Blog bardziej brytyjski niż sama królowa.







sobota, 15 listopada 2014

Dzień dobry. Z okazji jutrzejszych wyborów samorządowych pragnę oświadczyć, że nie jestem bezstronna politycznie. A ponieważ blogi istnieją właśnie po to, aby dzielić się swoimi poglądami i przemyśleniami, postanowiłam poinformować was o TYM JEDYNYM kandydacie, który na pewno nie zawiedzie. Mogę to powiedzieć z całą pewnością, ponieważ on nigdy nie zawodzi.

Nazywa się Harold Saxon


Pan Saxon jest Władcą Czasu, lecz o tym nie mówi, ponieważ udaje człowieka (nie wszyscy mają wystarczająco otwarte umysły, aby głosować na kosmitę). Jest ekspertem od szczwanych planów i wygląda bardzo podobnie do brytyjskiego aktora Johna Simma. Eksperci od relacji międzyludzkich uważają, że nie przepada za Obrońcą Ziemi - Doktorem, ale fani Doctora Who nie zgadzają się z tą tezą. Tak naprawdę pan Saxon jest starym przyjacielem Doktora, któremu bardzo się nudzi, a telewizja szukająca sensacji wykorzystała jego ponadprzeciętną ambicję i uczyniła z niego symbol knucia i złoczyństwa. Racja, Saxon czasami knuje. I tak, w pełni zasłużył na przydomek "Master". I zgadza się, chciałby podbić świat... ale dlaczego mielibyśmy mu w tym przeszkadzać? Świat potrzebuje odrobinę szalonego kosmity na wysokim stanowisku. Głosujmy na Saxona!


PS: Niektóre okręgi wyborcze zapominają o Saxonie (wybory mają charakter lokalny, a on reprezentuje wszechświat), więc jeśli zabraknie go na liście, to można dopisać.

PS2: Przy okazji zachęcam do udziału w Jedynych Prawdziwych Wyborach organizowanych przez Informacje Oczywiste. Plakaty kandydatów są naprawdę cudowne i multifandomowe, można je znaleźć w galerii (klik).

piątek, 07 listopada 2014

Dzień dobry. To nie jest poważny wpis, choć powstał w ramach walki z bardzo poważnym problemem (zniechęcanie ludzi do oglądania filmów budzi we mnie żądzę mordu. Jeśli ktoś kiedyś zabije Internet, to może nawet się przyznam). Ze względu na pewne okoliczności (czyli premierę Interstellar - filmu, który zobaczy wiele istnień ludzkich) postanowiłam pomóc nieco w przygotowaniach do seansu. Na podstawie doświadczeń własnych oraz obserwacji osobników na sali kinowej udało mi się stworzyć mini instrukcję. Jeśli chcecie, aby seans Interstellar był w pełni udany, nie pomijajcie ani jednej czynności!

 

Ładny plakat? Film też ładny, i to na wielu płaszczyznach.

 

Instrukcja chodzenia do kina na Interstellar:

1. Zdecydować się na obejrzenie Interstellar lub pozwolić zawlec się do kina siłą (bardzo ważny punkt!)
2. Przygotować koc na szok.
3. Kupić batoniki.
4. Zabrać zegarek do sprawdzania czasu bez świecenia ludziom po oczach telefonem (film jest długi, a ekrany zbyt jasne, zwłaszcza w kosmosie).
5. Podążyć do kina (najlepiej za wielkim napisem IMAX), kupić bilet (lub zakupić bilet 2 tygodnie wcześniej, dzięki czemu można się do niego uśmiechać podczas napadu kryzysu egzystencjalnego).
6. Wejść do sali, znaleźć swoje miejsce i usiąść... (to także bardzo ważny punkt).
7. Przespać reklamy (można w tym czasie popatrzeć na piękną ulotkę Kosogłosa znalezioną przy kasach). Warto chociaż minimalnie zwracać uwagę na to, co dzieje się na ekranie, bo prawdopodobnie gdzieś tam czai się Bilbo Baggins, i do niego także trzeba się uśmiechnąć.
8. (;wd;esjas563d6855s5SDSAD'AD;;wd,;.llm2) <3 <3 <3 <3
9. Zdziwić się, że film się skończył.
10. Wysłuchać okrzyków z sali (w tym przypadku można zaobserwować bardzo ciekawe reakcje - jedni krzyczą "arcydzieło!", a inni "czemu mnie budzisz?!").
11. W autobusie przypomnieć sobie o batonikach i szybko je zjeść.
12. W domu przypomnieć sobie o zegarku i zdenerwować się na koc o to, że na niektórych scenach tak się bał, że sam potrzebował kocyka.
13. Polecić komuś film (nawet jeśli się nie podobał). Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy będą przez trzy godziny siedzieli sparaliżowani z wrażenia. Do wielu nie trafi przesłanie (nie chodzi o zrozumienie - zakładam, że ludzie mają mózgi), czarna dziura nie zakręci im w głowie, niektórzy na samą wzmiankę o teorii względności pójdą spać, a epicka muzyka Zimmera będzie działała drażniąco na ich uszy i głowy. Inni z kolei zanudzą się na scenach dramatycznych, albo dostaną zawału na widok czegoś dużego i groźnego. Mimo to uważam, że Interstallar to twór wyjątkowy, któremu warto poświęcić kilka godzin. Nie pogryzie (a jakby pogryzł, to przyjmuję zażalenia).

 

179 zasada prowadzenia bloga: zawsze wykorzystuj okazję do pokazania boskiej muzyki Hansa Zimmera.

 

Live long and prosper.