Blog bardziej brytyjski niż sama królowa.







Blog > Komentarze do wpisu

Przekleństwo pustej korony.

Dzień dobry. Wiadomo wam zapewne, że BBC dobrało się niedawno do kronik Szekspira. Powstał Czteroczęściowy miniserial pod tytułem "The Hollow Crown", zawierający cztery odcinki nakręcone na podstawie drugiej tetralogii:

 

1. Ryszard II.

2. Henryk IV - 1.

3. Henryk IV - 2.

4. Henryk V.

 

 

To, co dostajemy to klasyczne sztuki szekspirowskie potraktowane przez telewizję jak najnowszy bestseller. O powodzeniu przedsięwzięcia świadczy choćby ogromna ilość fanartów, które krążą po internecie (gdyby Szekspir wiedział, że kiedyś będzie miał fanarty...). Sztuki te odegrane zostały przed kamerami pod czujnym okiem ludzi z BBC, którzy nie tylko wiedzą jak działają kamery, ale potrafią je zmusić do pokazania w interesujący sposób nawet czegoś, co na żywo nie robi na nikim najmniejszego wrażenia (monologi króla Ryszarda II i sceny batalistyczne w ostatniej części są jednym z wielu przykładów cudownych zdolności kamer). W dodatku w serialu cały czas obecna jest nieśmiertelna poezja i utalentowani ludzie, którzy bez wątpienia ją kochają i recytują ją z właściwym akcentem (nikt nie recytuje Szekspira tak jak przejęci Anglicy z właściwym akcentem).

 

 

Sięgając po tę produkcję nie należy się obawiać:

- Nudy. Raczej ciężko będzie na tym zasnąć, ale wygodne krzesło i kocyk się przydadzą - odcinki są długie, a kości będą bolały dopiero później (zwłaszcza po wszystkich odcinkach na raz).

- Relacji historycznej. Kto zna, ten wie - kto nie zna, powinien wiedzieć. Kroniki opisują wydarzenia historyczne, ale bohaterami nie są fakty, tylko ludzie. Średniowieczna sceneria i przerażające hasło "kroniki historyczne" potrafią niektórych odstraszyć, a to tylko pozory.

- Pokazu jednego aktora. Ja właśnie tego się obawiałam, a wyszło dużo niepotrzebnego strachu z powodu dzikiej popularności jednej osoby w środowisku bliskim temu miejscu. Nie ma się czego bać - aktor, o którym piszę jest naprawdę dobry, a pokaz jednego aktora to coś, czym serial na pewno nie jest.

- Trudnego języka. Nasłuchałam się tyle narzekania, że muszę o tym wspomnieć. Ktoś uprzejmy właśnie tworzy napisy na podstawie dobrych, starych tłumaczeń (Paszkowskiego, Koźmiana). Do dwóch odcinków są już gotowe. Dostępne są również napisy angielskie do wszystkich czterech, co znacznie ułatwia zrozumienie tekstu. A język jest przepiękny - przetrwał setki lat i wciąż zachwyca, więc warto chociaż spróbować.

 

Oto przyczyna odwlekania przeze mnie seansu. Nie popełniajcie mojego błędu.

 

To chyba najczęściej spotykane zarzuty. Przechodzę do części niebezpiecznej, która może zawierać spojlery. Sprawa spojlerów w historiach powstałych prawie pięć wieków temu jest dość trudna. Wiadomo, że wszyscy umarli - nie wiadomo tylko jak, kiedy i czy uraczono odbiorców szczegółami. Kluczowe wydarzenia można znaleźć w podręczniku, a o wydarzeniach mniej ważnych ale charakterystycznych większość słyszała i nie są żadną tajemnicą. Ze względu na zaistniały problem pozwolę sobie zapomnieć na chwilę o mojej spojlerofobii i nie ukrywać żadnych zgonów i ważnych zwrotów akcji (naprawdę - spojleruję, aż miło).

 

1. RYSZARD II.

Pierwsza część jest ekranizacją najrzadziej wystawianą i najmniej popularną z całej tetralogii. Przedstawia konflikt króla Ryszarda II i Henryka Bolinbroke'a, znanego później jako Henryk IV. W tej części mamy do czynienia z najciekawiej przedstawionymi monologami - Ben Whishaw, który wcielił się w rolę króla potrafi wydobyć ze słów całą ich moc i znaczenie bez angażowania dużego budżetu i wielu rekwizytów. Po tym można poznać dobrego aktora - do rozegrania ciekawej sceny nie potrzeba mu niczego oprócz jego samego. W trakcie niektórych monologów kamera skupia się tylko na twarzy aktora, czasami szaleje i pokazuje swój własny monolog, ale w końcu i tak wszystko sprowadza się do jednej postaci, która stojąc i mówiąc przyciąga całą uwagę. Pierwszy odcinek jest najspokojniejszy i najbardziej teatralny ze wszystkich. Centralnym wątkiem jest władza i jej destrukcyjny wpływ na otoczenie oraz tych, którzy noszą na głowie koronę (lub jej pragną). Walka o koronę nie jest tu nie tylko walką w znaczeniu dosłownym, ale głównie na płaszczyźnie psychologicznej. Rozterki stron zainteresowanych dzierżeniem władzy są tu kwestią najważniejszą i pierwszoplanową, a reszta fabuły sprawia wrażenie dodatku, który trzyma to wszystko w należytym porządku. Ekranizacja bardzo mi się podobała i spowodowała, że zdążyłam nastawić się na kolejne teatralne widowiska, dzięki czemu dałam się zaskoczyć.

 

 

2. HENRYK IV - CZĘŚĆ 1.

Po pierwszej, mocno teatralnej części Henryk IV okazał się sporym zaskoczeniem. Od początku jesteśmy świadkami ruchliwej i hałaśliwej miejskiej codzienności oraz rozrywkowego życia koncentrującego się na pewnej gospodzie. W centrum wydarzeń znajduje się książę Henry (Tom Hiddleston), aktywnie uczestniczący w zabawach. Dzięki obecności starego przyjaciela księcia - Johna Fastaffa, odcinek zawiera dużą dawkę prostego i bezpośredniego humoru, który sprawia wrażenie kamuflażu dla czegoś głębszego i bardziej smutnego. Falstaff jest zabawny tak, jak może być zabawny ktoś, kto chce za wszelką cenę przypodobać się innym. W trakcie jego wygłupów nie raz się uśmiechnęłam, ale jednak ciągle miałam świadomość, że samemu Falstaffowi nie za bardzo jest do śmiechu. W jednej z ostatnich scen, gdy książę postanowił wspierać go w jego kłamstwach można odnieść wrażenie, że on również doskonale zdaje sobie sprawę z prawdziwej natury dowcipów starego kompana.

 

Uwielbiam to zdjęcie. Nie jest może zbyt korzystne z perspektywy przyszłego króla ani wielbicieli ładnych ludzi, ale taki śmiech w poważnym filmie o królach jest jak czyste złoto.

 

Poza tym humor różni się nieco od innych znanych przykładów humoru, które można spotkać w średniowiecznych gospodach - bardzo łatwo o tym zapomnieć o tym, ale tutaj nawet poczciwy Falstaff wyraża się całkiem elokwentnie, a wszystkie jego mądrości i żale zostały bardzo dawno spisane wierszem. "Humor" szekspirowski nie jest obecnie zbyt często spotykany z jednej prostej przyczyny - nikt dzisiaj nie mówi wierszem. Świat stworzony przez Szekspira jest kompletnie inny od naszego nie tylko ze względu na przedstawione w nim realia - to właśnie mowa jest tym elementem, który nigdy nie stanie się częścią codziennego życia. Dzięki niej sztuki zawierają w sobie odrobinę magii i otacza je nierzeczywista, wręcz baśniowa aura. "The Hollow Crown" zostało zrealizowane tak, że w trakcie oglądania większość widzów nie powinna mieć problemów z przyzwyczajeniem się do stylu i prawdopodobnie dopiero po sięgnięciu po oryginalny tekst uświadomi sobie, czego właśnie wysłuchała. Dzięki tej szczególnej właściwości ekranizacji bez skrupułów polecam je nawet osobom, które nie są w stanie przeczytać Hamleta.

W "Henryku IV" dużo miejsca poświęcono na pokazanie rozrywkowego życia księcia Henryka, ale nie zabrakło też poważniejszego wątku - konfliktu Henryka IV z Henrykiem Percy. Konflikt był idealną okazją aby książę udowodnił, że pomimo wiecznej nieobecności na dworze i jego niezbyt szlachetnych znajomości nie odciął się całkiem od środowiska króla i wciąż jest godny korony. Odcinek zakończył się bitwą, w której również nie zabrakło wygłupów Falstaffa. Wypada jeszcze wspomnieć o Henryku IV, którego zagrał (świetny jak zwykle) Jeremy Irons. W ramach ciekawostki dodam, że w jednej scenie Tom Hiddleston sparodiował Ironsa i była to naprawdę dobra parodia.

 

 

3. HENRYK IV - CZĘŚĆ 2.

Druga część  "Henryka IV" znowu porusza tytułowy temat korony. Król jest już stary, schorowany i doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że wkrótce ktoś go zastąpi. Wracają do niego dawne strachy i rozterki z czasów, gdy odebrał koronę Ryszardowi II. Samotne monologi w ogromnej, pustej i martwej sali tylko dopełniają wrażenie, że koniec króla jest bliski. Poza najbliższym otoczeniem króla również wiele się zmieniło - książę Henry nie wiedzie już radosnego życia w gospodzie i spędza dużo czasu w otoczeniu bardziej odpowiednim dla młodego księcia, a Falstaff nie jest już tym samym zabawnym staruszkiem, którego pamiętamy z poprzedniej części.

 

 

Falstaffowi poświęcono odrębny wątek dotyczący jego niezdarnego życia obfitego w długi i układów z Sędzią - jest to chyba najnudniejszy wątek w całej serii, chociaż jego bohater ani na chwilę nie traci charakteru. Skoro już o nudnych momentach mowa - najsłabszym punktem wszystkich części są intrygi i spiski, które nie wpływają na decyzje i przemiany głównych bohaterów. Dla mnie zawsze najważniejsi są bohaterowie, a Szekspira uwielbiam głównie za to, że bez względu na rodzaj historii i realia, w których je umiejscawia - to właśnie bohaterowie są najważniejsi. Ich życie, problemy, wahania, rozterki, przemiany, żale i lęki. Na szczęście nudne fragmenty zdarzają się sporadycznie.

Pod koniec odcinka pokazana jest śmierć króla poprzedzona przez odrobinę zbyt pochopne dobranie się księcia do korony, jednak ostatecznie wszystko dobrze się kończy i Henryk zostaje wybrany na następcę zmarłego Henryka IV. Scena koronacji jest ostatnią sceną, w której widzimy Falstaffa i Henryka w tym samym pomieszczeniu. W tej scenie najlepiej widać przemianę Henryka - młody król nie jest już tym samym rozbrykanym i radosnym księciem, który gonił starego Falstaffa po lesie. Jest poważny, zdecydowany i surowy, całkowicie zrywa kontakty ze środowiskiem, w którym zmarnował część życia. Jest królem, z którego jego pełen obaw ojciec z pewnością byłby dumny, chociaż cenę za doskonałość płacą jego najlepsi towarzysze.

 

 

4. HENRYK V.

Ostatnia część tetralogii przedstawia panowanie Henryka V i koncentruje się na konflikcie z Francją. Początek jest okrutny i pokazuje martwego króla, co zapewnia emocje już od pierwszej minuty (z drugiej strony - czy ktokolwiek miał nadzieję, że Henryk V nie śpiewa od kilkuset lat w anielskim chórze?).  Konflikt z Francją prowadzi do rozegrania długiej i ciężkiej bitwy, w której król aktywnie uczestniczy - ale nie uczestniczy w niej po królewsku: biernie, w namiocie z jedwabnymi kurtynami i złotymi wazami z winem. Król przez całą bitwę biega we wszystkich kierunkach umazany krwią i błotem i walczy, jednocześnie zachęcając do walki swoich poddanych. Henryk V jest tu pokazany jako władca idealny - przejmuje się opinią poddanych i w najgorszych momentach jest z nimi całym sobą, nie tylko duchem. To ktoś, o kim inne narody mogą jedynie pomarzyć, gdy ich królowie i prezydenci pławią się w luksusach i zostawiają czarna robotę innym.  Przy okazji muszę wspomnieć o kamerach BBC i niesamowitych scenach batalistycznych, które zarejestrowały. Sprawiły, że ktoś, kto na scenach bitew ucieka sprzed telewizora nie mógł się poruszyć ani oderwać od nich wzroku. Kawał świetnej roboty.

 

 

Bez wątpienia smutnym momentem jest śmierć Johna Falstaffa, który ostatecznie skończył opuszczony i samotny (znany motyw tragicznej śmierci błazna). Nie zabrakło też obowiązkowej wzmianki o małżeństwie Henryka. I chociaż na końcu król umiera, nie odniosłam wrażenia, że to złe zakończenie. Henryk V został pokazany jako dobry i sprawiedliwy król, który pomimo śmierci fizycznej (która i tak prędzej czy później musiała nastąpić), nie umrze w pamięci ludzi. Nie jestem historykiem i nie wiem ile prawdy jest w przedstawionym wizerunku króla - wiem tylko, że Szekspir oparł swoje sztuki na kronikach historycznych i na pewno zawierają choć ziarnko prawdy. "The Hollow Crown" jest dowodem na to, że ludzie wciąż pamiętają, pomimo upływających lat i ogromnych zmian w kulturze i postrzeganiu świata.

 

 

Jestem ogromnie wdzięczna BBC za to, że że zamiast męczyć nas jednosezonowymi bestsellerami w stylu pewnych popularnych obecnie romansideł, które z pewnością dobrze by się sprzedały, odkopują znacznie bardziej wartościowe, na wpół zapomniane sztuki. Świat, w którym masowe media potrafią docenić Szekspira nie jest wcale takim złym światem. Wypada też podziękować londyńskiej Olimpiadzie, dzięki której powstał Światowy Festiwal Szekspira obejmujący mniejszy projekt BBC - "Shekespeare Unlocked", w ramach którego nakręcono "The Hollow Crown" (odczytany przez Kennetha Branagha fragment "Burzy" na ceremonii otwarcia też był częścią Festiwalu ;).

 

Skromna grupa aktorów i reżyser (Richard Eyre) dwóch części "Henryka IV".

 

A jeśli was nie przekonałam, to zajrzyjcie do tego wpisu. Ja po przeczytaniu go rzuciłam się na serial szybciej, niż planowałam. To jeden z takich wpisów, na widok których człowiek, który wymyślił blogi na pewno by się uśmiechnął (o mój biedny blog, znowu polecam konkurencję).

czwartek, 02 sierpnia 2012, adeenah
Follow on Bloglovin

Polecane wpisy

Komentarze
ratyzbona
2012/08/02 18:37:57
NO zarzucać zwierza takimi komplementami - jeszcze się wbije w dumę a obie wiemy jak to się dla Ryszarda II skończyło!
-
2012/08/02 20:15:47
Yes! A ja podstępem obejmę tron (czymkolwiek on jest).
-
2012/08/03 00:27:53
A ja byłam 3 tygodnie w świecie bez komputera. Zaraz nadrabiam, bo widzę, że tu wiele smakowitych wpisów do poczytania...
-
2012/08/22 20:57:57
"alstaff jest zabawny tak, jak może być zabawny ktoś, kto chce za wszelką cenę przypodobać się innym. W trakcie jego wygłupów nie raz się uśmiechnęłam, ale jednak ciągle miałam świadomość, że samemu Falstaffowi nie za bardzo jest do śmiechu. W jednej z ostatnich scen, gdy książę postanowił wspierać go w jego kłamstwach można odnieść wrażenie, że on również doskonale zdaje sobie sprawę z prawdziwej natury dowcipów starego kompana."

Absolutnie, w dwustu procentach prawda - ujęłaś dokładnie to, czym dla mnie jest Falstaff w tej interpretacji.