Blog bardziej brytyjski niż sama królowa.







Blog > Komentarze do wpisu

Bohater miesiąca 6: Steven Moffat.

Dzień dobry. Tym razem bohater miesiąca jest okropnym trollem. Ze względu na rozmiar jego trollowatości nazywany jest przez fanów (i nie-fanów) Największym Trollem BBC. Imię jego - Steven Moffat.

 

Moff niewinny.


Wpis zawiera spojlery z Doctora Who i Sherlocka przedstawione w taki sposób, żeby nie dało się ich zrozumieć (ale jeśli ktoś przegląda sporo fanartów i ma trochę mózgu w głowie, to może się połapać). Jest pisany z perspektywy kogoś, kto trolle lubi i szanuje, i nigdy nie biega za nimi z pochodniami. Zawiera trochę bełkotu. No dobrze, całkiem sporo bełkotu, ale nie da się opisać poczynań trolli nudną, zrozumiałą mową codzienną i krótkimi zdaniami. Większość ilustracji nie zawiera bohatera, ponieważ tumblr go nienawidzi i nie mogłam znaleźć niczego przyzwoitego. Przyczyną wyróżnienia szanownego Trolla jest wielkie "trololo", które uczynił w finale siódmej serii Doctora Who. Trololo podstępne, planowane od wielu miesięcy i kończące się takim napisem:




Finałowy odcinek nie dość, że wyjaśnił (logicznie!) zagadkę, która umarła dwa razy i wzbudziła więcej sympatii niż powinna, to w dodatku wprowadził nas w odcinek rocznicowy (z okazji listopadowego 50-lecia serialu), w ciągu kilku zaledwie sekund pokazując, że akcja będzie miała związek z pewnym tajemniczym i szalenie ciekawym etapem życia Doktora. Finał zawierał mnóstwo nawiązań do klasycznych serii i przede wszystkim - nabrał nas tytułem ("The Name of the Doctor" - fani panicznie bali się wyjawienia imienia Doktora, okazało się, że chodziło o coś zupełnie innego i znacznie bardziej poważnego). Poza tym dowiedzieliśmy się, że gdy zagrożona staje się tajemnica serialu, Steven Moffat potrafi zachować się przyzwoicie i bronić go nie jak troll, ale jak człowiek. Wyszło to na jaw przed końcem siódmej serii, gdy BBC przypadkiem wysłało do fanów 200 kopii całego sezonu. Pan Moffat obiecał wtedy, że jeśli powstrzymają się od spojlerowania, po premierze opublikowany zostanie krótki film z dwoma Doktorami (ten film). Fandom zachował się wzorowo - na wielu stronach wyłączono nawet możliwość komentowania, żeby uniknąć ewentualnych spojlerów. Był wprawdzie przeciek do Wikipedii, ale Internet krzyczał o tym głośno, ostrzegając tych, którzy wiedzieć nie chcieli. Dzięki tej nieplanowanej akcji fani dowiedzieli się jacy są lojalni, zaskakując nawet samych siebie. Wdzięczny Moff słowa dotrzymał - film udostępniono wraz z podziękowaniami zaraz po emisji odcinka.

A teraz parę słów o bohaterze - Steven Moffat jest Szkotem pracującym głównie dla BBC. Pełni przede wszystkim rolę scenarzysty i producenta takich seriali jak "Doctor Who", "Sherlock", "Jekyll", "Coupling". Gdy tylko ma ku temu sposobność, zaprasza do współpracy innych scenarzystów ze skłonnościami trollistycznymi (na przykład Marka Gatissa) i przeciąga ich na złą stronę mocy, powodując wielki płacz i dezorientację niczego nie spodziewających się niewinnych widzów. Fani zgodnie płaczą i nienawidzą Moffata tak bardzo, że niewtajemniczeni obserwatorzy drapią się po głowach i zastanawiają jakim cudem ten facet wciąż ma pracę. Moffat jednak dobrze wie, że gdyby stracił pracę, część fanów, która grozi mu widłami, w imię zasady SZANUJ TROLLA SWEGO bez zastanowienia wykorzystałaby te widły w jego obronie.

 

Moff winny.


Przyczyna jest prosta - niełatwo znaleźć na świecie dobrego trolla. Aby powstał dobry troll potrzeba przede wszystkim inteligentnego umysłu pełnego nieszablonowych pomysłów, czarnego humoru i psychopatycznego charakteru. Gdy wszystko to wymiesza się w odpowiednich proporcjach, powstanie ktoś, kogo w obawie o dobre imię firmy i zdrowie psychiczne widzów nie zatrudni żadna szanująca się stacja telewizyjna. Dobranie się trolla do jednego z najpopularniejszych seriali to zjawisko niezwykle rzadkie, a utrzymanie się na posadzie dłużej niż miesiąc zakrawa na cud. Trolle mają taką specyficzną właściwość, że gdy raz pokażą światu co potrafią, świat zaczyna rozumieć jak bardzo znużony jest dotychczasowymi schematami, którymi karmią go nie-trolle i chce więcej, więcej i więcej, aż w końcu zostaje ztrollowany tak bardzo, że kończy zwinięty w kulkę pod kanapą i nie ma pojęcia czy chciałby trolla zabić czy poślubić. Mimo to w głębi umysłu zdaje sobie sprawę, że gdyby trolla zabił, zostałyby mu same nie-trolle, a w telewizji nudne schematy pozbawione żon zabijających swoich mężów na oczach samych siebie z przeszłości, swoich matek ze sobą w ciąży oraz ich mężów, którzy nigdy się nie urodzili i przez dwa tysiące lat pilnowali pudła przebrani za rzymskich centurionów z plastiku (autentyczny przykład scenariusza Moffata. Widzowie płakali).

 



Działania Moffata oparte są na pewnych żelaznych zasadach. Oto kilka z nich:

a) Dąży on do tego, aby zaskoczyć widzów w sposób najmniej spodziewany. Jeśli sam autor scenariusza spada z krzesła w szoku, to znaczy, że jest ok.
b) Dramatyczne zwroty akcji i zaskoczenia w ostatnich sekundach sezonu są najlepsze. Dzięki temu widzowie mają mnóstwo czasu, żeby się wypłakać i stworzyć oburzone fanarty (przykład sztandarowy: patrzcie jaki fajny - za rok będzie grał głównego bohatera, bo wasz ulubiony nie żyje. Albo za dwa).
c) Zagadka jest lepsza od braku zagadki (ale jeśli zorganizowana grupa bystrych widzów potrafi rozwiązać zagadkę w ciągu dwóch lat, to nie jest ona zagadką).
d) Gdy robi się nudno, należy namieszać w przeszłości (na przykład ubrać kogoś w ciuchy głównego bohatera i kazać głównemu bohaterowi powiedzieć, że jest nim, ale wypiera się go, bo zrobił coś strasznego. Oczywiście w takim momencie trzeba szybko skończyć sezon, bo fani potrzebują dużo czasu żeby dojść do siebie i wytoczyć się spod kanapy).
e) Ewentualnie można wprowadzić do gry bohatera, którego istnienie przeczy wszelkim zasadom logiki (a za parę lat wyjaśnić, że to przyszła wersja dziecka głównych bohaterów, które kiedyś zabiło swojego męża po tym jak poślubiło go w linii czasu, która nigdy się nie wydarzyła. Mąż oczywiście żyje i o niczym nie wie, bo jego linia czasu wędruje gdzieś po krzakach i ma problem ze spotkaniem się z linią czasu jego żony, która nie jest jego żoną, bo jej nie zna, poza tym go zabiła. Tak w ogóle mąż był w pobliżu gdy go mordowano, ale się zgubił i nie trafił na miejsce zbrodni, dlatego o niczym nie wie).

 


f) Sezon powinien skończyć się w takim momencie, żeby w trakcie premiery kolejnego z powodu wysokiej oglądalności padły serwery BBC (można na przykład postawić głównych bohaterów w sytuacji bez wyjścia, mogącej zakończyć się zgonem na jeden z kilku sposobów. Oczywiście na początku kolejnej serii nikt nie umiera, za to wszyscy słuchają Stayin' Alive Bee Gees i są okropnie wkurzeni).
g) Gry słowne i przysłowiowe puszczanie oka do fanów zawsze mile widziane (na przykład bohaterowie jednego serialu Moffata na okładce książki w drugim serialu Moffata, napisanej przez autorkę o nazwisku kogoś, kto umarł dwa odcinki wcześniej. Albo doktor Watson cytujący Doktora z Gallifrey w serialu, który nie zawiera Gallifrey... ale to akurat robota pana Gatissa).
h) Intrygi powinny być budowane przez wiele sezonów. Wiele, wiele sezonów. Niektóre wątki mogą stać się zrozumiałe dopiero za kilka lat, a wtedy fani doznają olśnienia, składają całość do kupy, oglądają wszystko jeszcze raz, zastanawiają się jakim cudem przegapili tak oczywiste wskazówki i uwielbiają Moffata.
i) Straszniejsze niż to co nas otacza jest tylko to, czego nie widać. Steven Moffat ma talent do wywoływania traumy za pomocą zwyczajnych przedmiotów i wybujałej wyobraźni - sprawił na przykład, że widok dziecka w masce gazowej może doprowadzić kogoś do rozległego zawału, dorośli i zupełnie rozgarnięci ludzie panicznie boją się mrugać gdy zobaczą rzeźbę w kształcie anioła (ponieważ porusza się tylko gdy nikt na nią nie patrzy) i żyją w ciągłym przekonaniu, że za ich plecami może czaić się pamięcioodporne stworzenie, które pamiętają tylko gdy mają je w zasięgu wzroku.

 


Moffat się tłumaczy. Fani wciąż płaczą.


W odbiorze poczynań Moffa największe znaczenie ma poczucie humoru. Jeśli widz nadaje na tych samych falach co troll, to jego rozbestwiony wiecznym czekaniem umysł sam zamienia się w małego trolla i zaczyna grasować w internecie. Internetową wylęgarnią małych trolli jest tumblr - tam właśnie fani dzielą się uwagami, fanartami, złośliwymi dowcipami, teoriami, podstępnymi gifami i radosną twórczością, łączą szczegóły fabuły wielu seriali i filmów, które aż się proszą o połączenie. I co najwspanialsze - wszystko można reblogować (to jeden z powodów, dla których Whovianie nie mają życia. Siedzą przed komputerami od rana do nocy i reblogują). A to jeden z najnowszych przykładów trollowania graficznego w wykonaniu fanów (szczególnie wrażliwi na spojlery niech szybko pominą):

 


Jest to odrobinę podrasowany screen z DW, zawiera dwa straszne spojlery i inside joke. Jeden spojler uniemożliwia zrozumienie drugiego, poza tym po sieci krąży tak wiele przeróbek tego screena, że ktoś kto jeszcze nie widział odcinka może mieć problem z połapaniem się którą część zdjęcia poprawiono. Mało tego - tyle tego jest, że prawdziwy spojler (bez przeróbek) może pozostać niezauważony lub potraktowany jako kolejna próba trollowania. W efekcie pomimo wielokrotnej konfrontacji ze spojlerem widz oglądający finał po raz pierwszy i tak zleci pod koniec z krzesła i dostanie zawału (oraz rozleje herbatę, wystraszy psa, zwinie się w kłębek pod kanapą i będzie tam leżeć aż ktoś przyjdzie i powie, że kończy się listopad).


 

Przyzwoitego zakończenia nie będzie, albowiem nie będzie.

poniedziałek, 03 czerwca 2013, adeenah
Follow on Bloglovin

Polecane wpisy

  • Tajemnica ryby w więzieniu.

    Dzień dobry. Wiem, że nie wypada wpadać na blog z dowcipem raz w miesiącu, ale muszę podzielić się ze światem czymś bardzo pilnym, więc wybaczcie te marne manie

  • Nie będzie szwendacz pluł nam na mundurek... *

    ...czyli krótki, ilustrowany poradnik modowy na podstawie The Walking Dead. Każdy powinien wiedzieć jak się ubrać w razie nagłej apokalipsy. Nie jesteśmy jednak

  • Mój kandydat! Wybory 2014.

    Dzień dobry. Z okazji jutrzejszych wyborów samorządowych pragnę oświadczyć, że nie jestem bezstronna politycznie. A ponieważ blogi istnieją właśnie po to, aby d

Komentarze
Gość: ginny358, *.wyrzysk.net.pl
2013/06/03 15:14:56
W naszym odczuciu trollowi należałby się przynajmniej bohater roku ;>
Wspaniała notka, idealnie oddająca idęę moffatowości. Aż chce się zacisnąć pięść i krzyknąć "Moffat!"
Gin&PT
-
Gość: Doktor z Pasadeny, *.fucio.net
2013/06/03 15:30:29
Moffat!
-
Gość: Doctorantka, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2013/06/03 17:43:15
Panie Moffat, całkiem możliwe, że znielubiłabym pana na wieki (pan wie za co), gdybym tak bardzo pana nie lubiła (za co pana lubię też nie jest dla pana tajemnicą).