi się wydaje, albo przeginam z przecinkami. Nie wiem, za gorąco na przecinki (sugestia, sugestia).

Oto coś zimnego.

 

 

***

PS1: Na jutro szykuję prawdziwą notkę o czymś podstępnym z upiornymi oczami i radosnym fandomem. O czymś, czego tu jeszcze nie było.

PS2: W dni leniwe zapraszam na facebooka, czasami jest tam całkiem wesoło ;)

Tagi: dalek
11:31, adeenah , Inne
Link Dodaj komentarz »
sobota, 28 lipca 2012

Dzień dobry. Ktoś tu ma problem z dyscypliną, więc notka o ostatnim Sherlocku może trochę się odwlec (bardziej od tej). To wina pewnych królów, Tomów, Szekspira i poezji i braku Doktorów, o czym niedługo napiszę.

Psy Baskerville to mój ulubiony odcinek. Różni się od innych, między innymi jest jedyną historią nakręconą w konwencji horroru i rozgrywa się z dala od Londynu.

Mark Gatiss (odpowiedzialny za "Psy") tak samo jak Moffat czerpie garściami z kanonu, ale w przeciwieństwie do niego, nie nawiązuje do kanonu za pomocą drobnych sugestii i ciekawostek. Gatissowe ciekawostki nawiązują do Doctora Who (Wholock ;). Było to zresztą do przewidzenia, ponieważ obaj pracują przy Doktorze, ale w tym odcinku pierwszy raz dostaliśmy tyle oczywistych odniesień do serialu. W dodatku fanów trochę to zaskoczyło, bo jednak tajnych crossoverów spodziewano się po Moffacie (który wybrał kanon). A ja napiszę o moich ulubionych, ponieważ pewnie wiecie, że czasami mam dwa serca i muszę.

 

 

Mark Gatiss w wywiadach zawsze sprawia wrażenie zaskoczonego Doktorowymi ciekawostkami, ale nie należy mu wierzyć, ponieważ to taki sam rodzaj trolla jak Moffat :)


0. Tytuł.
Oryginalny tytuł jest tak piękny, majestatyczny i... i w ogóle, że Sherlockowa ekipa postanowiła zmienić tylko dwie literki. Zmiana była tak subtelna, że początkowo jej nie zauważyłam i robi z psa liczbę mnogą, a z Baskervilles - pojedynczą. Nic dziwnego, w końcu Baskerville jest tu instytucją, a nie wielkim rodem z dużą ilością członków, a z psem sprawa nie jest zbyt prosta. U nas przetłumaczono psy jako demony i nawet nie czuję potrzeby zbytniego czepiania się, ponieważ ze względu na problem z określeniem istnienia psa/psów/innych strasznych stworzeń, słowo demony jest tu całkiem odpowiednie.

 

 

1. TARDIS.
Niebieska Budka podstępnie ukrywa się w lesie w pierwszej scenie. Twórcy zaprzeczają jakoby coś tam ustawiali i sami udają zaskoczonych, ale w końcu nawet Mark Gatiss przyznał na twitterze, że to nie może być nic innego. Jeśli może, to zaślepiony umysł ucieszonych fanów i tak tego nie dostrzeże.

 

 

2. Sir Henry Wilkołak.
Pierwsza scena (ta z TARDIS) bardzo przypomina scenę z innego serialu, w którym aktor grający sir Henry'ego ciągle biegał po lesie i zamieniał się w wilkołaka. Ten serial to Being Human. Poza tym scena jest ciekawa nie tylko ze względu na skojarzenia szalonych brytofili uzależnionych od BBC - już sam początek pokazuje, że ten odcinek będzie inny niż reszta. Ciemny las i przerażony człowiek jest sporą odmianą po ostatnim odcinku, rozgrywającym się w miejscach pokroju pałacu Buckingham, gdzie niewiele było strachu.

 

 

3. Harpun.
Chcielibyście spotkać w autobusie człowieka, który wygląda, jakby właśnie wpadł do sali pełnej czegoś żywego z harpunem i zrobił z niego właściwy użytek? Ja patrzę na to z drugiej strony - zazwyczaj mam dużą ochotę pobiegać z czymś dużym i ostrym po ulicach w okolicy domu i postraszyć kochanych miejscowych, więc scena z zakrwawionym Sherlockiem niezwykle mi się spodobała. Jedno jest pewne - Sherlock nie ma problemów z wkurzającymi znajomymi w autobusie (btw, harpun również znalazł się w kanonie).

 

 

4. "My mind rebels at stagnation".
Początek odcinka przedstawia Sherlocka w podobnym stanie jak "The Great Game" - bez zajęcia rozszalały umysł nie ma pojęcia co ze sobą zrobić. Tym razem w trakcie rozpaczliwych poszukiwań rozwiązania problemu braku problemów wspomniano kanoniczne "siedem procent", papierosy, maltretowanie świni, a wszystko to w trakcie biegania po pokoju i szukania czegoś, czego tam nie ma.

 

 

5. Ślady gigantycznego naleśni.. psa.
Scena z przedstawieniem przez Henry'ego problemu jest kolejnym po grammar nazi w "Wielkiej Grze" przykładem zainteresowania Sherocka lingwistycznymi zdolnościami jego potencjalnych klientów. Tutaj sprawa okazała się dla niego ciekawa ze względu na dobór słów, które nie były zbyt nowoczesne i pospolite. Istnieje podejrzenie, że nie chodziło o "hound", tylko o "pancake", ale jeśli tak było, to BBC zatuszowało sprawę.

 

 

6. Sherlock - wampir.
Istnieje pewna króciutka scena, w której Sherlock wizualnie upodabnia się do czegoś strasznego i węszącego. Gdyby przy tym pokazał zęby, pewnie Anglia pospadałaby z krzeseł.

 

 

7. Zaufaj mi, jestem Doktorem.
Gdy doktor Watson wypowiedział te słowa, fani Doctora Who aż zapiszczeli z radości (a przynajmniej ja). Miał pełne prawo to powiedzieć, w końcu jest doktorem, ale wcale nie musiał mówić tego dokładnie w taki sposób jak pewien kosmita promujący modę na muszki.

 

 

8. Baskerville.
Oto coś, czego nikt się nie spodziewał - Baskerville to nie  nazwisko starego rodu obciążonego klątwą złego psa, tylko potężna, tajna instytucja, która przyczynia się do do obciążenia klątwą strachu ludzi spoza niej. Klimatem przypomina coś w rodzaju złego Torchwood albo tajną placówkę, jakich pełno w Archiwum X. Jest tylko bardziej biało i sterylnie.

 

 

9. GFP.
W Baskerville przeprowadzano różne eksperymenty na zwierzętach, niekoniecznie szkodliwe. Na przykład wszczepiano im gen GFP - białka zielonej fluorescencji. To znany i lubiany przez biologów przykład prostej zabawy genetycznej, w dodatku efekt końcowy jest widoczny gołym okiem i w zależności od okoliczności - może wypaść całkiem upiornie. W odcinku ucierpiał na zielono Dzwoneczek z długimi uszami.

10. Papier psychiczny.
Sherlock używa w tym odcinku papierka psychicznego . Nikt nie powiedział tego wprost, ale to oczywiste, że pożyczył go od Władcy Czasu.

 

 

11. Mind Palace.
Pałac pamięci to metoda zapamiętywania dużej ilości informacji, spopularyzowana jakiś czas temu przez Hannibala Lectera, a wymyślona przez Cycerona.To, co zaprezentowano w serialu nie jest klasycznym przykładem "Memory Palace", który polega na wyobrażeniu sobie różnych miejsc i skojarzeniu ich z konkretnymi wydarzeniami lub informacjami. Sherlock miesza kilka technik mnemotechnicznych, przy czym wszystko sprowadza się do odpowiedniego posegregowania informacji według skojarzeń i ich podobieństwa. Umieszczenie tej sceny w odcinku było sprytnym posunięciem - z tego co zaobserwowałam, spowodowało wzrost zainteresowania technikami pamięciowymi, a to oznacza zwiększenie użycia mózgu w pewnych rejonach świata.

 

 

12. Żegnaj cywilizacjo.
Akcja Psów Baskerville rozgrywa się daleko od Londynu, w miejscu o wiele bardziej dzikim i pełnym natury. Dartmoor jest bogate w piękne krajobrazy, pagórki i rośliny. Zmiana scenerii dobrze zrobiła odcinkowi - o wiele łatwiej o tajemniczy nastrój i grozę w miejscu oddalonym od centrum cywilizacji. Muszę przyznać, że chociaż natura najbardziej cieszy mnie, gdy nie jestem w jej pobliżu, to tym razem zdarzyło mi się zachwycić się widokami (ach, gdyby wszystko miało serialowe kolory z nadmiarem TARDIS blue).

 

 

13. Cukier [SPOJLER].
Sherlock udający miłego zawsze coś kombinuje. W tym odcinku John dowiedział się, że nie tylko podejrzani nieznajomi dosypują podejrzane specyfiki do kawy.

 

 

14. Obnażenie demona [coś w rodzaju spojlera].
Rozwiązanie zagadki okazało proste i logiczne, a zarazem w pełni satysfakcjonujące. W dodatku porusza aktualny problem - teraz nauka rozwija się tak szybko, że fizycznie niemożliwe jest nadążenie za wszystkimi odkryciami. Nigdy nie wiadomo do końca nad czym pracuje w laboratorium grupa ludzi w białych fartuchach - równie dobrze jak łuki odruchowe żaby albo estry bananowe, może to być nowa broń chemiczna lub biologiczna. Eksperymenty z nieznanym są niebezpieczne, ponieważ nie zawsze wiadomo jak daleko sięga możliwość kontrolowania ich, a efekty często nie ujawniają się natychmiastowo. I nie jest żadną nowością, że nie o wszystkich niebezpiecznych odkryciach informują pierwsze strony gazet.

 

 

15. Przyjaźń.
Wątek relacji Holmes-Watson bardzo mi się spodobał. To nie jest zwyczajna para przypadkowych współlokatorów - to para współlokatorów, którzy nie potrafią się nawet na siebie porządnie obrazić. Drażnią się i przekomarzają, wykorzystują bezlitośnie do eksperymentów (to raczej jednostronne), ale gdy coś jest nie w porządku, zawsze potulnie się przepraszają i znów panuje rozejm pełen drobnych złośliwości i wzajemnego zrozumienia. Oto Holmes i Watson, jakich znam i chcę widzieć na ekranie.

 

 

16. Moriarty.
Nie mam za bardzo nic do powiedzenia na temat końcowej sceny, poza tym, że była przerażająca i schizofreniczna. Na pewno po czymś takim nie można z czystym sumieniem przegapić kolejnego odcinka.

 

 

17. Nocne łowy Watsona.
John Watson wykazał się inicjatywą i postanowił sam rozwiązać zagadkę migających świateł. Nie okazały się zbyt przydatne, ale w końcu nie każda dobra akcja to udana akcja.

 

 

18. Coś przerażającego.
Nic nie poradzę na to, co zaraz napiszę... to częsta, Whoviańska przypadłość (spowodowana przez Moffata, tak btw).



ARE YOU MY MUMMY?


 

***

PS: Wczoraj w Londynie działo się tyle cudownych rzeczy o ogromnym poziomie brytyjskości, że naprawdę ciężko mi poskładać to wszystko do kupy i sensownie opisać. Zabrakło tylko czegoś bardzo ważnego i królowa też o tym wie (chociaż w pewnym momencie było słychać TARDIS).

 

(Zdjęcie ukradłam Zwierzowi ;)

 

PS2: Jutro kolejna przerwa, ostatni Sherlock kiedyś, a wkrótce coś innego.

czwartek, 26 lipca 2012

Witajcie. Właśnie zrobiłam małe hop i zagięłam czasoprzestrzeń, dzięki czemu na 221B dwa lata minęły w dwa dni. A skoro dwa lata minęły, to mogę poznęcać się nad pierwszym odcinkiem drugiej serii Sherlocka - bardzo skandalicznym i naprawdę dobrym.

0. Tytuł.
Tytuł nawiązuje do Skandalu w Czechach sir Arthura Conan Doyle'a ("Scandal in Bohemia"), zmieniono jedynie lokalizację na podobnie brzmiącą, ale umiejscowioną znacznie bliżej Big Bena. Belgravia jest dzielnicą Londynu położoną w okolicach centrum, słynącą głównie z drogich, luksusowych mieszkań. Doskonałe miejsce na skandal.

 

 

1. Stayin' Alive [SPOOOOOOJLEEEEER!]
Gdy po dwóch latach zastanawiania się z której strony coś wybuchnie okazało się, że zamiast eksplozji, strzałów albo innego dramatycznego rozwiązania akcji dostaliśmy piosenkę Bee Geesów o utrzymaniu się przy życiu... w jednym momencie 9,5 milionów widzów dostało mentalny cios cegłą prosto w nos (na miejscu Moffata wpisałabym to sobie w CV). A później doszły mentalne nokauty w krajach nie mających bezpośredniego dostępu do transmisji BBC. Bez względu na indywidualny poziom zdezorientowania, śmiechu i zdenerwowania trzeba przyznać, że było to zaskakujące. I okropnie brytyjskie - wredny i absurdalny humor to w końcu wizytówka tego kraju. Niektórzy się złoszczą i uważają, że to zmarnowana szansa na ciekawą akcję, ale ogólnie Stayin' Alive zostało raczej ciepło przyjęte.

 

 

2. 1895.
Licznik na blogu Johna zaciął się na liczbie, która ma dla Sherlockistów niemałe znaczenie. W świecie Sherlocka zawsze jest rok 1895 - przypominają o tym liczne podcasty, stare, kultowe wiersze oraz Sherlockiści, którzy informują o tym na swoich blogach wszystkich, którym nie chce się szukać oryginalnych źródeł na własną rękę.

 

 

Here, though the world explode, these two survive,
And it is always eighteen ninety-five.
                                          – Vincent Starrett


 

3. Blog Watsona.
Kronikarska (a właściwie blogerska) działalność Johna Watsona obejmuje uwspółcześnione opowiadania, a przynajmniej dzieli z nimi tytuły. Jest choćby Geek Interpreter (kanon: Greek Interpreter) i nakrapiany trup blondynki nazwany Speckled Blonde (kanon: Speckled Band). Te drobne i niewinne odniesienia do oryginalnych historii nie są zbyt istotne dla fabuły (ani dla niczego innego), a ich głównym celem jest dostarczenie radości fanom Sherocka Holmesa. Po pierwszej serii wiele osób sięgnęło po opowiadania, więc prawdopodobnie radość była dość powszechna.

 

 

4. Irene Adler.
Ktoś słusznie zauważył, że panna Adler była w opowiadaniach skandalistką. Ten ktoś zauważył również, że dzisiaj śpiewanie w operze ciężko uznać za przykład nieprzyzwoitego prowadzenia się i wymyślił coś zdecydowanie bardziej nieprzyzwoitego. Irena w serialu jest dominatrix, która zawsze wie co lubią osoby o wysokim statusie społecznym - tak wysokim, że zrobienie im wspólnego zdjęcia w jednoznacznej sytuacji wskazującej na dużą pomysłowość powoduje natychmiastowe wezwanie do pałacu Buckingham detektywa w samym prześcieradle. Gdybym miała coś zarzucić serialowej pannie Adler, to byłaby to końcówka [SPOJLER], w której Sherlock wykazał się większym sprytem od niej. Gdyby uciekła bez sentymentalnej porażki, byłaby właśnie tą Ireną, którą pamiętam z książki. Ale poniosła klęskę w całkiem ciekawym stylu (o czym będzie osobny punkt), więc wybaczam.
Uwielbiam znęcać się nad pannami Adler (ta z Sherlocka Ritchiego mogłaby dostać kilka złośliwych notek), ale cieszę się, że tym razem nie mam do niej większych zastrzeżeń.

 

 

5. Czapka.
Nareszcie dowiedzieliśmy się dlaczego wszyscy tak lubią portretować Holmesa w czapce z dwoma przodami.

 

 

6. Prześcieradło.
Pałac Buckingham - najbardziej dostojne miejsce w całej Anglii, serce kraju i siedziba rodziny królewskiej. Nie ma lepszego miejsca (i okoliczności), żeby zapomnieć bielizny. Kto się nie śmiał ręka w górę!

 

 

7. Bond Air poleci [SPOJLER].
Ciekawy wątek z oszukiwaniem terrorystów. Wiele razy widziałam filmy traktujące o walce z terrorystami, ale przeważnie walka polegała na pozbyciu się bomby i ewakuacji załogi. Udawanie, że nikt o tym nie wie i organizowanie lotu umarłych nie zawiera może tak dużej ilości krzyków, akcji i biegania, ale za to jest znacznie bardziej interesujące. No i stanowi kolejną zagadkę obecną na ekranie od samego początku, o istnieniu której nawet Sherlock nie miał pojęcia (fani Sherlocka kochają zagadki).

 

 

8. Chemia.
Drugie hobby Sherlocka (pierwsze to wspomniane ostatnio skrzypce) nareszcie pokazane. Sherlock ma w tym odcinku dużo sprzętu i pełne umundurowanie chemika. Ma nawet okulary, przez które nic nie widać.

 

 

9. Tablica Mendelejewa.
Punkt powiązany z poprzednim. Sherlock jest tylko człowiekiem, też lubi wieszać plakaty w sypialni. Zawierają mnóstwo opisanych symboli i przydają się w trakcie mieszania różnych związków - zwłaszcza tych, których lepiej nie mieszać.

 

 

10. Auld Lang Syne.
Szkocki utwór, który z okazji Nowego Roku rozbrzmiewa na ulicach całego świata, a zwłaszcza tego w okolicach Wielkiej Brytanii. W odcinku możemy podziwiać wersję wykonaną na solowych skrzypcach - i wcale nie szkodzi, że Benedictowi (Sherlock) nie wyszła synchronizacja gry z muzyką. Serial zawiera tyle dopracowanych szczegółów, że można przymknąć oko na jedno niedociągnięcie wizualne i cieszyć się tym, co słychać.

 



11. Zemsta najlepiej smakuje na zimno [SPOJLER].
Napad na panią Hudson, a właściwie to, co nastąpiło później pokazuje, że jeśli Sherlock rzeczywiście jest "high-functioning sociopath", to wychodzi to z niego w sytuacjach, gdy zagrożone są osoby mu bliskie. Spójrzmy realnie - wcale nie musiał dzwonić na policję  i wymieniać przy obecnym włamywaczu obrażeń, które chciał za chwilę spowodować, nie musiał również wyrzucać go przez okno aż do momentu przyjazdu wezwanej policji i karetki. Człowiek wyrzucany przez okno trafiając na Sherlocka miał po prostu ogromnego pecha - nie spodziewał się, że trafi na kogoś, kto przejmie się losem pobitej staruszki na tyle, że połamie mu większość kości przy pomocy wysokości i doniczek.

 

 

12. England will fall. [SPOJLER]
Osobny punkt dla bohaterskiej pani Hudson, która ukryła telefon przed włamywaczami i duży plus za cudowną uwagę Sherlocka - bez niej Anglia by upadła :)

 

 

13. Molly.
Molly jak zwykle jest cicha i uprzejma, chociaż poczucie humoru ma całkiem szatańskie (biodra w kostnicy). Jest kompletnym zaprzeczeniem stereotypu ponurego patologa pracującego ze zwłokami, ponieważ odzwierciedlają one jego mroczną naturę, czy coś w tym stylu. Molly jest osobą całkiem normalną - nawet jej blog pełen kotków o tym świadczy.

 

 

 

14. Elektrownia Battersea.
Irene Adler jest bardzo przebiegła - na miejsce spotkania z Johnem wybrała elektrownię, którą pewna niewielka grupa społeczna otacza czymś w rodzaju czci. Otaczanie jej czcią polega głównie na dorysowywaniu na zdjęciach latających świnek i ma ścisły związek z okładką pewnej płyty Pink Floyd.

 

 

15. Punch me in the face.
Przebranie za księdza... skąd my to znamy?

 

 

16. Hasło [SPOJLER. ZDJĘCIE TEŻ ZASŁOŃCIE].
Jak już wspomniałam - zawiodła mnie porażka Ireny, ale porażka ta odbyła się w tak dobrym stylu, że prawie o tym zapomniałam. Wpisanie pomiędzy słowa I AM i LOCKED - SHER jest kolejną pomysłową grą słowną, którą uraczył nas serial. W dodatku po wpisaniu hasła wydaje się ono tak oczywiste, że ciężko uwierzyć, że przez 1,5 godziny nikt się nie domyślił. Ten podstępny zabieg kojarzy mi się z pytaniem, którego strzeże Cisza w szóstej serii Doctora Who (mówiono o nim przez cały sezon i nikt nie domyślił się jak brzmi, a jest najbardziej oczywistym pytaniem jakie istnieje). Zarówno za SHERLOCKED jak i za Pytanie odpowiedzialny jest największy troll BBC - Steven Moffat.

 

 

17. Telefon.
Podobnie jak w "Study in Pink", tu też telefon spełnił ważną rolę, zastępując jakiś przedmiot z opowiadania. Tym razem było to zdjęcie panny Adler.

 

 

18. The Woman.
Pozwolę sobie przytoczyć fragment "Skandalu w Czechach": "Zwykle żartował sobie z mądrości kobiet, ale ostatnio nie słyszałem, by to robił. Kiedy zaś wspomina o historii z fotografią albo Irenę Adler, mówi o niej zawsze z szacunkiem jako o kobiecie."
THE WOMAN zostało tu wykorzystane jako przydomek artystyczny Ireny, którym chwaliła się między innymi na stronie internetowej. Kolejny dowód na to, że Moffat czytał.

 

 

19. Końcówka.
Żeby nie było zbyt wesoło... jest pewien fragment, który mi nie pasuje do całości. Zakończenie. Owszem - było ciekawe i zaskakujące, ale odniosłam wrażenie, że ktoś tu chyba trochę przedobrzył. Na swoje usprawiedliwienie nie mam żadnych argumentów poza tym, że mi się nie podobało, więc można to potraktować jako zwyczajne marudzenie ;)

 

 

Niestety na tym muszę skończyć - czeka na mnie upiorny pies. Bardzo zły pies. Bardzo zły pies, który prawdopodobnie przyczyni się do powstania najbardziej niezrównoważonej i entuzjastycznej notki ze wszystkich notek Sherlockowych.

środa, 25 lipca 2012

Dzień dobry. Ze względu na zapowiedź dwuletniej przerwy pora na przerwę i trailery.
Druga seria Sherlocka również zawiera tylko trzy odcinki - ich scenariusze są oparte na najbardziej popularnych opowiadaniach:


Skandal w Czechach,
Pies Baskerville'ów,
Ostatnia Zagadka.


Poprzednia seria zakończyła się okropnym cliffhangerem i fani nie mogli doczekać się, żeby wreszcie dowiedzieć się z której strony coś wybuchnie. W międzyczasie dostali trzy dobre trailery, które utwierdziły ich w przekonaniu, że jeśli wybuch nastąpi, to niezbyt blisko głównych bohaterów. Trailery te różnią się od innych trailerów serialowych tym, że zachęcają widzów do rozwiązania krótkiej zagadki.

 

 

W każdym z nich dostajemy po trzy słowa zilustrowane wybranymi scenami z nowych odcinków. Trójki tworzą anagramy, które po przestawieniu liter tworzą hasło - hasło, na które fani wyczekiwali tęsknie od dwóch lat. Nie zdradzę jak brzmi ukryte hasło, za to zachęcam do zabawy wszystkich, którzy jeszcze go nie znają. Nie podglądać w komentarzach ;)

Oto trailery:

 


 

 

 

Muzyka w tle to utwór Davida Holmesa "The Story of the Ink". Nie wierzę, że nazwisko jest zbiegiem okoliczności. Tutaj pełna wersja do odsłuchania.

Jeśli już obejrzeliście trailery i odgadliście ukryte hasło, możecie czuć się jak prawdziwi wyczekujący fani i włączyć z pełną satysfakcją pierwszy odcinek drugiej serii - "Scandal in Belgravia". Ja udaję, że jeszcze go nie widziałam i właśnie idę go obejrzeć, a już jutro się nad nim poznęcam.

 

***
Dla osób nie mających dostępu do youtuba (wiem, że takie są ;) - oto słowa z trailerów:

RUSH RELENTS ROCK
RUN ROCKS SHELTER
RECKLESS NOR HURT

Miłego przestawiania liter!

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6