Blog bardziej brytyjski niż sama królowa.







wtorek, 26 maja 2015

Drogi przybyszu. Jeśli zawędrowałeś pod ten adres, to właśnie trafiłeś na archiwalny blog 221B Baker Street. Można tu znaleźć wpisy opublikowane od maja 2012 do kwietnia 2015. Niech służą radą, pocieszeniem i dowcipem wszystkim, którzy tego potrzebują.


Od maja 2015 roku blog znajduje się pod adresem:

http://221b-blog.tumblr.com/

 


Przyczyną przeprowadzki było odkrycie, że naturalnym środowiskiem blogów na temat popkultury jest Tumblr. Tradycyjne wpisy funkcjonują tam na równych prawach z innymi materiałami, gifami, screenami i plakatami (tylko są odpowiednio otagowane). Dzięki temu czują się szczęśliwe (i otagowane).


Dziękuję Blox za trzy lata cudownej współpracy.

Live long and prosper

10:35, adeenah
Link Komentarze (1) »
sobota, 25 kwietnia 2015

Gotham to serial o... superbohaterach? Podobno. Ale gdzie supermoce? Tak się składa, że to oczywiste. W Gotham można znaleźć tylko jedną supermoc - taką, która opanowała miasto do szpiku kości i nie oszczędziła nawet bezdomnych dzieci i ptaków. Ta moc to OBSESJA - zjawisko, które sprawia, że codzienność może zmienić się w historię z komiksu, a ludzie w stworzenia, o których powstają gry komputerowe. Każdy bohater Gotham posiada jakąś obsesję, która definiuje go w mniejszym lub większym stopniu. Żeby nie przynudzać kolejną recenzją serialu, postanowiłam opisać kilku bohaterów przez pryzmat ich supermocy.

 

Wpis pod honorowym patronatem Nygmy z nieprzypadkowym kubkiem.

 

Oswald Cobblepot a.k.a Pingwin

Główny bohater Gotham. Nieoficjalnie, bo osią serialu jest detektyw Gordon i radzi sobie w tej roli doskonale. To nie jego wina, że Oswald kradnie każdą scenę, w której się pojawia. Pingwin chyba oglądał trylogię Mrocznego Rycerza, bo uparcie podnosi się po każdym upadku (a czasem potyka się nawet kilka razy w jednym odcinku). Z radością i pewnością zaryzykuję stwierdzenie, że Gotham to serial o tym, jak pod nosem dzielnego detektywa pewien Pingwin myśli, że jest feniksem i małymi kroczkami powstaje z popiołów, w których się urodził. Oswald nie jest prawdziwym pingwinem. Jest człowiekiem, który wygląda jak pingwin i chodzi jak pingwin, dlatego często myli się innym ludziom z tym osobliwym ptaszyskiem. Niektórzy mają problem z nazwaniem gatunku ptaka, ale generalnie skojarzenie jest dość powszechne.

 

Na pierwszym screenie zastosowałam szczwany antyspojler w celu ukrycia tożsamości osoby, która lubi ptaki.

 

Oswald to postać wielce zagadkowa. W jednej chwili mały i żałosny człowieczek, w następnej zimnokrwisty morderca. Piekielnie inteligentny, lecz często zapomina o rozumie, gdy robi różne psychopatyczne rzeczy (things... stuff...). Aktor odgrywający rolę spisał się na medal – tylko jeden drobiazg się nie zgadza. Pingwin powinien być niski i szeroki. On jest jest wysoki i szczupły. Mimo to potrafi schować się w szafie kiedy trzeba, więc nie ma powodu do narzekania (poza tym zarzuty na temat postury są oskarżeniami podobnego kalibru, co narzekanie, że Batman jest malutki. W Gotham wszyscy są jeszcze młodsi, niż w batmanowych komiksach - przed nimi jeszcze wiele lat metamorfozy zanim staną się ludźmi, których znamy). Obsesja Pingwina ma związek głównie z nim samym, a zaczęła kiełkować w jego umyśle, gdy był jeszcze małym Pingwinkiem. Oswald już jako dziecko był lepszy od innych (jak wyznała jego mama, nigdy nie chciał bawić się z innymi dziećmi). Jako dorosły Pingwin nareszcie może pokazać światu, że jest lepszy nie tylko we własnej głowie - i na tym polega jego obsesja, a u jej podstaw leży od lat pielęgnowany narcyzm i nadmiar ambicji. Pingwin ma jeszcze jedną drobną obsesję. Jeśli ktoś szanuje własne życie, to powinien być miły dla jego mamy.

 

Pingwin i Mama Pingwin.

 

Fish Mooney

Szczwana manipulantka z obsesją na punkcie kontroli, do której dąży po trupach. Po wszystkich trupach. Fish nie interesuje co musi poświęcić, żeby uniezależnić się od innych - nawet własne życie stawia niżej. A skoro w walce o niezależność poświęciłaby bez wahania samą siebie, to osoby z jej otoczenia mają niemały problem. Początkowo Fish sprawiała wrażenie postaci zimnokrwistej i niesympatycznej - gdyby przydarzył się jej wypadek, niewielu widzów uroniłoby łzę. Dopiero z czasem, gdy pokazano do czego zdolna jest Fish w obliczu zagrożenia, stała się postacią pełnowymiarową, za którą warto trzymać kciuki w obliczu wszelkich wypadków.

 

A może Fish zostanie Batmanem?

 

Selina Kyle a.k.a. Cat

Gotham nie istnieje bez Kota. Tutaj Kot jest młodą, bezdomną dziewczyną, która spędza wesoło czas hasając po budynkach i okradając ludzi na ulicach. Hasanie po budynkach niczym nie różni się od hasania typu kociego. Ściana jest płaska i wysoka? Kot zawsze znajdzie wystającą cegłę. Skok z drugiego piętra na samochód jest niebezpieczny? Kot dobrze wie jak skoczyć, żeby nikt go nie usłyszał. Selina zachowuje się przy tym tak naturalnie, że nie zdziwiłabym się, gdyby ludzie od castingu znaleźli ją na jakimś dachu. Obsesja Cat to potrzeba samodzielności - wynika ze świadomości w jakim świecie żyje i jest bardziej przydatna, niż szkodliwa. Przez tę potrzebę Cat ma problem ze spaniem w jedwabnej pościeli, która nie należy do niej, z noszeniem pięknych strojów, które nie czynią jej niewidzialną, a także mówieniem prawdy ludziom, którzy czegoś od niej potrzebują. Nie ma za to problemu z manipulowaniem ludźmi i (SPOJLER) wyrzucaniem ich przez okno (KONIEC SPOJLERA), gdy zachodzi taka potrzeba. Moralność Seliny ukształtowało Gotham. Współpraca z młodym Waynem pokazuje jednak, że mimo wszystko stara się być dobrym Kotem.

 

Dobry Kot.

 

Edward Nygma a.k.a. Riddler

Zagadka zagadka zagadka zagadka. Nie muszę chyba przedstawiać obsesji Eda, jest bardziej oczywista niż obecność mrocznej mgły na ulicach Gotham. No dobrze, parę słów - Ed kocha zagadki. Zagadki słowne, rymowane, przedstawiane w formie serii podpowiedzi zakończonych radosnym pytaniem "czym jestem?". Niestety nikt nie docenia pasji Nygmy, dlatego biedny Riddle Man realizuje ją, rozmawiając sam ze sobą podczas przeprowadzania przypadkowych sekcji zwłok ("tylko przechodziłem!") i zadając pytania ludziom, którzy chcą prostych odpowiedzi. Ed pracuje jako patolog, więc przynajmniej w pracy dostaje zagadki do rozwiązania, poza tym przy okazji poznaje policję od wewnątrz, co może mu się przydać w przyszłym zawodzie. Nikt nie kocha Eda, ale gdy Ed kocha, to do szaleństwa. Wyznaje miłość za pomocą zagadek i drobnych, dziwacznych gestów, przez co inni traktują go jak niegroźnego dziwaka. Ed bez wątpienia jest najbardziej inteligentnym bohaterem Gotham, ale jest także tym najbardziej niedocenionym i odrzuconym. Kpiny i obelgi znosi z uśmiechem, chociaż wyraźnie widać, że sprawiają mu przykrość. Dlatego moment, w którym (SPOJLER) Ed w końcu się łamie i popełnia pierwsze morderstwo (KONIEC SPOJLERA) jest jedną z najbardziej przełomowych i pięknych scen serialu.

 

Ed w kostnicy.

 

Bruce Wayne a.k.a. Batman (albo i nie)

Mały Bruce Wayne za wszelką cenę pragnie rozwiązać zagadkę śmierci swoich rodziców i zrealizować ich wizję sprawiedliwego miasta. Oprócz badania powiązań między ważnymi ludźmi w garniturach, zajmuje się też analizą projektów Wayne Enterprises i bierze udział w imprezach charytatywnych. Potrzeba sprawiedliwości i trudności napotkane podczas realizacji planów z czasem powinny przyczynić się do przemiany Bruce'a w Batmana, ale nie wiem czy w tym przypadku twórcy serialu zachowają zgodność z kanonem. Jeśli Alfred nie zostanie Bamanem, to może zachowają. Ciekawie pokazano relacje Wayne'a z Seliną (chociaż nawet Selinie bliżej do Batmana, niż Bruce'owi...).

 

A może będzie z niego Batman...

 

Alfred

Postać wspaniała. Od razu widać, że jest jedyną osobą na świecie, która potrafi wychować Batmana.  Aktor, który gra Alfreda jest synem trzeciego Doktora, co szczerze mówiąc trochę widać - być może to właśnie jego doktorowatość sprawia, że jest tak dobrym nauczycielem. Chociaż jak zwykle w przypadku Alfreda, inni bohaterowie traktują go pobłażliwie. Obsesja Alfreda? Alfred jest ponad obsesje. Chociaż dla ludzi, których kocha potrafi naprawdę sporo poświęcić.

 

Z tym panem lepiej nie zadzierać.

 

Jim Gordon

Człowiek sprawiedliwy. Batman bez maski. Nie boi się niczego, a gdy się boi, to z tym walczy. Policjant z powołaniem, którego nie zabiło nawet najbardziej brudne i skorumpowane miasto na świecie. Jest tak uczciwy, że ma problem z korzystaniem z przysług pewnego kolegi, który bardzo go lubi, ale ma lekko psychopatyczny charakter...

 

Bohaterski Gordon bohaterzy z dzielnym partnerem u boku.

 

 Barbara Kean

Postać z obsesją na punkcie nieużywania mózgu. Może tylko sprawdza jak długo człowiek potrafi przeżyć bez myślenia, a może po prostu myślenie jej nie wychodzi. W każdym razie nawet rycerz sprawiedliwości bezgranicznie wierzący w ludzi w końcu się połapał, że ciężko z nią wytrzymać. A to coś znaczy.

 

Barbara udająca, że myśli.

 

Harvey Bullock

Ogólnie mówiąc Harvey to Jim Gordon po przejściach. Zaczynał, wierząc w swoje policyjne powołanie i walcząc z przestępczością na wszelkie możliwe sposoby, z czasem dostrzegł, że Gotham jest zbyt zepsute aby je ratować i przystosował się do panujących tam warunków. Dzięki Gordonowi pasja Bullocka znów odżyła, chociaż lata leniwych doświadczeń, obserwacji i przedkładania przerwy obiadowej nad obowiązki wyraźnie odbiły się na jego kondycji (i poczuciu humoru). Bullock nie obnosi się ze swoim policyjnym powołaniem, na szczęście Gordon i tak je dostrzega, dzięki czemu ich współpraca układa się wręcz wzorowo. Chociaż zazwyczaj tego nie widać. Jego supermocą jest lojalność - udaje, że nie obsesyjna, ale sposób w jaki pobiegł łapać kieszonkowca w porze lunchu w piątym odcinku mówi sam za siebie.

 

Harvey w pracy.

 

To tylko kilka przykładów. W serialu występuje mnóstwo innych bohaterów, którzy za swoimi obsesjami podążają prosto w ogień - jak choćby Crane'owie ze swoim strachem, Ivy pielęgnująca miłość do zieleni, gang Red Hooda pragnący sławy, Zsasz kochający tortury, czy panowie w garniturach tak zaślepieni walką o władzę, że nie widzą co pod ich nosem wyprawia Pingwin (serio, jak można nie widzieć co wyprawia Pingwin?). Co ciekawe, naprawdę wyjątkowi są w Gotham ludzie, którzy sprawiają wrażenie zupełnie przeciętnych. Ci, którzy nie walczą z własnymi demonami, chociaż są świadomi demonów, które ich otaczają. Tacy jak doktor Thompkins - prawdopodobnie najbardziej zrównoważona osoba w Gotham.

 

Ktoś tu szukał bohaterów?



 

Live long and prosper.

poniedziałek, 23 lutego 2015

Dzień dobry. Jak zapewne sporo osób zauważyło, Hans Zimmer nie dostał Oscara za Interstellar (pewnie ktoś się wkurzył za brak pełnej wersji dokowania na soundtracku). Dostał za to Alexandre Desplat za Grand Budapest Hotel. Grand Budapest Hotel jest świetnym filmem, więc częściowo rozumiem decyzję Akademii, ale muzykę z Interstellar rozumiem nieco bardziej, dlatego postanowiłam dodać do Oscarów mały suplement.

Za stworzenie muzyki która sięga gwiazd, wręczam panu Zimmerowi tego oto kwiatka z painta.


 

Dla ciekawskich: próbka gwiezdnej muzyki.

Live long and prosper.

 

PS: Tak naprawdę Desplat dostał nagrodę za Godzillę, ale ćśś, nikt nie może się dowiedzieć.

niedziela, 22 lutego 2015

Dzień dobry. Wiem, że nie wypada wpadać na blog z dowcipem raz w miesiącu, ale muszę podzielić się ze światem czymś bardzo pilnym, więc wybaczcie te marne maniery. Odkrycie moje jest zaiste fascynujące. Dotyczy pewnego muzyka, który najwyraźniej ukrywa TARDIS w ogródku. Muzyk nazywa się Tom Waits (łatwo go rozpoznać i ciężko z kimkolwiek pomylić) - niewielu zdaje sobie z tego sprawę, ale pan Waits oglądał Gotham (2014- ) już w 2006 roku. Zdradził się przypadkiem, śpiewając pewną pieśń o rybie w więzieniu.

Pewna pieśń o rybie w więzieniu.


Związek z Gotham jest oczywisty. W pewnym odcinku Fish Mooney siedzi w więzieniu. Nie jest to wprawdzie tradycyjne więzienie, ale Fish nie jest także klasyczną rybą, więc to jasne, że tekst utworu należy interpretować na wyższym poziomie abstrakcji.

They're serving fish in the jailhouse tonight,
Oh boy,
They're serving fish in the jailhouse tonight.

 


Fanów Fish Mooney pragnę uspokoić, że szybko jej nie zjedzą. Więcej szczegółów w serialu (i w miejscach pełnych bezwstydnych spojlerów).



Live long and prosper.

niedziela, 04 stycznia 2015

Dzień dobry. Dzisiejsza notka jest krótka, lecz jej treść wspaniała (kto się chwali? Ja się chwalę?). Zawiera pewne odkrycie naukowe, które udało mi się uzasadnić metodami obiektywnymi (głównie). Brace yourselves, oto ona.


Teza: Marvel jest Mikołajem!

Uzasadnienie: Marvel czuwa nad dwoma serialami rozgrywającymi się w uniwersum filmowym (Marvel Cinematic Universe). Pierwszy z nich - "Agents of SHIELD", opowiada o agentach SHIELD, którzy oprócz standardowego agentowania próbują rozprawić się z kosmitami i terrorystami szepczącymi sobie na ucho "Hail Hydra". Okazjonalnie z szafy wyskakuje Nick Fury albo Red Skull. Drugi serial dostała Peggy Carter ("Agent Carter, premiera za dwa dni) - jedna z założycielek SHIELD, która przez wiele lat kopała agentów Hydry po ich nazistowskich mundurach. Okazjonalnie z szafy będzie wyskakiwał Howard Stark z twarzą Dominica Coopera (być może to on zbuduje szafę).

Dodatkowa obserwacja: nie mówiłam żadnemu gościowi w czerwonym płaszczu, że filmy Kapitana Ameryki lubię najbardziej z MCU. Tylko prawdziwy Mikołaj mógł o tym wiedzieć.

Wniosek: Marvel wie. Marvel jest Mikołajem!

 


Gość w czerwonym płaszczu znaleziony w internetach. Być może jeden z dowodów na to, że Marvel jest Mikołajem.

 

Ho ho ho!

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 78