Blog bardziej brytyjski niż sama królowa.







poniedziałek, 12 maja 2014

Dzień dobry. Długotrwałe i szczegółowe śledztwo w wykonaniu moim, wykorzystujące techniki dedukcyjne Sherlocka Holmesa oraz fotelowy detektywizm Herculesa Poirota zakończyło się powodzeniem. Wiem co się stało z dwoma ostatnimi bohaterami miesiąca, mało tego - wiem także kto był sprawcą. Okazuje się, że tożsamość bohaterów jest nieznana, ponieważ zostali oni podstępnie zjedzeni przez Hannibala Lectera.

 



Tajemnicę niniejszym uznaję za rozwiązaną.

Live long and prosper.



PS: bohater nadchodzącego miesiąca postara się nie zostać śniadaniem. Ma piękny, szkocki akcent, więc tym bardziej trzymajcie za niego kciuki.

sobota, 10 maja 2014

Dzień dobry. Oto pierwszy z trzech wpisów na temat straszliwej zbrodni, która wydarzyła się w środowisku filmowym. Zbrodnia polega na tym, że podczas ekranizacji największej dumy Ameryki w historii wielkich dum Ameryki (chwilowo udajmy, że Star Trek się nie liczy), jaką są komiksy Marvela, przyszli Brytyjczycy i bezwstydnie zagrali tak dobrze, że ukradli kawałek filmu dla siebie. Skupię się tu wyłącznie na aktorach, ponieważ w ich przypadku kradzież najbardziej rzuca się w oczy. Zanim zacznę, tylko jedna kwestia formalna - kradzież filmu o której mowa to dobry rodzaj kradzieży. Taki, który sprawia, że okradani ze swego dziedzictwa komiksowego są zachwyceni i próbują ukraść okradanego (co najczęściej skutkuje wieloma kontraktami z danym aktorem). Największy kradziej otrzymuje honorowy tytuł Szczwanego Lisa. W części pierwszej - MARVEL CINEMATIC UNIVERSE, czyli główne uniwersum opanowane przez Disneya i telewizję ABC, do którego należą m.in. członkowie grupy Avengers oraz Agenci SHIELD.


THOR, THOR: THE DARK WORLD


1. Tom Hiddleston (Loki) - Szczwany Lis
Prawdopodobnie jedyny człowiek na świecie, który może konkurować ilością (i wiernością) fanów z Benedictem Cumberbatchem. Pod opieką Kennetha Branagha, który pomógł zbrytanizować pierwszą część Thora, wcielił się w najbardziej przebiegłego boga pod wszystkimi słońcami, zdobywając tym samym armię fanów i zawyżając Marvelowi statystyki w kinach. Jest tak przebiegły, że gdy przebiera się za Lokiego, może ukraść wszystko, co tylko zapragnie (niedawno opanował Comic Con). Do tej pory zagrał w dwóch częściach Thora i The Avengers. W drugich Avengersach nie pozwolono mu grać - być może ktoś się bał, że nowi bohaterowie będą mieli problem z bohaterzeniem w jego cieniu (co swoją drogą jest z mojej strony trochę naciąganą teorią, bo np. w bohaterów o nazwisku Maximoff wierzę kompletnie, bez względu na ilość Hiddlestonów na ekranie). Kradzież Marvela w wykonaniu Toma jest tak widowiskowa, że dostał Medal Szczwanego Lisa zanim go wymyśliłam.

 

 

2. Idris Elba (Heimdall)
Pan Elba dwa razy pozwolił ubrać się w potężną, złotą zbroję w której prawie go nie widać, po czym zaskoczył wszystkich tym, że było go widać. I słychać. Choć jego Heimdall prawdopodobnie został tak zaplanowany, aby przypominał niezniszczalny, żywy pomnik stojący na straży tęczowego mostu, zachował w sobie tyle elbowatości, że ewentualna próba podmiany aktora mogłaby się bardzo źle skończyć dla podmieniających. Na razie zagrał w dwóch częściach Thora i prawdopodobnie jego obecność na ekranie ograniczy się do filmów z Asgardem w tle.

 


3. Anthony Hopkins (Odyn)
Surowy ojciec Thora i Lokiego. Tak bardzo nie do zastąpienia w swojej roli, że gdy ogłosił, że ma jej dość, postanowiono się go pozbyć. Nie wiadomo jak wiele prawdy jest w planowanym pozbyciu się Odyna, ale po obejrzeniu drugiej części Thora wydaje się to całkiem prawdopodobne (na pewno lepsze, niż zastępowanie go innym aktorem).

 


4. Christopher Eccleston (Malekith)
Przywódca mrocznych elfów z drugiej części Thora nie ukradł wprawdzie filmu tak bardzo jak Loki, i w sumie całkiem spory kawałek ludzkości narzeka na niewykorzystany potencjał postaci, ale zaprawdę powiadam wam - zagrany został znakomicie (ewentualne skargi kierować do scenarzystów, pan Eccleston na nie nie zasłużył). Głos Malekitha jest jednym z najbardziej zapadających w pamięć elementów filmu. Jego kwestie wraz z właściwym akcentem utknęły mi w głowie i nie chcą z niej wyjść nawet po kilku miesiącach od ostatniego seansu.

 



5. Ray Stevenson (Volstagg)
Kojarzycie "Gimliego" z dwóch części Thora? To właśnie on.

 


IRON MAN (1, 2, 3)


6. Paul Bettany (Jarvis)
Czymże byłby Iron Man bez Jarvisa? (wiem, wiem, Iron Manem bez Jarvisa). Pozory nie mylą, najbardziej inteligentny towarzysz Tony'ego Starka jest angielskim dżentelmenem. Wystąpił także w Avengersach i pewnie wystąpi jeszcze w niejednym filmie.

 



7. Ben Kingsley (Mandaryn)
Gwiazda Iron Mana numer 3 i prawdopodobnie najbardziej zaskakująca postać w filmie. Grasuje także w one-shocie All Hail the King.

 



8. Rebecca Hall (Maya Hansen)
Grasowała w trzecim Iron Manie. Bardzo miło z jej strony, ponieważ Iron Man jest dość dobrze strzeżony przed inwazją Brytyjczyków.

 


CAPTAIN AMERICA (THE FIRST AVENGER, THE WINTER SOLDIER)


9. Hayley Atwell (Peggy Carter)
Hayley zagrała dzielną agentkę Carter w dwóch częściach Kapitana Ameryki oraz w 15 minutowym one-shocie pod tytułem Agent Carter (polecam bardzo - jeśli nie macie na dvd, to można łatwo znaleźć w Internetach). Telewizja ABC uznała, że one-shot to za mało i prawdopodobnie już jesienią na ekranach telewizorów zagości pierwszy sezon serialu pod takim samym tytułem. Nieobiektywnie mówiąc, Peggy Carter w wykonaniu Hayley jest fantastyczna.

 


10. Dominic Cooper (Howard Stark)
W MCU istnieje kilku Howardów Starków, lecz ten w wykonaniu Dominica Coopera szczególnie zapada w pamięć. W przeciwieństwie do opanowanego naukowca z Iron Mana, ten z Kapitana Ameryki prezentuje się jak rasowy Stark. Nie boi się wybuchów, latających samochodów, wybuchających latających samochodów oraz zdarza mu się nieoficjalnie podrzucić Steve'a Rogersa niewybuchającym, latającym samolotem na prawie-samobójczą misję w straszne miejsce. Ze względu na fakt, że Stark Pana Coopera zna Peggy Carter Hayley Atwell, a akcja powstającego serialu Agent Carter ma mieć związek z pracą agentki Carter dla Howarda Starka, mamy sporą szansę zobaczyć go jeszcze na ekranie.

 



11. Toby Jones (dr Arnim Zola)
Prawa ręka Red Skulla, naczelny naukowiec Hydry doktor Zola jest tak naprawdę Brytyjczykiem z krwi i kości. Zdradziło go przywiązanie do czerwonej muszki (która jest cool).

 

 

MARVEL'S AGENTS OF SHIELD


12. Elizabeth Henstridge (Jemma Simmons)
Najbardziej sympatyczna osoba w serialu, ma głowę pełną TARDISków i piękny, brytyjski akcent, który mocno wybija się na tle amerykańskich bohaterów. Szczwana. Podczas gry w scrabble wykorzystuje brytyjskie słowa, których nie zna reszta uczestników. Nie potrafi wprawdzie agentować, ale nadrabia urokiem i poczuciem humoru. Jeśli przypadkiem Simmons zginie, to popadnę w żałobę i porzucę serial.

 



13. Iain De Caestecker (Leo Fitz)
Druga połowa Simmons, choć się do tego nie przyznaje. Jako jedyny miał odwagę powiedzieć Wardowi, że ktoś powinien zbadać mu głowę. Poza tym jak wyżej - sympatycznzość, akcent i poczucie humoru, które uratowałyby nawet odcinek o krojeniu pomidorów w Helicarrierze. Tak dobrze dopasowanych aktorów jak w przypadku Iaina i Elizabeth ostatnio miałam przyjemność zobaczyć w 2006 roku w Doctorze Who, gdy w pewnej budce zmaterializowała się panna młoda.

 


INCREDIBLE HULK


14. Tim Roth (Emil Blonsky)
Incredible Hulk nie jest filmem idealnym, ale Tim Roth nie przejmuje się tym ani odrobinę i bezwstydnie zawyża mu poziom. Nie zrozumcie mnie źle - Hulka obejrzeć warto, po prostu Edward Norton zamieniający się w zielonego potwora to jeden z tych mniej trafionych pomysłów marvelowskich.

 


GUARDIANS OF THE GALAXY


15. Karen Gillan (Nebula)
Tego lata nie zaleca się umierania na upał, ponieważ trzeba wytrwać do premiery Strażników Galaktyki. I to nie tylko dlatego, że film zapowiada się znakomicie. Karen Gillan (znana głównie z roli doktorowej Amy Pond) specjalnie na potrzeby filmu pozbyła się swoich pięknych, rudych włosów, zmieniła kolor skóry na niebieski i wyruszyła, aby siać grozę. Będzie zła. Bardzo zła. A jak wiadomo, źli zawsze kradną marvelowi filmy.

 


THE AVENGERS (AGE OF ULTRON)


16. Aaron Taylor-Johnson (Pietro Maximoff aka Quicksilver)
W drugiej części Avengersów także mamy w szeregach mścicieli "swojego". Niektórzy mogą być nieco zdezorientowani, ponieważ w najnowszych X-Menach również pojawi się Quicksilver, ale grany przez innego aktora - nie mają oni ze sobą nic wspólnego, po prostu do dwóch różnych uniwersów opartych na powiązanych komiksach wprowadzono tego samego bohatera. W porównaniu z Pietrem X-Menowym, nasz bardzo brytyjski wygląda prawie jak wyjęty z komiksu. Ma białe włosy, kostium z błyskawicą i w dodatku nie grozi mu gigantyczna wpadka w postaci braku siostry (co to za Quicksilver bez Scarlet Witch u boku). Pamiętajcie, za rok idziemy do kina i trzymamy za Aarona wszystkie kciuki.

 


To chyba tyle jeśli chodzi o najważniejszych aktorów. Oczywiście na drugim planie zazwyczaj hasa sobie cała masa innych Brytyjczyków, ale starałam się omówić tylko najbardziej charakterystyczne role. Jeśli przegapiłam kogoś ważnego, to uprzejmie proszę o przypomnienie ;)

Live long and prosper.

 

EDIT: Dodaję dwie bardzo brytyjskie damy z Kapitana Ameryki, które pojawiły się tylko na chwilę, a mimo to i tak zostały zapamiętane:

17. Jenna-Louise Coleman (osoba, przy której Bucky ładnie wyglądał).

 

18. Natalie Dormer (osoba, przy której Steve ładnie wyglądał, w przeciwieństwie do Peggy, która wielce się wkurzyła).

 

 

EDIT2: okazuje się, że Kapitan Ameryka został opanowany przez Brytyjczyków. Nawet jeden krasnolud się znalazł...

19. Richard Armitage (ten, który hailował Hydrze zanim stało się to modne).



piątek, 09 maja 2014

Dzień dobry. Jean-Luc Picard jest mutantem, pochodzi z planety Vulcan i prowadzi podwójne życie, a Deanna Troi jest hologramem mającym zatuszować jego sekret. Oczywiście to bardzo tajny wpis, nie wolno go czytać.

Zdradzonej wyżej tajemnicy nie widać wprawdzie po uszach (co byłoby logiczne), ale widać w trailerze X-Men: Days of Future Past, a konkretnie w pewnej bardzo krótkiej scenie. Przedstawia ona piękne, klasyczne, wolkańskie mind meld w wykonaniu bohatera, który w przyszłości jest kapitanem statku Federacji USS Enterprise. Według chronologii i praw rządzących uniwersum X-Men młody Xavier (bo o nim mowa) to ta sama osoba co starszy Xavier z twarzą Picarda, dlatego wszelkie czyny popełnione przez któregokolwiek z nich należy powiązać także z drugim. Czyli Xavier z twarzą Picarda także potrafi robić mind meld, skoro potrafi to młodszy.

 

Xavier starszy i Xavier młodszy. Czyli Picard i Picard.

 

Oficjalnie Xavier i Picard nie mają ze sobą nic wspólnego, chociaż na pierwszy rzut oka widać, że to ta sama osoba. Gdyby Xavier wykrzyknął nagle i niespodziewanie "Mr Worf, hail Hydra", to pewnie nikt by się za bardzo nie zdziwił, tak samo zresztą jak na widok Picarda szukającego Cerebro w Akademii Gwiezdnej Floty.

Odkrycie to oznacza, że:
a) Picard jest telepatą (może dlatego niełatwo dorównać mu w byciu idealnym kapitanem).
b) Deanna Troi (doradca, empatka, prawa ręka kapitana czytająca ludziom w głowach) to hologram mający zatuszować zdolności Picarda.
c) Jean-Luc zna wolkańską sztukę zlania jaźni (mind meld).
d) Skoro zna wolkańską sztukę zlania jaźni, to znaczy, że pochodzi z planety Vulcan lub ma przodków w jej pobliżu. Możliwe też, że po prostu odbył tam szkolenie z zakresu telepatii i wymazał je z pamięci scenarzystów Star Treka (w końcu potrafi modyfikować wspomnienia).
e) Sentinele z Days of Future Past na pewno nie przyszły na Ziemię za Xavierem po tym, jak wkurzył Borg w trzecim sezonie TNG. Ależ skąd.

 

Scena, która zdradziła Xaviera (z pierwszego trailera X-Men: DOFP).

 

Pamiętajcie, że to sekret. Lepiej nie prowokować snajperów Marvela do snajperzenia w waszych ogródkach.

Live long and prosper.