Blog bardziej brytyjski niż sama królowa.







sobota, 30 czerwca 2012

Dzień dobry. Żyjecie? Nie? Oj, każdemu się zdarza. Panie i panowie, dziś mam zaszczyt przedstawić arcydzieło norweskiego ekspresjonizmu. Edvard Munch - "Kac".

 

10:44, adeenah , Inne
Link Komentarze (4) »
piątek, 29 czerwca 2012

Witajcie, przedstawiam drugą część poradnika gifowego Black Books (pierwsza część dostępna TUTAJ). Dziś poruszę temat szczęścia. Pokażę co robić aby je osiągnąć, a czego najlepiej nie robić. Będzie mało tekstu i dużo gifów (jak nazwa wskazuje - to poradnik gifowy).

Oczywistym jest, że nie da szczęścia praca, której się nie lubi. Widzimy to na przykładzie wielu pracowników barów szybkiej obsługi, którzy wyglądają, jakby właśnie siedzieli na krześle elektrycznym. Jeśli chcecie być szczęśliwi, omijajcie takie miejsca z daleka. Zawsze.



Pracy trzeba szukać bardzo uważnie. Po wielu miesiącach poszukiwania ciekawych ofert uwaga stanie się bardziej wytężona, ponieważ ciekawe oferty często chowają się po kątach i w małych rubryczkach zaklejonych reklamą pasty do zębów. Wytężona uwaga, którą można uzyskać dzięki szukaniu pracy pozwala dostrzegać rzeczy, których inni nie widzą (na przykład małe ludziki we włosach innych ludzi). Jest to bardzo przydatna cecha dla wszystkich, którzy naczytali się powieści detektywistycznych i myślą, że są Sherlockiem Holmesem.




Pomimo wielu zalet wytężonej uwagi, trzeba potrafić okiełznać ją w niektórych sytuacjach, inaczej może dojść do nieszczęścia. Nieszczęścia nie są pożądane w trakcie dążenia do szczęścia, a uświadomienie sobie tej przykrej prawidłowości może skończyć się dramatycznym facepalmem.



Wiadomo od wieków, że każdy poszukiwacz szczęścia musi w końcu natknąć się na wino. Wino jest wspaniałym trunkiem, który rozjaśnia umysł i sprawia, że nawet nieszczęśliwi ludzie po skosztowaniu go myślą, że są szczęśliwi.


 

Nie można go jednak rozlać.

 


Ani wypluć.


Z winem nie można przesadzać. Choć jest boskie, smaczne i pożyteczne, następnego dnia sprowadza zabójcę zwanego kacem, który terroryzuje bezlitośnie niewinne istoty poszukujące szczęścia.




Ważnym elementem dążenia do szczęścia jest zachowanie równowagi emocjonalnej. Powszechnie uważa się, że trzeba trzymać uczucia na wodzy. Jeśli ktoś zje wam bułkę, nie bądźcie niemili, bo odbiorcy niemiłego zachowania będzie bardzo przykro. Zacznie was traktować jak własnego syna, dzięki czemu wasze krzywdzące zachowanie zostanie wyolbrzymione i będzie wam niezwykle głupio.



Zalecana jest za to zgoda, zwłaszcza w miejscu pracy. Wielu ludzi zastanawia się jak osiągnąć zgodę w miejscu pracy: kupują poradniki, chodzą na kursy, starają się roztaczać wokół siebie przyjazną atmosferę wsparcia i sympatii i częstują wszystkich czekoladkami domowej roboty - nie róbcie tego. Jeśli chcecie żyć z kimś w zgodzie, napiszcie z nim książkę dla dzieci.



Nie wolno także zbytnio denerwować się błahostkami. Potknęliście się o kota? Każdemu się zdarza! Koty są przebiegłe i dumne, nawet im przez myśl nie przejdzie, żeby przejąć się waszymi krzykami. Można się mścić... na przykład spróbować sprawić, żeby kot potknął się o was. Z pewnością zrobi to na kocie większe wrażenie niż wydawanie dziwnych odgłosów i gwałtowna gestykulacja.


 

Jeszcze bardziej przeciwwskazane jest denerwowanie się za szybą dźwiękoszczelną. W takim przypadku nawet gdyby kot był wrażliwy i chciał was wysłuchać - nie uda mu się.




Jak widzicie, poszukiwanie szczęścia nie jest wcale łatwe. Istnieje za to jedna niezawodna metoda, która zawsze kończy się osiągnięciem błogiego stanu bardzo zbliżonego szczęścia. Metoda ta polega na połknięciu i zasymilowaniu czegoś. Niestety bardzo ciężko zdobyć coś o czym mówię, ale wytrwałe poszukiwania zostają hojnie nagrodzone, więc można zacząć przetrząsać okolicę już dziś. Przedmiot, którego połknięcie zapewnia stan spokojny, zbliżony do szczęścia ma niewielkie rozmiary i tytuł "Mała książeczka spokoju".

czwartek, 28 czerwca 2012

Witajcie. Mam złe przeczucia odnośnie jutrzejszego wpisu, dlatego dziś czuję się w obowiązku obniżyć poziom absurdu. Opiszę jak wygląda kilt i z czym się to je. To znaczy nosi. Na początek zdjęcie kiltu idealnego (na wypadek gdyby ktoś nie wiedział o co mi chodzi):


Jestem pewna, że każdy kiedykolwiek widział Szkota w pełnym umundurowaniu. Jeśli Szkot nie posiada specjalnie rzucających się w oczy elementów (na przykład błon między palcami albo futerka na twarzy), to najbardziej wzrok przyciąga kraciasta spódniczka, nazywana KILTEM. Posiada on charakterystyczny wzór zwany kratką, jednak niebędący kratką w dosłownym tego słowa znaczeniu. Wzór składa się z kolorowych linii przecinających się w ściśle określonych miejscach, kwadratów różnej wielkości i grubszych pasków o konkretnych kolorach, które przecinają... no, nie wytłumaczę. Szkocka krata wygląda tak:



Niektórzy mówią na to tartan i mają rację - ten wzorzysty materiał tak właśnie się nazywa. Wytwarza się go z owczej wełny. Z tartanu można tworzyć różne elementy garderoby, nie tylko kilt, a gdy nie wiadomo co z niego zrobić, można go wykorzystać jako kocyk i nigdy się z nim nie rozstawać. Wzory są różne i to głównie dzięki nim można odróżnić członków poszczególnych klanów. W prawym dolnym rogu kiltu znajduje się spinka (kilt spin), która kiedyś, podobnie jak wzór i kolor, wskazywała na przynależność do klanu. Dziś zwraca się na to mniejszą uwagę (przeważnie, w niektórych sferach zawsze zwraca się na to uwagę), ale spinki i tak nie popadły w zapomnienie - z jednego, ważnego powodu. Gdyby spinek nie było, wszyscy Szkoci w kiltach przy najmniejszym podmuchu wiatru zamienialiby się w Marilyn Monroe w sukienkowej scenie ze Słomianego Wdowca. Gdy spinka jest na swoim miejscu, materiał jest wystarczająco obciążony i żadne warunki atmosferyczne nie są mu straszne. O tym, jak ważna jest spinka można dowiedzieć się z reklamy pewnej whisky:


 

Każdy kilt powinien mieć gruby pas i klamrę. Pas jest gruby, ponieważ kiedyś noszono przy nim broń, a później się do niego przyzwyczajono. Wiadomo, że klamra musi być obecna przy każdym pasie (z wyjątkiem sznurów oplatających mnisie habity), a jeśli już jest, to najlepiej, żeby była ozdobna. Klamry przy pasach od kiltów są przeważnie bardzo ozdobne.




Skarpety (kilt hoses). Skarpety noszone do kiltu są przeważnie białe, ale klany lubują się w kombinacjach kolorów tartanowych. Podkreślają tym swoją tożsamość i przeważnie nie muszą aż tak bardzo na nie uważać, ponieważ zalane kawą skarpety w kratę nie wyglądają tak źle, jak zalane kawą skarpety białe. Skarpety są wysokie i często zdarza im się opadać. Dzisiaj ludzie radzą sobie z podobnymi problemami w sposób szybki i estetyczny (ściągacze), ale kiedyś... kiedyś opadające skarpety były istnym koszmarem dla Szkotów, którzy starali się wyglądać poważnie i dostojnie. Wymyślono więc coś o nazwie flashes - jest to sznurek podtrzymujący skarpetki. Sznurek wygląda mało dostojnie, dlatego ozdabiano go chorągiewkami, które wyglądają bardzo dostojnie.


 

Widzieliście kiedyś prawdziwego Szkota w trampkach? No właśnie, do kiltu trzeba nosić specjalne, skórzane obuwie (Ghillie brogues). Sznurówki są wiązane wysoko, a język nigdy się nie przekręca, ponieważ go nie ma. Buty te mają swoją własną historię - przyczyną ich powstania była bardzo angielska pogoda, goszcząca często w Szkocji. Deszcz. Buty bez języka były bardziej praktyczne od tych z językiem, ponieważ szybko schły, a sznurówki nie rozwiązywały się i nie pływały na mokrym terenie, dzięki czemu żołnierze nie chlapali sobie po twarzach błotem i nie potykali się w boju.

Szkoci noszą również torebki, ale w przeciwieństwie do przeciętnych kultur, gdzie wszystko co ładne zarezerwowane jest dla kobiet, TE torebki mogą nosić wyłącznie mężczyźni. Nazywają je Sporran i bardzo je lubią, ponieważ pełnią wiele funkcji. Przede wszystkim Sporran jest czymś w rodzaju torebki lub kieszeni - można tam ukryć niedojedzone ciastko na konferencji i nikt nie zauważy. Druga funkcja to ogrzewanie (futerko obecne tam zazwyczaj jest ciepłe i milutkie). Trzecia funkcja jest dopełnieniem działania spinki (ochrona przed gwałtownymi porywami wiatru). Sporran trzyma się na łańcuchu.




Gdyby ktoś zapragnął ubrać się w kilt już dziś, a obawia się go mocno, to może rozwiać swe obawy za pomocą poradnika, na który natknęłam się w trakcie zbierania materiałów (LINK).

środa, 27 czerwca 2012

Dzień dobry. Znowu przyszła pora na notkę odtwórczą (aby krótkie notki odtwórcze czuły się tu komfortowo, stworzyłam im osobną kategorię). Tym razem zamiast Daleka zacytuję głęboką wschodnią przypowieść, którą uraczył nas Dylan Moran na jednym ze swoich występów. Jest tak głęboka, że nikt jej nie rozumie - a jeśli ktoś ją zrozumie, to sama nie wiem, czy powinien się z tego cieszyć. W każdym razie wszelkie interpretacje mile widziane.

Dwaj mnisi idą przez most, wszędzie leżą kwiaty wiśni. Jeden z nich mówi: "wiesz, jestem bardzo spragniony", a drugi mówi: "tak, a ja jestem wysoki".


Rozumiecie? Nie? No, to burza mózgów (albo facepalm, jak kto woli).

 

10:42, adeenah , Inne
Link Komentarze (3) »
wtorek, 26 czerwca 2012

Dzień dobry. Dziś pozwolę wszystkim mózgom czytającym odpocząć. Przygotowałam coś lekkiego, dzięki czemu możliwe będzie dotlenienie wszystkich szarych komórek, które chcą was właśnie zamordować za to ciągłe siedzenie przed komputerem. Podążajcie za mymi instrukcjami.

 

Włączcie to wideo i szybko przewińcie niżej:

 

 

 

Przyjrzyjcie się uważnie ruchom i krokom Ciszy. Bardzo uważnie, nie wolno wam tego zapomnieć!

 

1.

 

2.

 

3.

 

4.

 

Jeśli już wszystkie ruchy udało wam się zapamiętać i nie zapomnieliście ich wcale, włączcie od początku Beatlesów i spróbujcie je powtórzyć. Można oczywiście łączyć je w dowolnej kolejności i tworzyć najróżniejsze kombinacje, warunek jest jeden - nie wolno zniekształcać ruchów Ciszy. Miłego kiwania się!

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6