Blog bardziej brytyjski niż sama królowa.







Blog > Komentarze do wpisu

Uwaga: błazen w biurze.

Dzień dobry. Złowieszczy tytuł zwiastuje kolejną recenzję serialu, tym razem wybrałam "The Office".

Gdyby ktoś nie zauważył, że to blog brytyjski... (no co :) na wstępie zaznaczam, że opisuję wyłącznie wersję z Gervaisem. To przykre, że ciężko znaleźć w sieci dobry serial, bo pod jego tytułem wszędzie poupychany jest remake amerykański z plakatem zapowiadającym coś nudnego z ładnymi ludźmi. Ten sam problem miałam z Being Human i z tej przyczyny w notce o Being Human też będą złośliwości. W notce o Life on Mars jeszcze więcej. Amerykanie powinni dostać przynajmniej odgórny nakaz zmiany nazwy, bo ich wersje (imho z reguły wtórne i gorsze) są zawsze bardziej popularne i utrudniają dotarcie do znacznie bardziej interesujących źródeł. Przechodząc do tematu...

 

 

Przede wszystkim chciałabym zaznaczyć, że "The Office" NIE jest komedią. Jest bardzo dobrym programem udającym dokument o życiu w biurze i sporo tam sytuacji komicznych, jednak przeważnie nie są to te sytuacje, o których bohaterowie myślą, że są komiczne. Sytuacje, o których bohaterowie myślą, że są komiczne, przeważnie kończą się dla nich kompromitacją i nerwowym zerkaniem w kamerę. W takich momentach ciężko się śmiać, bo bohaterów zwyczajnie jest żal. Łatwiej za to prosić człowieka z ekranu, żeby przestał i schował się czym prędzej w swoim biurze. Mimo wszystko Ricky Gervais - twórca i główny bohater programu wykazał się świetną obserwacją życia biurowego i ludzi w ogóle. Portret szefa, który wykreował jest ciekawy i niestety boleśnie prawdziwy. To, co widzimy na ekranie jest przykładem człowieka, który chce być zabawny i lubiany - za wszelką cenę. Obecność kamer sprawia, że tym bardziej chce on wypaść dobrze, więc zachowuje się coraz bardziej nienaturalnie i wpada w błędne koło: kompromitujący żart - żart żeby zatrzeć złe wrażenie poprzedniego żartu - żart, żeby zatrzeć złe wrażenie po żarcie, który miał zatrzeć złe wrażenie itd. Poważne dialogi również nie kończą się najlepiej - szef idealny tak bardzo chce być idealny, że aż popada w przesadę. I chociaż wszyscy doskonale zdają sobie sprawę z tego, że czasami wypada zasugerować mu, że przesadza, nikt tego nie robi. Nie można przecież powiedzieć szefowi, który bardzo się stara być idealny, że mu to nie wychodzi. W efekcie pracownicy utwierdzają tylko szefa w jego błędnych przekonaniach, a on jeszcze bardziej brnie w sytuacje, z których powinien czym prędzej uciekać. Często można dostrzec rozpaczliwe spojrzenia osaczonych żartem ofiar, ale nikt nie ma odwagi powiedzieć co jest nie w porządku.

Komizm jest też oczywiście obecny w serialu, ale oglądanie "Biura" wyłącznie w oczekiwaniu zobaczenia zabawnego sitcomu prawdopodobnie zakończy się po pierwszym odcinku.

 

 

Serial wyróżnia się spośród innych przede wszystkim konwencją - udaje program dokumentalny, który rejestruje codzienne życie w przeciętnej firmie zajmującej się papierem. Nie jest to wymarzona praca - biuro jest niewielkie, a głównym zajęciem pracowników jest wycenianie produktów z papieru i walka o przetrwanie z ludźmi o niespełnionych ambicjach, którzy również próbują tam przetrwać, ratując przy tym swoje zranione ego wyceniające produkty z papieru. Głównym tematem są relacje pracowników i próby uratowania upadającej dumy, co czyni z "Biura" serial psychologiczny. Nie znajdziecie tam jednak rozterek godnych Dostojewskiego - psychologia dotyczy przeciętnych, losowych ludzi i ich codziennych, nudnych problemów. Bohaterem może byc każdy z nas, jeśli zrezygnuje z robienia tego, o czym marzy i wyląduje pod krawatem w miejscu nadającym się wyłącznie do wegetacji. Nie jest to przyjemna wizja i dla osób słabszych psychicznie może być idealnym czynnikiem uświadamiającym, że trzeba wziąć się w garść i zrobić ze sobą coś konkretnego. Ja na pewno nigdy nie chciałabym skończyć w takim miejscu.

 

 

Głównymi bohaterami "The Office" są:

Szef (Ricky Gervais) - sfrustrowany i zakompleksiony, uzależniony od ludzi. Za wszelką cenę chce być zabawny i wychodzi mu coś w stylu Falstaffa w garniturze (tylko w odróżnieniu od Falstaffa przystaje z bardziej rozgarniętymi ludźmi i z nim nikt się nie śmieje).

 

 

Dawn (Lucy Davis) - sekretarka. Zawsze uprzejma, bezkonfliktowa, kulturalna. Wszyscy ją lubią, a zwłaszcza Tim. Bezproblemowy charakter Dawn wynika głównie z tego, że boi się ryzyka, a efekty tego strachu owocują unieszczęśliwieniem przynajmniej dwóch osób. Jako jedyna w końcu ucieka od tego, czego nie lubi, jednocześnie zostawiając za sobą szansę na odrobinę szczęścia.

 

 

Tim (Martin Freeman) - też jest zawsze uprzejmy i bezkonfliktowy, ale w przeciwieństwie do Dawn wie kiedy nie należy chować się pod biurkiem (chociaż zazwyczaj orientuje się za późno). Większość czasu spędza dokuczając Garethowi, ale i tak wszyscy wiedzą, że go lubi i w razie problemów zawsze stanie po jego stronie. Ma ambitne plany (od dawna i bardzo ambitne).

 


Gareth (Mackenzie Crook) - kolega Tima, szczyci się swoją wojskową przeszłością i ciągle o niej przypomina, chociaż wszystko wskazuje na to, że armię zna głównie z książek i telewizji. Chce być szanowany i poważany, co prowadzi do wielu komicznych (w swym tragiźmie) sytuacji, ale Gareth nie jest aż tak beznadziejnym przypadkiem jak szef. Większość pracowników mimo wszystko go lubi.

 

 

Są też inni pracownicy biura, ale akcja skupia się na opisanej czwórce, a nie mam ochoty przynudzać siebie ani was mało istotnymi szczegółami.

Oglądanie "The Office" nie przypomina w niczym oglądania sitcomu. Nie dostarcza rozrywki, a jeśli nawet, to jest to wyjątkowo gorzka i niewesoła rozrywka. Nawet jeśli żarty są zabawne, to w ostatecznym podsumowaniu wypadają przeważnie blado i pesymistycznie. Warto jednak obejrzeć serial, ponieważ nie jest to bezwartościowa produkcja. Wręcz przeciwnie - jest dobrze zrealizowana, postacie są świetnie wykreowane przez utalentowanych aktorów, a całość skłania do refleksji.

 

wtorek, 07 sierpnia 2012, adeenah
Follow on Bloglovin

Polecane wpisy