Blog bardziej brytyjski niż sama królowa.







czwartek, 28 lutego 2013

Dzień dobry. Sprostowanie - pies z poradnika nazywa się K-9 i nie jest zrobiony z blachy. Jest inteligentnym psem robotem, któremu zdarzył się wypadek. Nie widać tego zbyt dobrze - wypadek polega na tym, że jego głowa przekręciła się do góry nogami. To straszliwe nieszczęście stało się bezpośrednią przyczyną utworzenia przeze mnie instrukcji, która być może uchroni inne blaszane psy przed bezradnością właścicieli w podobnych przypadkach.

W razie zauważenia, że pies ma przekręconą głowę, należy:

 

1. Wystraszyć się.

 

 


2.Ustawić głowę poszkodowanego nosem do góry, żeby udrożnić drogi oddechowe.

 


3. Wtłoczyć trochę powietrza do pyska.

 


4. Dwa razy.

 



5. Opcjonalnie - zerknąć na przestraszoną asystentkę.

 

 

6. Powtarzać imię psa rozpaczliwym tonem.

 



7. Zrobić cierpiącą minę i przekręcić głowę psa o 180 stopni.

 

 

Prawda, że proste? Mam nadzieję, że teraz psy będą się czuły bardziej bezpieczne, a mnie nikt nie zamorduje za spojler (DW 17x05, część 1).

środa, 27 lutego 2013

Dzień dobry. Rosyjskie potwory szaleją, dlatego znowu krótko. Tym razem zgodnie z moim powołaniem raportuję o jednej z przyczyn istnienia świata. Wiecie co się dzieje, gdy Doktor przebiera się za innego Doktora? Biedny świat miota się w rozpaczy i przerażeniu, i robi wszystko co może, aby złagodzić ryzyko paradoksu, który zazwyczaj następuje w takich chwilach (dla przypomnienia - paradoks jest straszny i gwałtownie psuje cały świat, dlatego trzeba go unikać). David Tennant - Doktor numer 10, przebrał się przypadkiem za Toma Bakera - Doktora numer 4. Czujny świat wyczuł na szczęście niebezpieczeństwo i zmeksykanizował całą garderobę, dzięki czemu wszyscy żyjemy.

 




Ogłosiłam ja - głosiciel nieudanych spraw ostatecznych.

wtorek, 26 lutego 2013

Dzień dobry. Ze względu na ponowne nastanie trudnych czasów i wielki powrót zmagań z rosyjskimi potworami, dziś będzie tylko ciekawostka. Dane mi było poznać tajemnicę pochodzenia Micka Jaggera. Jest to wielce skrywana tajemnica, prawdopodobnie dlatego, że po prostu nikt o niej nie pamięta. Na początek radosne oblicze pana Jaggera. Nie bójcie się go. Przyjrzyjcie się dobrze, zapamiętajcie rysy i charakterystyczne elementy.

 



Gotowi? No, to bomba. Przodkowie Micka Jaggera nazywali się Jagaroth i żyli 4 miliardy lat temu. Widać to choćby po uderzającym podobieństwie rysów, które pozostawiam do indywidualnej oceny. I uwaga, nie wolno zdradzić się z tą wiedzą w pobliżu przedstawicieli rządu (a jak nałożą na swe dostojne nosy czarne okulary, to uciekajcie, bo będą eksmitować z życia).


Przeciętny przedstawiciel rasy Jagaroth.



Teraz można się bać.

niedziela, 24 lutego 2013

Dzień dobry. Ze względu na niespodziewanie postępującą autodeblogofilizację tego zbrytanizowanego zakątka sieci oraz zaskakującą moją szanowną osobistość niechęć do wyrażania inteligentnych przemyśleń w dzień tak zachmurzony jak dzisiejsza niedziela, pragnę wszem i wobec ogłosić, iż bez względu na niesprzyjające warunki panujące w środowisku wewnętrznym oraz zewnętrznym bloga tego, notka będzie.

Żartowałam, chce mi się pisać. Wstęp był dla Sherlocka (48 słów!) oraz dla mnie (chcę sprawdzić, czy łamanie podstawowych zasad blogowania zabija blogi). Dziś bawię się w śmiertelnie poważną blogerkę modową. Pokażę zdjęcia strojów i elementów garderoby, które należy nosić, aby być ślicznym, bardzo brytyjskim i modnym (będą modne, jak ktoś zacznie je nosić. Najlepiej ktoś ładny i bogaty). Jest dużo dużych zdjęć, ponieważ obiecałam pękanie monitorów od nadmiaru śliczności. Nie mam pojęcia jak powinno się zaczynać wpis o modzie, więc zacznę od góry. Na samej górze jest głowa, którą można okryć na wiele różnych sposobów. Najlepsze są sposoby wygodne, ale tym razem ukryję ten fakt, ponieważ bawię się w blogerkę modową. Hitem brytyjskiej popkultury jest czapka z dwoma przodami (znana też jako death frisbee albo deerstalker, ale to drugie pojęcie jest archaiczne i w dodatku kojarzy się ze stalkerami, więc lepiej go unikać).

 

 

Można też okryć głowę metodą sontarańską - kask w odcieniu metalicznego granatu zakrywa całą twarz i z pewnością przyciągnie na ulicy całkiem sporo uwagi. Ma jednak pewną wadę - żaden człowiek nie miał go jeszcze na głowie, więc może się okazać niedopasowany. Sontarańska głowa jest bardziej płaska i szersza niż ludzka, poza tym ma inaczej ustawione oczy. Człowiek w sontarańskim hełmie raczej nie zobaczy zbyt wiele świata.

 

 

Jak ktoś chce udawać Anglika, który gra Belga, którego wszyscy biorą za Francuza, to nie powinien się za to nawet zabierać bez zaopatrzenia głowy w melonik. Ten dżentelmeński kapelusz w połączeniu z wąsami zawyża IQ tak, że hoho.

 

 

Wiktoriańskim przebojem są wysokie kapelusze, jednak aby je nosić, trzeba epatować aparycją dżentelmena co najmniej na kilometr. Jeśli epatujecie, to dobrze. Taki kapelusz może być w każdym kolorze, pod warunkiem, że jest czarny.

 

 

Anglia wylansowała również modę na kapelusze ze szpicem. Najlepiej uważać na te gadające, ale poza tym nie ma żadnych ograniczeń w noszeniu ich. Mają szerokie rondo zakrywające twarz, dzięki czemu świetnie sprawdzają się na nasłonecznionych przestrzeniach i na imprezach pełnych starych znajomych.

 

 

Najnowszy krzyk mody prosto od kosmity w muszce - fez. Istnieje wiele powodów, dla których nie warto nosić fezu, ale ich nie przytoczę, bo fezy są cool.

 

 

Niektórzy preferują bardziej dziewczęce kapelusze... na szczęście istnieje pewien typ wylansowany przez Hiacyntę Bukiet. Jest taki ładny, że można zemdleć na jego widok. Napisałabym coś więcej, ale nie mogę, bo zemdlałam.

 

 

Do wartych uwagi elementów ubioru głowy należy również korona. Ten, kto nosi koronę zawsze wygląda lepiej niż ten, kto jej nie nosi. Z noszeniem prawdziwej korony trzeba jednak uważać - zazwyczaj taka przyjemność nie trwa długo, za to później trzeba nosić brzydki, więzienny uniform. Tylko królowa może nosić prawdziwą koronę i nie trafić do więzienia, reszta musi zadowolić się rekwizytami ukradzionymi z teatru (za to są krótsze wyroki).

 

 

Teraz przejdę do środkowej części ubioru, która oznacza w moim rozumieniu wszystko to, co znajduje się między głową a stopami. Nie będzie modny nikt, kto nie posiada w swoich zbiorach red timelord thingy (znowu kradnę słownictwo Sherlockiście, a ona ciągle nie chce mnie pozwać). Jest to klasyczny gallifreyański kostium, noszony głównie przez Władców Czasu, stworzenia, które się pod nich podszywają oraz ludzi, którzy chcą być modni w sposób bardzo brytyjski.

 

 

Łatwo zauważyć pewną zależność - im bardziej elegancki płaszcz posiada człowiek, na którego patrzymy, tym większe prawdopodobieństwo, że człowiek oddaje się szatańskim praktykom brytanizowania ubioru. Zwłaszcza Anglicy lubują się w długich i eleganckich płaszczach, które powiewają epicko na wietrze, kradnąc bezlitośnie całą uwagę zgromadzonego wokół tłumu podziwiającego przechodzącą przypadkiem brytyjskość (to zdanie było o wiele dłuższe, ale w trakcie czytania go dwa razy się pogubiłam, więc zgodnie z zaleceniami dla blogerów, znacznie je skróciłam). Płaszcz może mieć różne kolory i kroje, trzeba jednak uważać, żeby nie był zbyt wspaniały, bo w takich może tkwić zalążek inteligencji, a wtedy będzie problem.

 

 

Widzieliście kiedyś Anglika bez garnituru? Takiego prawdziwego Anglika-dżentelmena, na widok którego zaczyna padać deszcz, a kawa zamienia się w herbatę. Ich garnitury są tak dobrze skrojone, że wydają się być naturalną częścią skóry. Te źle skrojone też wyglądają na dopasowane, jeśli nosząca go osoba porusza się i zachowuje z gracją. Jeśli chcecie oszukać naturę, noście garnitur. Zawsze działa.

 

 

Zawsze na topie są śliczne stroje do krykieta. Nie trzeba wiedzieć co to jest krykiet, żeby nosić taki strój. Nie trzeba też od razu przebierać się w kompletny strój, można wykorzystać tylko niektóre elementy, takie jak kamizelka (oczywiście bardzo śliczna).

 

 

Panowie i panie, noście mundury. Noście je zawsze i wszędzie. Noście je, aż mundur przestanie przypominać mundur. To najwyższy objaw elegancji, pokonuje nawet garnitury. Dobry mundur nawet pokryty błotem w okopach trzyma fason.

 

 

Chcecie założyć coś modnego, ale nie macie pojęcia co? Załóżcie byle co, a na to kamizelkę (lub coś w kształcie kamizelki). Jeśli kamizelka jest częścią kompletu (na przykład garnituru), a wy jesteście wspaniałomyślni i pełni empatii, to możecie zasłonić resztę ubioru długim płaszczem, żeby nie denerwować bardziej wrażliwych obserwatorów. Najważniejsze, żeby zakryć tą okropną bluzkę od piżamy, której nie chce wam się zmieniać i wyglądać elegancko. Kamizelki należące do kompletów, noszone razem z kompletami powodują gwałtowny wzrost poziomu estetyki i w niektórych przypadkach mogą konkurować nawet z mundurami.

 

 

Hitem sezonu jest rozciąganie własnej skóry na płasko. Trzeba to jednak robić bardzo ostrożnie i mocno nawilżać skórę, żeby nie popękała.

 

 

Modne są również sukienki. Wszystkie sukienki. Podstawą brytyjskiej mody (zwłaszcza ulicznej i podróżników w czasie) jest noszenie tego, co się podoba. Nie ma więc specjalnych wymagań odnośnie kroju lub koloru. Sukienka może wyglądać nawet jak żywa istota, byle tylko była sukienką. Niestety istnieje niewielkie prawdopodobieństwo, że żyjemy we śnie napisanym przez Neila Gaimana, więc musimy za sukienki zapłacić lub ukraść je z teatru.

 

 

Gdy jest zimno, na nic sukienki. Wtedy trzeba przywdziać sweter - koniecznie duży i ciepły. I mięciutki. I ciepły (bardzo bardzo). Można też owinąć się kocykiem.

I zrobić ciepłą herbatę w wielkim kubku.

Zapalić w kominku.

Obejrzeć od początku jakiś stary sezon Doctora Who. Zaraz, miałam chyba udawać blogerkę modową...

 

 

Każdy martwy duch z klasą powinien ubierać się na szaro. Nie słuchajcie tego, co mówią w telewizji. Jeśli jesteście duchami (lub podejrzewacie, że wkrótce możecie się nimi stać), to zasilcie zasoby estetyki martwego świata i ubierzcie się na szaro.

 

 

Środkowy etap zakończony, pora na najniższy - buty. Mój drogi móżdżek rozpoznaje jako ładne tylko cztery rodzaje obuwia - trampki, glany, buty kowbojskie i eleganckie nie-wiadomo-co. Móżdżek nie lubi przeładowania zbędną wiedzą, więc zaprezentuję to, co znam (gwoli ścisłości - pisząc móżdżek mam na myśli mózg, a nie to małe, odpowiedzialne za równowagę). Trampki są przykładem butów, które może nosić każdy i zawsze. Kolorowe dodają prestiżu. Te sięgające ponad kostkę nadają się do biegania, bo trudno je zgubić.

 

 

Glanów nie polecę, bo chyba nigdy nie są modne (są za to wygodne i praktyczne, pomocne w ochronie stóp w zatłoczonych miejscach, zwiększeniu przyczepności na stromych trasach, a dzięki swojej wadze umożliwiają osiągnięcie dużego rozpędu i oszukiwanie w wyścigach). Kowboje za to nie pochodzą z Wielkiej Brytanii, więc nie dajcie się zwieść urokowi i nie noście ich pięknych butów ze szpicem i ostrogami.

Eleganckie buty wyróżniają się tym, że są eleganckie (musiałam to napisać na wypadek, gdyby ktoś się nie domyślił). Proste i eleganckie. Łatwo je rozpoznać po tym, że wyglądają jak normalne, klasyczne buty, a nie jak coś stworzonego do omamiania ludzkich umysłów i zapełniania półek, na których powinny leżeć książki i figurki Daleków.

 

 

Kolejną ważną sprawą są dodatki. Po przeprowadzeniu dogłębnej analizy dodatków wielu Brytyjczyków doszłam do wniosku, że ich ulubioną częścią ciała jest szyja.

-Dlaczego? - spytali zaciekawieni czytelnicy.

-Ponieważ ciągle coś na niej wieszają - odparła Adeenah.

Najczęściej wieszanym na szyi obiektem jest szalik. Szalik pasuje do wszystkiego, a zwłaszcza... nie, jednak do wszystkiego.

 

 

Równie chętnie praktykowane jest wieszanie na szyjach muszek i krawatów. Mają tę zaletę, że są niewielkie, więc łatwo je zmieścić pod szalikiem. Pasują głównie do garnituru. Krawaty mają przewagę na muszkami, ponieważ są na tyle duże, że może się na nich zmieścić nawet obraz Vincenta Van Gogha, za to muszki nie potrzebują żadnych argumentów, bo są cool.

 

 

 

Inne obiekty wieszane na szyi nazywa się biżuterią. Zasada wyboru biżuterii jest mniej więcej taka jak zasada wyboru sukienki - podoba się, to wieszać.

 

 

Niektórzy wieszają na szyjach takie duże pętle z grubego sznura, ale nie wiadomo czy są wygodne. Zapytałabym kogoś, ale większość fanów sznura jest martwa i nie chce ze mną gadać.

Kolejnym ważnym dodatkiem są zegarki. Mogą być przyczepione do łańcuszka, paska, siedzieć w kieszeni, na szyi, na nadgarstku, szafce - wszystko jedno. Zegarek musi być jednak prawdziwym zegarkiem, takim ze wskazówkami. Elektroniczne wyświetlacze wyglądają dobrze tylko w serialach science fiction.



 

Ostatnia sprawa to parasol. Poświęciłam tej piątej kończynie osobny wpis, więc nie będę tu popełniać autoplagiatu.

To tyle porad na temat brytyjskiego ubioru. Jest ich oczywiście o wiele więcej, ale na początek nie warto aplikować sobie zbyt dużej dawki mody. Zbyt duża dawka mody szkodzi na krążenie i odciąga uwagę od ciekawszych rzeczy.

 

***

EDIT: Dodany Martin w death frisbee. Od Mai, dla Mai.

EDIT 2: Dodany Trzeci w muszce. Od Joanny, dla Joanny.

EDIT 3: Dodany Bernard w płaszczu z rachunków. Od Karoliny, dla Karoliny.

EDIT 4: Dodany Czwarty w death frisbee (nie róbcie mi tego, mam obniżoną zdolność odmawiania zdjęciom Czwartego). Od Basi, dla Basi.

czwartek, 21 lutego 2013

Dzień dobry. Oto trzy niezbyt znane, ale podstawowe zasady przetrwania w budynku:

1. Nie zbliżać się do rur.
2. Jeśli rura pęknie i wydostanie się z niej wielka macka, nie zbliżać się do macki.
3. I nie oddawać jej czci.

 

Tak NIE należy postępować.


Wielkie macki z rur rzadko mają przyjazne intencje. Zazwyczaj są częścią czegoś jeszcze większego i bardzo głodnego, dlatego w razie spotkania najlepiej odpuścić sobie wszelkie próby konwersacji. Poza tym zawsze istnieje ryzyko, że macka należy do Cthulhu. Biada temu, kto przypadkiem obrazi Wielkiego Przedwiecznego.

Zignorowanie zasad może się skończyć na przykład tak:




***

Zdjęcia pochodzą z czwartej części "The Power of Kroll".

 
1 , 2 , 3 , 4