Blog bardziej brytyjski niż sama królowa.







sobota, 29 marca 2014

A konkretnie Zimowa Panda*. Na szczęście jedno zdjęcie Pandy zamieszczono na ulotce Kapitana Ameryki, dzięki czemu mogłam je przerysować podczas środowych zajęć.

Czas wykonania: dwa wykłady.

 


Poniżej tekst spojlerowy, więc jeśli nie widzieliście Kapitana Ameryki: Zimowego Żołnierza, to lepiej uciekajcie.

Wśród osób, które miały już przyjemność obejrzeć CA:TWS panują dwie odmienne opinie - jedni uważają, że wątek Zimowej Pandy jest w filmie niepotrzebny, a potencjał bohatera zmarnowany (przykład u Zwierza - nie do końca zgadzam się z recenzją, ale warto ją przeczytać), a inni wręcz przeciwnie. Jako przedstawicielka frakcji "wręcz przeciwnie" wyjaśnię krótko, dlaczego nie przeszkadza mi to, co przeszkadza innym. Przede wszystkim Panda w filmie jest dokładnie taką Pandą, jaką spodziewałam się zobaczyć po przeczytaniu komiksów. Jest to wielka zaleta, ponieważ Panda komiksowa jest postacią ciekawą, początkowo owianą tajemnicą i z pozoru kompletnie odczłowieczoną, później, wraz z ujawnianiem pewnych informacji, co raz bardziej złożoną. Wątek Bucky'ego nie był w filmie sprawą pierwszoplanową, i właśnie dzięki temu niedoborowi bohatera świetnie udało się odtworzyć komiksową atmosferę i sposób przedstawienia Pandy (w samej fabule są za to spore rozbieżności, ale to już pewnie wiecie). Od czasu do czasu Panda pojawia się na chwilę, robi bałagan, wymachując swoją charakterystyczną, cybernetyczną łapką z czerwoną gwiazdą, po czym znika, pozostawiając czytelników i bohaterów w szoku (robi to wrażenie zwłaszcza, jeśli pamiętamy Pandę z czasów wspólnego bohaterzenia u boku Kapitana Ameryki, gdy w stu procentach przypominał człowieka. Na szczęście w filmie zadbano o to, aby wszyscy pamiętali). To nie jest nic złego, wręcz przeciwnie, taki urok tej postaci. Pojawia się i znika w mgnieniu oka, pozostawiając więcej pytań, niż odpowiedzi i więcej miejsca zajmując w głowach zaskoczonych ludzi, niż na ekranie. W pewnym momencie pada parę wyjaśnień na temat jego zachowania, ale nawet wtedy następuje cięcie i powrót do głównego wątku (cięcie następuje dokładnie w momencie, w którym siedząca w kinie grupa osób zaczyna krzyczeć wraz z Pandą).

To oczywiste, że każdy chciałby zaspokoić swoją ciekawość na temat bohatera, który z grobową miną próbuje zamordować swojego najlepszego przyjaciela, ale czy trzeba to robić od razu?. Wierzę, że Marvel nie oleje Zimowej Pandy i nie zrobi z niej pobocznej postaci, która wyskakuje co jakiś czas z ukrycia podczas opowiadania zupełnie innej historii i wysadza w powietrze coś ważnego - zwłaszcza, że historia Bucky'ego zasługuje na uwagę, ba - nawet na własny film. Jest znacznie bardziej skomplikowana, niż to na razie pokazano, a pozorny brak charakteru Pandy, który budzi w umysłach niektórych widzów wątpliwości to efekt bardzo konkretnego i zaplanowanego procesu o działaniu tymczasowym. Tak naprawdę nie do końca rozumiem zarzuty o brak charakteru, w filmie są trzy sceny, w których wewnętrzna Panda tak wyraźnie próbuje wydostać się z głównej Pandy, że trzeba chyba zapatrzyć się w popcorn, żeby tego nie zauważyć. Tak więc zamiast braku charakteru naliczyłam dwa - każdy silny, charakterystyczny i trudny do przegapienia. I choć może wydawać się to dziwne, Panda nie musi nawet nic mówić, żeby przekazać to, co ma do przekazania (dlatego problem braku dialogów z jego udziałem także nie jest według mnie problemem).



Kapitan i dwie Pandy.


Porównywanie Pandy do Lokiego (spotykane ostatnio w wielu zakątkach Internetu) to też nie najlepszy pomysł... Lokiego poznajemy, znamy jego motywy, śledzimy przebieg knucia, możemy się z nim utożsamiać i próbować go zrozumieć. W każdej chwili możemy spojrzeć w te jego wielkie oczyska i zastanowić się dlaczego zachowuje się tak, a nie inaczej. W oczyska Bucky'ego też możemy wprawdzie spojrzeć (jeśli nie przesadza z udawaniem pandy), ale na razie i tak nic w nich nie zobaczymy. Jeśli jego wątek na wzór oryginalnej historii zostanie rozwinięty (a wszystko wskazuje na to, że zostanie), to wtedy być może podbije nawet więcej fanowskich serc, niż Loki, na razie jednak wciąż jest zagadką - dobrym i lojalnym przyjacielem Kapitana Ameryki przeobrażonym w kryjącą się w cieniu maszynę do zabijania, która dopiero co zdała sobie z tego sprawę. Możemy być z tego powodu niezadowoleni, ale można było się spodziewać, że wyjście z cienia zajmie biednej Pandzie trochę więcej czasu, niż filmowe 2,5 godziny.

Odpowiedź na pytanie, które nie padło. Bucky ma głęboko zakorzenioną skłonność do przebierania się za pandę (niektórzy jednak uważają, że to kot).


Live long and prosper.

 

*SPOILER: Panda zwana jest także Bucky albo James Barnes. Wywaliłam to z pierwszego zdania, ponieważ okazuje się, że istnieją ludzie, którzy o tym nie wiedzą. Dziwna sprawa. Tożsamość villaina można ukrywać w przypadku Khana-Cumberbatcha, gdy naprawdę nic o nim nie wiadomo. Tutaj nawet na plakatach widać, że Bucky'ego i Pandę gra ten sam aktor.

piątek, 28 marca 2014

Dzień dobry. Dzisiejsza radosna twórczość przedstawia Christophera Ecclestona przebranego za Dziewiątego Doktora przebranego za Malekitha (Ecclestona zdradził głos i wygląd, a Doktora fakt, że przez cały film (Thor: The Dark World) nie upuścił żadnego banana, oraz to, że przy pierwszej okazji pognał do Londynu).

Czas wykonania: około 4 wykłady.

 



Live long and prosper.

środa, 26 marca 2014

Dzień dobry. Radosnej twórczości ciąg dalszy - tym razem dokończyłam jednego z wielu niedokończonych Lokich, których pozaczynałam jakiś czas temu i porzuciłam bezlitośnie niczym wściekły Odyn.

Czas wykonania: niestety nie było w pobliżu Spocka, który by to policzył.



Live long and prosper.


wtorek, 25 marca 2014

Dzień dobry. Ze względu na dużą ilość wykładów pragnę ogłosić powrót zaniedbanej od jakiegoś czasu radosnej twórczości. Jak nakazują zasady dżentelmeństwa, pierwszeństwo daję rysunkowi, który ucierpiał najbardziej. Jest cały wymięty i poplamiony, ponieważ w swym majestacie wrzuciłam go do torby, po czym przygniotłam książkami i mokrym parasolem (zapawdę powiadam wam, zapłakałam na jego widok (ale dopiero gdy zorientowałam się, że ten kolorowy kawałek papieru nie jest kolejną ulotką pizzy ze zniżką dla studentów)). Praca przedstawia filmową Friggę w bojowej sukni z drugiej części Thora.

Czas wykonania: z tłem co najmniej cztery wykłady, bez tła około pół godziny.

 



Live long and prosper.

niedziela, 23 marca 2014

Dzień dobry. Zjawiam się na tym śpiącym blogu na chwilę i niespodziewanie, aby coś oświadczyć. Odkryłam prawdziwą tożsamość Kapitana Ameryki, i wcale nie jest to Steve Rogers - okazuje się bowiem, że Rogers jest tylko kolejnym przebraniem. Zanim to przeczytacie, musicie jednak obiecać, że nikomu o tym nie powiecie - nie chcielibyśmy przecież ujawnić światu pilnie strzeżonego od lat sekretu. Kapitana zdradziła pewna kwestia z komiksu Winter Soldier: Winter Kills, którą wypowiedział lekkomyślnie podczas bożonarodzeniowej zabawy. Wygląda ona tak:

 


Równie wielką wpadką dla zamaskowanego superbohatera mógłby być chyba tylko Bruce Wayne odbierający przesyłkę na poczcie w kostiumie Batmana. Wiadomo przecież, że istnieje na tym świecie tylko jeden osobnik lubujący się w radosnym biciu hitlerowców. Osobnik podróżuje w czasie, dzięki czemu mógł być widziany zarówno w czasie wojny, jak i współcześnie, co jest zgodne z historią Kapitana, który żył w  dwóch wiekach (aby wyjaśnić to zjawisko bez angażowania kosmitów i latających budek policyjnych, komiksiarze wykorzystali odrobinę zmodyfikowaną bajkę o Śpiącej Królewnie). Osobnik nazywa się Rory Williams, znany także jako Rory Pond, Roranicus Pondicus, Ostatni Centurion i The Nose.



Drugim potwierdzeniem tożsamości Rogersa jest okładka Kapitana Ameryki z 1941 roku, na której bije on biednego Hitlera, prawdopodobnie z zamiarem zamknięcia go później w komórce. Po zapoznaniu się z nagraniami archiwalnymi z tamtego okresu (DW: Let's Kill Hitler) nie ulega wątpliwości, że Steve jest tylko Rorym, a największy bohater Ameryki to tak naprawdę Brytyjczyk udający Rzymianina.

 


Pamiętajcie, twarze na kłódkę i ani słowa. To sekret.

Live long and prosper.

 
1 , 2